Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (16 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (13 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (13 pkt.)
  • 4 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (10 pkt.)
  • 6 .Pogoń Szczecin (10 pkt.)
  • 7 .Lechia Gdańsk (9 pkt.)
  • 8 .Legia Warszawa (9 pkt.)

Sprawa Małeckiego nie jest czarno-biała

​Patryk Małecki opuścił Wisłę, by spróbować szczęścia w Szczecinie. Ktoś może powiedzieć - stało się dobrze, "Biała Gwiazda" pozbyła się swego enfant terrible, niech się męczy z nim Pogoń. Dla mnie jednak to strata dla obu stron.

Potępianie w czambuł Małeckiego, rozjeżdżanie go walcem krytyki za jego nieprzemyślane wypowiedzi jest krzywdzące i niesprawiedliwe.

Reklama

To oczywiste, że "Mały" nie powinien żadnego kibica Wisły wyrzucać ze stadionu, podobnie jak to, że nie trafił z krytyką Smudy za rzekomo za mocne przygotowania fizyczne, podczas gdy właśnie po nich rundę życia zaliczył np. Łukasz Garguła, a i przekreślany przez większość ekspertów Rafał Boguski biegał jak nakręcony. Patryk mógł sobie darować jeszcze tysiąc innych rzeczy - np. obrażania Saidiego Ntibazonkizy w derbach sprzed dwóch lat, wydzierania się na starszych kolegów, którzy trochę więcej niż on dla tego klubu wywalczyli (np. Maciej Żurawski i Kamil Kosowski), wyzywania na solówkę krytykującego go dziennikarza... Długo by wymieniać. Mógłby, ale jego charakter mu na to nie pozwolił. Charakter, nad którym Patryk pracuje i to z postępami.

Widząc jednak, jak łatwo urządzamy sobie połajanki i robimy pośmiewisko z Małeckiego, mam wrażenie, że zapominamy o tym, iż nikt nie jest idealny, i o czymś znacznie ważniejszym. O tym, że Patryk nie miał normalnego domu z dyscyplinującym młokosa ojcem. Od drugiego roku życia wychowywała go dzielna matka, a później, od 13. roku - internat i trybuny. Zważywszy na te okoliczności, "Mały" i tak jest "poukładanym" człowiekiem.

Dziwnym trafem eksponowane są głównie jego wpadki. O jasnej stronie życia "Małego" rzadziej się wspomina. I to nie dlatego, że ona nie istnieje. "Mały" jest głęboko wierzący, uczestniczy w pielgrzymkach, jego wzorem jest Jan Paweł II. Potrafi spontanicznie wyjąć z kieszeni kilka tysięcy złotych na akcję charytatywną i ofiarować je z zastrzeżeniem anonimowości, a nie dla taniego PR-u. To też jest Patryk Małecki. Nie tylko ten, którego ponoszą emocje podczas meczów.

Franciszek Smuda, w porównaniu do Roberta Maaskanta, jest trenerem z zupełnie innej ligi. Ale to Holender lepiej wywiązał się z misji dotarcia do "Małego", chociaż nie łączyła ich znajomość polskiego ani angielskiego. Siedzący na bagażniku roweru Maaskanta Patryk, obwożony wokół stadionu podczas mistrzowskiej fety, był tego kwintesencją. Po pół roku pracy ze Smudą "Mały" odszedł z przekonaniem, że "trener miał klapki na oczach". Nawet jeśli zdecydowana większość winy leży po stronie piłkarza, w pewnym sensie porażkę w roli psychologa poniósł też Franz. Sęk w tym, że szkoleniowiec realizował cel nadrzędny - budowa zgranej i walczącej drużyny, w której żaden piłkarz nie jest ważniejszy od klubu. Z tego się Smuda wywiązał znakomicie.

W tym procesie odbudowy pozycji Wisły Patryk Małecki został spisany na straty. Trochę na własne życzenie. Gdyby realizował podstawowe wytyczne Franza - walczysz, biegasz do upadłego zarówno w ataku, jak i w obronie, nie byłoby problemu "Małecki". Wielokrotnie nagabywany przez nas Smuda o to, dlaczego gra Boguski, a siedzi na ławce Małecki, odpowiadał: "Boguski przynajmniej biega cały czas".

Prawda jest taka, że styl "Małego" nie pasował do wizji Franza, w której nie ma holowania piłki, marnowania czasu na dryblingi. Im szybciej, im celniej oddasz piłkę i wyjdziesz na pozycję, tym lepiej dla ciebie i dla zespołu. Patryk tego nie zrozumiał, a nikt mu nie potrafił wytłumaczyć. Dlatego potencjał Małeckiego pozostał uśpiony. W ten sposób Wisła straciła piłkarza, którego nie sprowadzi za skromne środki, jakimi operuje w tym oknie transferowym. W ten sposób Patryk wyszedł z klubu, który był jego domem, w którym powinien rozwinąć skrzydła. Dla obu stron szkoda, że tak się stało. "Małemu" życzę, by udało mu się u Dariusza Wdowczyka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama