Reklama

Reklama

Poważne zmiany w Wiśle: Mamy kryzys, radykalnie tniemy koszty

- Ta drużyna w tym kształcie nie ma przyszłości. Pomysł na nią jest na krótką metę. Serce mówi mi: "Nie rób tego", ale rozsądek podpowiada: "To koniec Wisły w tym kształcie!" - ogłosił wiceprezes Wisły, Jacek Bednarz.

- Ta drużyna w tym kształcie nie ma przyszłości. Pomysł na nią jest na krótką metę. Serce mówi mi: "Nie rób tego", ale rozsądek podpowiada: "To koniec Wisły w tym kształcie!" - ogłosił wiceprezes Wisły, Jacek Bednarz.

Problemy finansowe w polskich klubach dotychczas były tematem tabu, zamiatano je pod dywan, atakowano dziennikarzy je poruszające. Wisła Kraków zagrała w otwarte karty: - Rok 2011 zakończyliśmy ze sporą stratą, przez co doszło do opóźnień w wypłacie wynagrodzeń dla piłkarzy i sztabu szkoleniowego. Dzięki wsparciu Tele-Foniki Kable ratujemy sytuację - powiedział jej wiceprezes Jacek Bednarz.

Nowy zarząd Wisły pod kierunkiem prezesa Ryszarda Pilcha z wiceprezesami Bednarzem i Rafałem Smalcerzem dostosował nowy budżet, na sezon 2012/2013 do kryzysu, w jakim znalazł się klub. - Będzie on nawet o 20 procent niższy od tego poprzedniego. Staramy się przywrócić Wiśle płynność finansową, by żaden podmiot, który z nami współpracuje nie czekał na pieniądze - oświadczył Jacek Bednarz. - Cele na nowy sezon będą inne niż dotychczas. Głównym będzie zbudowanie perspektywicznej drużyny w oparciu o piłkarzy z dłuższymi kontraktami, na sprzedaży których klub będzie mógł w przyszłości zarobić.

Reklama

Wisła zrywa z polityką zatrudniania za duże pieniądze leciwych graczy z zagranicy. - Chcemy, aby reprezentacja Polaków w naszej szatni była większa, by kibice identyfikowali się z tym zespołem, a jednocześnie by jego jakość była lepsza. Wiem, że budowa takiej ekipy to karkołomne zadanie w takim momencie, ale nawet w przegranym meczu z Ruchem młodzi Polacy Michał Czekaj i Daniel Brud należeli do wyróżniających się piłkarzy i to dowód, że można oprzeć Wisłę o Polaków, którzy nie będą grali na kredyt - dodaje Bednarz.

Po raz pierwszy od 1997 roku, gdy Wisłę przejęła Tele-Fonika, klub unika deklaracji "walczymy o mistrzostwo Polski i awans do Ligi Mistrzów", która była dotychczas jej myślą przewodnią!

- Jestem realistą, wolę najgorszą prawdę od brzydkiego kłamstwa - zaznacza Bednarz. - W tej sytuacji mielibyśmy powiedzieć, że walczymy o mistrzostwo Polski? Posłużę się cytatem z mojego ulubionego filmu, na którym jeden ksiądz mówi: "Cudów nie ma. To znaczy, przepraszam, są, ale nie tak na zawołanie". Sport to nasza praca, ale sukcesy w nim muszą z czegoś wynikać, czasem są wbrew logice, ale to wyjątkowe sytuacje. Kibic musi się przygotować na to, że Wisła zmienia cele. Dlatego stoję przed wami i mówię słowa prawdy. Pewnych rzeczy nie da się nikomu wmówić do brzucha.

Jacek Bednarz zaatakował wizję poprzedniego zarządu, którym kierował Bogdan Basałaj. - Ta drużyna w tym kształcie nie ma przyszłości. Pomysł na nią jest na krótką metę. Serce mówi mi: "Nie rób tego", ale rozsądek podpowiada: "To koniec Wisły w tym kształcie!" - ogłosił wiceprezes Wisły, który apeluje do kibiców. - Zmiany muszą zajść, nie waham się sformułowania, że będą one rewolucyjne. Dlatego apeluję do kibiców o cierpliwość. Nawet najlepszy trener począwszy treningi przed nowym sezonem 1 czerwca, w ciągu tygodnia - miesiąca nie zrobi cudów. Na zbudowanie nowej drużyny potrzebny jest czas. Dlatego tragedii nie będzie, jeśli Wisły zabraknie w europejskich pucharach. Nie oszukujmy się, do sierpnia nie będziemy mieli gotowej na podbój Europy drużyny, a nowy budżet zakłada pesymistyczny scenariusz, w którym nasz klub musi sobie poradzić bez wpływów wynikających z gry w Lidze Europejskiej - tłumaczył Bednarz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL