Reklama

Reklama

Stilić: Mamy szpital, czegoś takiego jeszcze nie widziałem

- Żadna polska drużyna nie ma takiej kadry, by sobie poradzić bez ośmiu, czy dziewięciu piłkarzy. Po dwóch szybkich ciosach nie przestaliśmy wierzyć, ale trafiliśmy na Lecha w bardzo dobrej formie - powiedział po meczu w Poznaniu pomocnik Wisły Kraków Semir Stilić.

Stilić wrócił na stadion przy Bułgarskiej po niespełna dwóch latach - w czerwcu 2012 roku pożegnał się z "Kolejorzem" i kontynuował karierę najpierw na Ukrainie, a następnie w Turcji. W tym roku Bośniaka ściągnęła Wisła - Stilić jest liderem drugiej linii w zespole Franciszka Smudy. Meczu w Poznaniu nie zaliczy jednak do udanych - Łukasz Trałka i Karol Linetty nie oszczędzali Bośniaka. 

Po spotkaniu Stilić był smutny, ale nie zrozpaczony. Przyczyn porażki upatrywał w dwóch szybko straconych bramkach i poważnym osłabieniu jego drużyny. - Ciężko jest grać bez ośmiu czy dziewięciu graczy, a kolejni wracają np. po rocznej przerwie. Żadna drużyna w Polsce nie ma takiej kadry, by poradzić sobie z podobnymi osłabieniami. Lech przeżywał to niedawno na Pogoni, gdy stracił pięć bramek. Mimo wszystko walczyliśmy - mówił Stilić.

Reklama

Bośniak zapewniał, że jego drużyna nie starała się za wszelką cenę uchronić przed kolejnymi golami dla Lecha, ale sama chciała coś zmienić. - Na Legii też było 0-2, a na dodatek graliśmy w dziesięciu. Wtedy dalej graliśmy tak jak w pierwszej połowie i odwróciliśmy losy meczu. Nie jest ważne, czy stracilibyśmy w Poznaniu trzecią, czwartą czy piątą bramkę - naszym zadaniem była walka do końca, bo tylko wtedy można być w porządku wobec kolegów. Za wiele nie mogliśmy jednak tym razem zdziałać. Szczególnie trudno było obrońcom, bo tak jest, jak jeden mecz grasz z kimś innym, drugi znowu, a trzeci w całkowicie odmiennym ustawieniu. Gdy do tego niektórzy grają po ciężkich kontuzjach, nie ma co oczekiwać, że Lech nie wykorzysta naszych błędów.

Stilić liczy na to, że w kolejnych tygodniach sytuacja kadrowa jego drużyny będzie lepsza.  To zaś wpłynie na grę i wyniki, bo ostatnio są one tragiczne. Wisła przegrała pięć spotkań z rzędu, ostatni raz wygrała w lutym. - Sytuacja na dziś jest ciężka, jeszcze w żadnej drużynie nie widziałem tylu kontuzjowanych piłkarzy. Mamy szpital, jak się przyjeżdża teraz na trening, to więcej jest graczy z urazami niż zdrowych. A grać trzeba zawsze. Choćby Arek Głowacki jest doświadczonym stoperem, w takich meczach jak dzisiejszy potrafi ustawić obronę. Wierzyć trzeba jednak do końca. Zostało sześć spotkań, można zdobyć 18 punktów. Pewnie po takim spotkaniu w Poznaniu ktoś się z tego może śmiać, ale my musimy wierzyć i dawać z siebie wszystko, bo tylko wtedy nie szuka się innych wytłumaczeń - twierdzi Stilić.

Piłkarz Wisły starał się unikać porównania Legii i Lecha, czyli dwóch głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Wiosną Bośniak pozbawił już lidera z Łazienkowskiej dwóch punktów, a w Poznaniu liczą, że za dwa tygodnie znów to zrobi. - W każdym meczu chcę strzelać bramki, w Warszawie też zrobię wszystko, aby Wisła wygrała. A czy pomoże to Lechowi czy Pogoni, to już nie moja sprawa. Lech dzisiaj grał fajnie, widać, że wielu piłkarzy złapało dobrą formę. Jakiś czas temu nie byli w niej i pamiętamy, jak to wyglądało. Taka jest piłka, nie ma co robić wielkiego hura po jednym zwycięstwie - zakończył Stilić.

Autor: Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL