Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (22 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (17 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (13 pkt.)

Smuda: Wielu by już posadziło Brożka, ale ja wierzyłem

- Wielu trenerów, będąc na moim miejscu, mogło już dawno posadzić Brożka w rezerwie, bo ta jego seria 10 meczów bez gola doprowadzała do szału. Ja jednak z doświadczenia wiem, że trzeba poczekać cierpliwie, choćby to trwało bardzo długo. Odpłatą jest radość, jaką mam po tym hat-tricku w wykonaniu Pawła - powiedział nam trener Wisły Franciszek Smuda po rekordowej w tym sezonie wygranej z Pogonią (5-0).

INTERIA.PL: Zawsze pan wierzył w ten zespół i do końca go bronił, mimo serii pięciu porażek z rzędu, ale chyba nawet pan nie spodziewał się, że przełamanie będzie tak efektowne - 5-0 z silną Pogonią?

Reklama

Franciszek Smuda, trener Wisły: - Faktycznie, ten wynik robi wrażenie. Rozmawiałem po meczu z prezesem Cupiałem i on powiedział, że z Pogoni zrobił się bardzo silny zespół i wygrać z nim "piątką" nie jest łatwo. Widać jednak, że gdy wrócili do składu zawodnicy, którzy pauzowali za kartki i leczyli kontuzję, znowu jesteśmy silnym zespołem, który jest w stanie ograć każdego w Polsce. I to mnie cieszy.

- Potwierdza się to, co zawsze powtarzałem. Naszą główną bolączką jest krótka ławka. Gdy jesteśmy prawie wszyscy zdrowi i gotowi do gry, wtedy prezentujemy swe prawdziwe oblicze.

Paweł Brożek odpłacił się zaufaniem, którym pan go obdarzył. Już nawet część kibiców psioczyła na niego, gdy nie strzelił gola przez dziesięć meczów z rzędu.

- Coś w tym jest. Wielu trenerów, będąc na moim miejscu, mogło już dawno posadzić Pawła w rezerwie, bo ta jego seria doprowadzała do szału. Ja jednak z doświadczenia wiem, że trzeba poczekać cierpliwie, choćby to trwało bardzo długo. Odpłatą jest radość, jaką mam po tym hat-tricku w wykonaniu Pawła.

- To przełamanie się Brożka nie mogło przyjść w lepszym momencie. Ma teraz atut w rozmowach o przedłużeniu kontraktu, czy przy jakiejkolwiek innej decyzji, jaką by chciał podjąć.

Co było kluczowe? Może wizja poprawy sytuacji finansowej, jaką pan wyraził na konferencji przedmeczowej, zmobilizowała zespół?

- To pewnie też było ważnym czynnikiem - zarząd robi wszystko, żeby wyprowadzić klub na prostą i ja jestem przekonany, że mu się to uda. Niemiecka firma UFA, z którą niedawno związaliśmy się umową, jest silnym ogniwem w klubie i będzie się starała, żeby Wisła była na coraz wyższym poziomie, i żeby grała w europejskich pucharach. Dla UFA to jest priorytet. "Biała Gwiazda" ma być eksportowa. Zresztą każda firma na miejscu UFA też by tak myślała. Jeśli grasz w pucharach, wtedy łatwiej o sponsora.

Skąd ta pańska zmiana w taktyce prowadzenia zespołu? Od dwóch meczów nie stoi pan i nie gestykuluje, tylko jest schowany w boksie.  

- W Poznaniu, w meczu z Lechem była inna sytuacja - nie chciałem podnosić ciśnienia ciążącego na chłopakach, zwłaszcza że duet stoperów Czekaj - Uryga grał ze sobą po raz pierwszy w życiu. Mieliśmy też w składzie juniorów, którzy nie znają smaku Ekstraklasy. Wiedziałem, że tylko spokój może nas uratować w tej ekstremalnie trudnej sytuacji kadrowej.

- Na początku meczu z Pogonią schowałem się na ławkę z powodu deszczu, ale nie siedziałem. Stałem, a gdy trzeba było, to zawsze wyskoczyłem i coś podpowiedziałem chłopakom. Ja siedzieć nie potrafię, już w Poznaniu mnie to do szału doprowadzało. Stanie pod daszkiem jeszcze jakoś zniosę, ale nie siedzenie.

Zostało wam jeszcze pięć meczów, trzecie miejsce dające puchary jest jak najbardziej w zasięgu.

- Powiedzieliśmy sobie, że walczymy o jak najlepsze miejsce. Drużyna tego chce. Byle się nic nie rozleciało w składzie. Mam nadzieję, że tę fazę - rozsypki zespołu - mamy już za sobą. Od dzisiaj trenujemy prawie w komplecie - jedynie bez "Bogusia" (Rafała Boguskiego - przyp. red.). To nas napawa optymizmem.

Ale teraz gracie z Legią, która od sierpnia jest u siebie niepokonana!

- Mnie się zawsze na Legii grało dobrze, z jaką bym drużyną tam nie pojechał. Nie jesteśmy na straconej pozycji. To naprawę dobry teren. Zawsze prawie komplet kibiców, świetny doping. To atmosfera dobra dla Legii, ale dla rywala także uskrzydlająca. Nie pamiętam czy z Lechem tam chociaż raz przegrałem przez te trzy lata. Będzie musiał pan sprawdzić (tak, raz 2-3, po za tym były remis i zwycięstwo "Kolejorza" Smudy przy Łazienkowskiej - przyp. red.).

Debiut 18-letniego napastnika Tomasza Zająca należy chyba zaliczyć do udanych?

- Tak, to najbardziej utalentowany chłopak pod względem technicznym spośród całej naszej młodzieży. Wszystkich naszych juniorów grających w trzeciej lidze już żeśmy prześwietlili. Musieliśmy to zresztą zrobić, bo w najgorszym momencie wypadło nam ośmiu zawodników, więc by zrobić frekwencję na treningu braliśmy młodzież.

- Rzadko się zdarza, by kartki i kontuzje posypały się w tym samym czasie. Nas to spotkało, ale już mamy to za sobą. Czasem jak się wali, to się wali. Grunt, że daliśmy sobie rady. Cieszę się, że to, co mówiłem podczas tej serii bez zwycięstwa, potwierdziło się. Tworzymy drużynę, jesteśmy razem na dobre i na złe.

A może główną przyczyną słabej serii był brak płatności na bieżąco?

- To w każdym klubie oczywiste, chociaż w Polsce czasem tak się zdarza, że jak klub nie płaci, to zawodnicy grają jeszcze lepiej, by wpaść w oko nowemu pracodawcy. Poza tym bieda ich jednoczy.

A pan jak duże ma zaległości w wypłatach?
- Nie zamierzam narzekać na klub i mówić o tym. W pewnym sensie to ja jestem dłużnikiem Wisły. Nigdy nie zapomnę telefonu, który odebrałem w 2003 roku, po zwolnieniu z Reymonta. Nie byłem już trenerem, Wisła jednak zadzwoniła i powiedziała: "Przyjdź po medal i premię za Puchar Polski". Byłem mile zaskoczony, bo choć ja doprowadziłem drużynę do półfinału, to samo trofeum wywalczyła już z Heńkiem Kasperczakiem. Wisła to jest klub, który cię nigdy nie oszuka. Moi zawodnicy to wiedzą.

Po meczu, zagadnięty przez trenera Pogoni Dariusza Wdowczyka: "Franek, a mówiłeś, że nie jesteście w stanie wygrać", odparł pan z uśmiechem: "Sam mi w tym pomogłeś". Co miał pan na myśli? Ustawienie szczecinian?

- Nie, ja Darkowi powiedziałem przed spotkaniem, że wszyscy nas leją, i że nie umiemy przełamać passy. On odparł: "Możesz przełamać, ale nie dzisiaj". Po meczu powiedział, że Pogoń jest dobra na przełamanie.

Trener Wdowczyk stwierdził, że kluczem do zwycięstwa była większa agresywność Wisły. Narzekał też na tak dużą liczbę błędów, jakiej nie popełnił jego zespół w całym sezonie. Zgadza się pan?

- Niesamowite znaczenie miała nasza szybka gra, szczególnie w drugiej linii. Chłopaki tak szybko wymieniali piłkę, że rywalom tylko głowy latały. A błędy? Popełnia się je wtedy, gdy rywal dobrze operuje piłką. Myśmy starali się grać jak najszybciej, sporo podań z pierwszej piłki i to jest ciężkie dla obrony przeciwnika, która nie wie, jak się ustawić.

- W mojej ekipie wszyscy dobrze grali, a w środkowej strefie Stilić nie był sam, tylko "Chrapcio" (Michał Chrapek - przyp. red) i Ostoja (Stjepanović - przyp. red.) zawsze byli gotowi do pomocy przy rozegraniu z pierwszej piłki.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Brożek | Wisła Kraków | Pogoń Szczecin | Bogusław Cupiał

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje