Reklama

Reklama

To dlatego Kuba Błaszczykowski milczy po spadku Wisły. Były piłkarz zdradza

Marek Motyka wie, jak smakuje spadek do niższej klasy rozgrywkowej. I nie jest skłonny do ferowania wyroków i ani do obarczania właścicielskiego tria całą winą za katastrofę "Białej Gwiazdy". Staje też w obronie Kuby Błaszczykowskiego, który po przegranym meczu z Radomiakiem publicznie nie zabrał głosu. Tłumaczy, dlaczego piłkarz i jeden z szefów krakowskiego klubu wciąż milczy.

Porażką w kiepskim stylu (w ostatniej kolejce Wisła Kraków przegrała z Radomiakiem, choć początkowo prowadziła dwoma bramkami) "Biała Gwiazda" przypieczętowała swoją degradację do I ligi. To piłkarska, finansowa i wizerunkowa katastrofa klubu, która wiąże się też z zawiedzonymi oczekiwaniami kibiców. Fani z Krakowa wspierali drużynę mimo licznych niepowodzeń, a teraz muszą przełknąć gorzką pigułkę rozczarowania.

Po tym, gdy spadek z Ekstraklasy stał się faktem, głos zabrało dwóch współwłaścicieli Wisły. "Nie ma zbyt wielu pojemnych słów, które pomieszczą uczucia w tej chwili. Po prostu przepraszam wszystkich, którzy dziś muszą tego wszystkiego doświadczyć" - napisał na Twitterze Jarosław Królewski. "Bardzo przepraszam. Zawiodłem. Stało się coś, co nie miało prawa się stać. Zrobiliśmy zbyt wiele błędów, podjęliśmy zbyt wiele złych decyzji. Teraz konieczne będą poważne zmiany. Ja osobiście jestem na nie gotowy" - wtórował mu Tomasz Jażdżyński.

Reklama

Brakuje natomiast oficjalnego stanowiska ostatniego z tria szefostwa. Jakub Błaszczykowski do teraz milczy na temat spadku "Białej Gwiazdy". I to mimo że z niektórych stron sypią się gromy i na niego. W obronę "Błaszcza" wziął legendarny piłkarz krakowskiego klubu, Marek Motyka.

Czystki po spadku. Najlepszy piłkarz opuści Wisłę!

Marek Motyka szczerze o spadku Wisły. Apeluje też w sprawie Kuby Błaszczykowskiego

Motyka dobrze zna smak spadku do niższej klasy rozgrywkowej. Gdy poprzednim razem, w latach 90., Wisła Kraków opuszczała Ekstraklasę, występował w jej barwach. Teraz wspomnienia wróciły. "Oczywiście bardzo ubolewam nad spadkiem. To był dla mnie bardzo smutny dzień, kiedy przegraliśmy z Radomiakiem. Od razu przypomniałem sobie mój spadek z Wisełką. Poświęciliśmy trzy lata na powrót. Ubolewam, straciłem wtedy co najmniej 100 meczów Ekstraklasy, straciłem pieniądze, bo gdzieś indziej zarobiłbym trzy razy więcej, ale jestem z siebie dumny, że zostałem w mojej Wiśle" - opowiada w rozmowie z portalem meczyki.pl.

Ocenia, że właścicielskie trio "Białej Gwiazdy" nie zasługuje na krytykę, jaka na nie spada. Podkreśla, że Błaszczykowski, Jazdżyński i Królewski na dobrą sprawę stawiają pierwsze kroki w piłkarskim biznesie, a trudne doświadczenie może sprawić, że wyciągną wnioski, dostrzegą popełnione błędy i będzie już tylko lepiej. "Są zaangażowani w klub, pomogli, gdy Wisła miała 4. ligę przed oczami i ja tym ludziom ufam" - stwierdza.

Radosław Kałużny ostro o graczach Wisły. "To skandal"

Były piłkarz ma też wiele ciepłych słów pod adresem Kuby, który - jego zdaniem - powinien doczekać się pomnika przy Reymonta. Podkreśla, że Błaszczykowski zainwestował w ryzykowny wiślacki biznes sporą sumę własnych pieniędzy i że "oddał się klubowi całym sercem".

Pytany, dlaczego zatem "Błaszczu" nie zabiera głosu po spadku "Białej Gwiazdy" i dlaczego nie zwróci się do kibiców, ma pewne wytłumaczenie. W jego opinii po prostu trudno znaleźć odpowiednie słowa w tej sytuacji, lecz mimo to wierzy, że prędzej czy później Jakub Błaszczykowski przerwie milczenie.

Echa spadku Wisły dotarły poza Polskę. "Ten klub nigdy nie zginie"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL