Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Wisła Kraków. Adwokat Piech: Prokuratura w sprawie Wisły chce zachować twarz

- Jeśli chodzi o policjantów, to osobiście znam przypadki, kiedy składane były zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, a następnie po kilku dniach ci policjanci przekazywali informacje o tym, kto składał zawiadomienie tym różnym gangsterom, którzy odwiedzali takie osoby. Pojawili się między innymi u mojej koleżanki... - ujawnia w rozmowie z Interią adwokat Michał Piech, który jako pierwszy oficjalnie złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia szeregu przestępstw przez byłą prezes Marzenę Sarapatę i innych osób zarządzających do niedawna klubem piłkarskim Wisła Kraków SA.

Interia: Jest pan ukontentowany faktem, że Prokuratura Okręgowa w Krakowie przystąpiła do działania?

Adwokat Michał Piech: - Oczywiście, że lepiej zacząć robić coś później niż nie robić tego w ogóle, a prokuratura wreszcie zaczęła działać. Jakimi motywami kierowała się prokuratura? Czytałem wypowiedzi z konferencji prasowej szefa Ministerstwa Sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, że prokuratura od wielu miesięcy prowadziła postępowanie. Jednak wcześniej, gdy wiele osób dowiadywało się na ten temat, to okazywało się, że w tym kierunku nic nie było robione. W ogóle tłumaczenie ministra Ziobry, że to jest wina samorządu i Polskiego Związku Piłki Nożnej, wydaje mi się być jakimś totalnym absurdem. Nie chciałbym rzucać oskarżeń, w każdym razie cieszę się, że coś zaczęło się dziać i mam nadzieję, że nie za późno. Trzeba być dobrej myśli, zobaczymy jakie będą skutki działań prokuratury.

Reklama

Zaczął pan od stwierdzenia, że lepiej późno niż wcale... Czyli jest w panu poczucie, że do działania można było przystąpić dużo szybciej, a nie - jak cytuje PAP ministra Ziobrę - "prokuratura nie jest organem nadzorczym klubów sportowych i nie ma takich uprawnień, ani uprawnień kontrolnych. Prokuratura działa w stanie ostatecznej konieczności, gdy zachodzi oczywiste podejrzenie popełnienia przestępstwa".

- Uważam, że prokuratura dzisiaj w tej sprawie chce zachować twarz, dlatego powiedziano to, co powiedziano. Sytuacja związana z klubem była tak dynamiczna i tak szybko się zmieniała, że w zasadzie każdy dzień zwłoki mógł być ze szkodą dla ewentualnego zgromadzenia dowodów w postępowaniu. Tym bardziej, że ja cały czas będę się upierać, że skoro prokuratora wszczęła postępowanie 31 grudnia, o którym rzekomo nikt nie wiedział, to dlaczego czynności zostały podjęte dopiero tydzień później? Jeżeli ktoś chce wejść do jakiegoś pomieszczenia, to takie postanowienia są wydawane natychmiast, jeszcze tego samego dnia. Przeprowadzone czynności byłyby uzasadnione, gdyby miały na celu zatrzymanie kogoś; wtedy bym rozumiał, że przez tydzień ktoś byłby obserwowany, w jakich miejscach się pojawia, a następnie należało skoordynować całą akcję tak, aby wszystkie osoby zostały zatrzymane tego samego dnia w swoim miejscu pobytu. Natomiast w tej sytuacji takie tłumaczenie wydaje mi się trochę niezbyt spójne od strony logicznej. W każdym razie cieszę się, że cokolwiek zaczęło się dziać. Teraz trzeba będzie patrzeć prokuraturze na ręce i obserwować, co robi w tym kierunku. Bo przecież sam fakt, że prokuratura coś zaczęła robić, wcale nie oznacza, że będzie to wykonane dobrze i w sposób należyty. W końcu można pracować tak, jakby ogłosiło się permanentny strajk włoski, a można działać w sposób, jakby rzeczywiście chciało się coś znaleźć.

Jakiego działania i jakich czynności ze strony prokuratury w pierwszej kolejności pan oczekuje?

- Moja wiedza na temat czynności podejmowanych przez prokuratora sprowadza się tylko i wyłącznie do tego, że prokuratorzy weszli do pomieszczeń i mieszkań. Nie wiem, jakie dokumenty zostały tam zabezpieczane, bo to też jest kwestia tego, w jaki sposób to zabezpieczanie miało miejsce. Uważam, że na pewno powinna zostać zabezpieczona korespondencja mailowa, wszystkie billingi telefoniczne oraz konto lub konta bankowe. To wszystko, co na gorąco przychodzi mi do głowy. Poza tymi czynnościami, jak najszybciej powinny zostać przesłuchane osoby, wobec których toczy się śledztwo. Przecież im dłużej takie osoby będą pozostawały na wolności, tym większe będą szanse na to, by mogły mataczyć i ustalać wspólną wersję zeznań.

Czy po tym, jak złożone przez pana zawiadomienie w sprawie ewentualnych przestępstw w Wiśle Kraków stało się sprawą publiczną, otrzymywał pan jakiekolwiek pogróżki artykułowane wprost lub w zawoalowanej formie?

- Raczej wprost przeciwnie. Na mój adres mailowy pisali sędziowie i różni działacze piłkarscy z innych klubów, wszyscy odnosząc się bardzo pozytywnie do mojej postawy. Cieszyli się, że wreszcie coś pozytywnego zaczęło się dziać. Nikt nawet nie odważył się, żeby spróbować obrzucić mnie jakimiś inwektywami, choć trzeba przypomnieć, że zawiadomienie złożyłem dopiero w piątek. Oczywiście staram się unikać niebezpieczeństw, gdy ktoś proponuje mi jakieś dziwne spotkanie, a takie "oferty" faktycznie zdarzyły się dwa razy. Otóż otrzymałem propozycje dziwnych spotkań od ludzi, którzy nie chcieli mi się przedstawić. Z góry podziękowałem, bo nie widzę powodów, bym miał się spotkać z osobą, która coś o mnie wie, a ja nie znam nawet jej godności. Natomiast nie odbierałem żadnych jawnych gróźb, ani sygnałów odnośnie tego, że ktoś mógłby chcieć mi coś zrobić. Nie boję się wychodzić z domu, czy odbierać telefonu.

Wyraził pan zdanie, że śledztwo powinno być prowadzone poza Krakowem, by uniknąć podejrzeń o stronniczość. A ja chcę zapytać wprost: czy ma pan jakieś przypuszczenia bądź istnieje domniemanie, że organa ścigania, czyli policja i/lub prokuratura w Krakowie, mogą być w jakiś sposób powiązane z tworzącym grupę przestępczą środowiskiem pseudokibiców Wisły Kraków?

- Jeżeli chodzi o prokuraturę, to żadnej takiej wiedzy nie mam. Natomiast jeśli chodzi o policjantów, to osobiście znam przypadki, kiedy składane były zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, a następnie po kilku dniach ci policjanci przekazywali informacje o tym, kto składał zawiadomienie tym różnym gangsterom, którzy odwiedzali takie osoby. Pojawili się między innymi u mojej koleżanki, której zniszczono samochód, odkręcono śruby w samochodzie, a do tego miała wypadek na autostradzie... To kobieta, która przez wiele lat była naczelnikiem ważnego urzędu w Krakowie. To ona swego czasu postanowiła wypowiedzieć wojnę tym bandytom, którzy w jej miejscowości i okolicach handlowali narkotykami, po czym zaczęli ją zastraszać, przyjeżdżać pod jej dom i niszczyć jej mienie. Co najgorsze, tak naprawdę nic z tym nie zrobiono. Po prostu mafia, jak w czasach gangsterki z Pruszkowa, a policja udaje, że nic nie widzi. Natomiast chcę jeszcze raz podkreślić, że byłbym bardzo daleki od stawiania jakichkolwiek zarzutów pod adresem prokuratury, bo nie mam na to żadnych dowodów.

CKN

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje