Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 2 .Legia Warszawa (23 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (20 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (18 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Pogoń Szczecin (16 pkt.)
  • 7 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

​Smuda: W Wiśle nie dałem żadnej kary finansowej

O tym, kto i dlaczego nosi w Wiśle ksywkę "Stojanow", a także o tym, co go jesienią najbardziej denerwowało i kogo mu najbardziej brakowało - opowiada szkoleniowiec "Białej Gwiazdy" Franciszek Smuda.

Poprosiliśmy trenera Wisły Franciszka Smudę o podsumowanie rozegranych przed przerwą świąteczną 19 kolejek T-Mobile Ekstraklasy, po których krakowianie są na 4. miejscu z dorobkiem 32 pkt. Przegrali pięć meczów, z czego aż cztery w Krakowie. Franz żałuje okoliczności, w jakich ekipa poniosła większość porażek, ale nie ma pretensji do zespołu.

Reklama

- W obecnej sytuacji klubu nie można piłkarzy postawić pod ścianę i rugać: "Ty grałeś na całego, więc ci się upiecze, ty dostajesz karę, bo dostałeś frajersko kartkę". Zawodnik ci wtedy odpowiada: "Dobra, ale ja nie mam z czego zapłacić", bo takie sytuacje w klubach są, nie tylko u nas - mówi Smuda, nawiązując do zaległości finansowych Wisły wobec piłkarzy.

- Może dlatego ja żadnej kary jeszcze w Wiśle nie dałem. W ogóle, przez całe życie dałem karę piłkarzowi tylko raz za alkohol i to było wszystko. W Wiśle nie trzeba za alkohol karać, bo nie ma żadnego sączącego, to jest fajna grupa - podkreśla Franz.

- Jestem zadowolony z czwartego miejsca, liczymy się w Ekstraklasie, jesteśmy w pierwszej "ósemce", co chcieliśmy osiągnąć. Bardzo mnie denerwowały przegrane mecze. Oddawaliśmy punkty w głupich okolicznościach. Czy to w Kielcach, czy z Lechem, czy z Legią, czy z Cracovią po upływie 93 minut i 20 sekund, a już po upływie 92 minut miał być koniec meczu, ale sędzia pozwolił jeszcze na wykonanie rzutu rożnego - wspomina trener "Białej Gwiazdy".

- To mnie denerwuje, bo gdyby nie te okoliczności, to byśmy żadnego meczu nie przegrali - uważa.

- Spośród wszystkich kontuzjowanych, w ostatecznym rozrachunku najbardziej brakowało mi Jankowskiego. Wszyscy mówili: "Aaaa! On jest napastnik, napastnik!", a Maciek był dobry na środku drugiej linii. Jankowski wybiegał każdy mecz, harował z przodu i z tyłu, miał kilka superodbiorów, zawsze w przodzie był groźny dzięki dobrej grze głową. Jankowskiego jesienią brakowało, ale od stycznia go będziemy mieli - cieszy się Smuda.

Zapytany o to, czy nie brakowało strzelca, który bardziej regularnie niż Paweł Brożek trafiałby do siatki rywali, odparł:

- Faktycznie, brakuje nam drugiego silnego napastnika, bo gdyby było ich dwóch, to problem mielibyśmy z głowy. A tak mamy jednego napastnika i trzeba go prosić o to, żeby wyszedł i grał bez względu na to, czy jest zdrowy, czy ma lekką kontuzję - powiedział trener.

- Ja Pawłowi Brożkowi nic nie zarzucam, chociaż czasem byłem na niego wnerwiony, że takiego "stojanowa" (chodzi o grę bez wystarczającego biegania z piłką i bez niej- przyp. red.) zagrał. Zresztą Brożek ma już prawie taką ksywę "Stojanow" - zdradza eks-selekcjoner.

- Gdybyśmy mieli drugiego pełnowartościowego napastnika, to powiedziałbym: "OK ‘Stojanow’ odpocznij, wylecz się do końca, a zagra ten drugi". Ale w obecnej sytuacji kadrowej nie mam do Pawła żadnych pretensji i muszę akceptować niektóre jego słabsze występy, bo sam go prosiłem, żeby wyszedł i pomógł drużynie - przypomina Smuda.

- W przyszłości takie sytuacje w klubie nie mogą się powtarzać, jeśli na poważnie myślimy o dobrych wynikach - uważa Franz.

Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje