Reklama

Reklama

Tabela gr. E "Polskiej" :
  • 1. Hiszpania (0 pkt.)
  • 2. Polska (0 pkt.)
  • 3. Słowacja (0 pkt.)
  • 4. Szwecja (0 pkt.)

Wisła Kraków. Jasna strona Białej Gwiazdy V. Gościem specjalnym Maciej Żurawski

Drogę do nieśmiertelności w barwach "Białej Gwiazdy" zaczął w roli .... kierowcy walca. Później podbił Ekstraklasę, został liderem reprezentacji, został bohaterem najdroższego transferu w dziejach Wisły, a teraz będzie głównym bohaterem programu "Jasna strona Białej Gwiazdy V". Maciej Żurawski, czyli po prostu "Żuraw - Władca Muraw".

Po kolei: 8 września 2001 Katowice, ul. Bukowa, mecz GKS - Wisła. Rozgrywany po potężnej ulewie. Między 15. a 46. minutą "Żuraw" dał koncert z pięcioma golami. Krakowianie prowadzili 5-1.

Gdy Maciej zamachnął się, by po raz szósty wpisać się na listę strzelców, siedzący obok mnie katowicki dziennikarz "Tempa" mimowolnie błagał, jakby go ktoś chciał zdzielić batem:

"Żuraw, nie, nie, nie, nie!"

Nie wiadomo, czy to na skutek mantry mojego kolegi po fachu, czy po prostu w wyniku zwykłego zbiegu okoliczności licznik bramek "Żurawia" w tym meczu zatrzymał się na piątce.

Reklama

- Przejechał po nas walec, a jego kierowcą był Maciek Żurawski - trafnie podsumował mecz trener "Gieksy" Janusz Białek, który robił co mógł, by utrudnić sprawę Maciejowi, łącznie ze zmianą bramkarza. Znanego dziś ze współpracy z Adamem Nawałką Jarosława Tkocza luzował Piotr Lech, ale i on nie wytrwał nawet 120 sekund z czystym kontem.

Po takim meczu przestajesz być zwykłym piłkarzem. Stajesz się półbogiem. Co jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie było wcale takie oczywiste.

Gdy Wisła z "Żurawiem" gromiła przy Bukowej, mijały prawie dwa lata od jego debiutu przy Reymonta. (2 października 1999 r., 1-0 z ŁKS-em). Początki miał trudne. To nawet eufemizm. Był zagubiony. Kibice wyrzucali mu, że faktycznie serce zostawił w Poznaniu, w nawiązaniu do kartki okolicznościowej, jaką ufundował na pożegnanie kibicom "Kolejorza".

Pewnie ta historia nie byłaby równie piękna, gdyby trenerzy i prezesi klubu nie wykazali się cierpliwością. Po części wymuszoną faktem wydania na Macieja miliona euro - rekordowej kwoty na rynku wewnętrznym w Ekstraklasie. Prezes Bogusław Cupiał nie szczędził na budowę swej "Fabryki Marzeń". Za podobną kwotę kupił też Kamila Kosowskiego, za niewiele mniejszą Arkadiusza Głowackiego. Wszystkich tych wydatków nie traktował jak pożyczkę, jak czynią to dziś choćby właściciele Lechii. To była po prostu inwestycja w spółkę, jej dokapitalizowanie.

Wszystkie późniejsze przygody "Władcy Muraw" znacie na pamięć: pięć mistrzostw Polski, dwa tytuły króla strzelców, trzykrotne mistrzostwo Szkocji, występy z Celtikiem w Lidze Mistrzów, kapitanowanie reprezentacji Polski i 72 mecze, 17 bramek z "Białym Orłem" na piersi. Piękna karta i będzie co powspominać, jak chociażby gole pakowane do siatki AC Parma, Schalke Gelsenkirchen (2), Lazio Rzym i Interu Mediolan.

Będziecie mieli okazję do zadania swoich pytań "Żurawiowi". Wpisujcie je w komentarzach pod tym tekstem.



MiBi

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Żurawski | Jasna strona Białej Gwiazdy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje