Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

Odwiedziliśmy Semira Stilicia w krainie klimatyzatorów

Z powodu piłki można tu nie zjeść ciepłego posiłku lub zacząć pracę, gdy inni myślą już o śnie. Interia odwiedziła na Cyprze Semira Stilicia, by przekonać się, że śródziemnomorska wyspa przestała być sanatorium dla piłkarskich emerytów.

Sprawdź wyniki ligi cypryjskiej

Reklama

Kelner w cypryjskiej restauracji: - Skąd jesteś? Polska? To pewnie kibic Legii, Lecha lub Wisły. Znam te drużyny doskonale.

Właściciel przydrożnej knajpki: - Przepraszam, ale nie zrobię ci nic ciepłego do jedzenia. Chyba rozumiesz, chłopaki mecz oglądają.

Człowiek w pubie: - Jeśli dziś wieczorem nie włączą transmisji jakiegoś meczu, to kładę rękę pod nóż. Nie boję się, bo tu zawsze jest jakaś piłka!

Tu goście nie dostają sektora. Dostają całą trybunę

Cypr  - niespełna milion mieszkańców, setki tysięcy turystów i stale rosnąca liczba dobrych piłkarzy. Kilka lat temu część zawodników przyjeżdżała tu w poszukiwaniu ciepłej oraz przyjemnej emerytury. Dziś zgadza się już tylko ciepło, emerytura już nie. - Piłka stoi na niezłym poziomie i nie wiem, czy np. Wisła dałaby radę APOEL-owi. Gdyby mecz rozgrywany był na Cyprze, to pewnie nie, bo krakowian wykończyłby upał - podkreśla Stilić w rozmowie z Interią. 

Odwiedziliśmy Bośniaka, gdy jego zespół grał na wyjeździe z Enosis Paralimni. Miejscowość ma niespełna 15 tys. mieszkańców, ale oprócz drużyny w ekstraklasie ma także cztery pełnowymiarowe boiska treningowe. W kolejce na stadion ustawiały się dzieciaki dumnie prężące się w dresach Enosis, ale też np. pani sprzątaczka w stroju roboczym, który przypominał fartuchy szatniarek z polskich szkół w latach 90. Wszyscy chcieli zobaczyć APOEL, cypryjską drużynę eksportową. Drużynę, za którą do Paralimni przyjechało tylu kibiców, że dostali nie swój sektor, ale całą trybunę. 

- I widzisz, tu sprawa się komplikuje. Bo ty uważasz, że największym klubem cypryjskim jest APOEL. I masz prawo, bo są najbardziej znani w Europie. Ja np. dopinguję Apollon Limassol, ale jeżdżę na pucharowe mecze APOEL-u , bo u nas piłka to sport nr 1 i ma wielu fanów. Najwięcej kibiców ma jednak Omonia. Tyle, że brakuje jej dobrych piłkarzy - wyjaśnia znajomy kelner, dla którego zamówienie posiłku wydaje się nie być okazją do zarobku, ale rozmowy o piłce.

Koniec z egzotyką

Reprezentacja, rodzime rozgrywki, a także liga angielska czy holenderska. Podjeżdżam do przydrożnego baru, przy lokalnej drodze. Wokół tylko wysuszona ziemia i dwa domy. W knajpce siedzi policjant na służbie i pięciu innych mężczyzn. Żaden nie odrywa wzroku od telewizora. W jednym mecz Everton - Liverpool, w drugim Ajax Amsterdam - PSV Eindhoven. Rozsiadam się, zamawiam tosty i czekam. Nagle jęk zawodu - zabrakło prądu, telewizory zgasły. Właściciel pracuje nad awarią i po kilku minutach wszystko wraca do normy. Prawie wszystko. - Przepraszam, ale te tosty to dam ci na zimno. To pewnie przez toster wybija korki, ale nie chcę drugi raz próbować. Wiesz, chłopaki mecz oglądają i nie będą zadowoleni.

Stilić: - Cypryjczycy na poważnie interesują się piłką, ale w porównaniu z Polską jest tu jedna różnica - tutejsza liga jest mniej wyrównana. Są dwie czy trzy drużyny, a z większością gra się tak jak z Enosisem (APOEL wygrał tamto spotkanie 5-0, a w tym sezonie zwyciężył już nawet 9-0 z Nea Salamis).

Kilka dni po spotkaniu z Bośniakiem włączam telewizor. W publicznej cypryjskiej telewizji mecz eliminacji Izrael - Cypr. Jeszcze dekadę temu goście byliby tylko egzotyczną niespodzianką, której pokonanie jest obowiązkiem. Teraz okazali się grabarzami izraelskich nadziei. Wygrali 2-1 (gola zdobył m.in. Dossa Junior, były gracz Legii) i pozbawili Izraelczyków marzeń o mistrzostwach Europy. Trzy dni później chichot losu - Cypryjczycy o największy sukces w historii grali z Bośnią i Hercegowiną, czyli reprezentacją Stilicia. Górą byli goście (3-2) i to oni zmierzą się w barażu z Irlandią.

Ucieczka w internet

Jeszcze większy skok zaliczyła cypryjska piłka klubowa. Gdy w 2003 r. Wisła w eliminacjach Ligi Mistrzów wylosowała Omonię, pewna awansu była już po pierwszym meczu (5-0).  A gdy Łukasz Sosin czy Kamil Kosowski szykowali się do przeprowadzki na Cypr, miała być to podróż tylko za pieniędzmi. W Polsce żyliśmy stereotypami, tymczasem na śródziemnomorskiej wyspie poziom piłki szedł w górę. 

Siły zostały skonfrontowane w 2011 r., gdy Wisła o awans do LM grała z APOEL-em. Efekt? Polacy na piłkarski raj czekają już 19 lat, a Cypryjczycy wygrali wówczas grupę LM i odpadli dopiero w ćwierćfinale z Realem Madryt. Po porażce działacze z Krakowa opowiadali, że APOEL miał dwa razy większy budżet, ale ich rywale z uśmiechem przecząco kręcili głową. Pieniądze na piłkę jednak mają, bo nawet wtedy blisko 2/3 kadry APOEL-u stanowili obcokrajowcy. Dziś w rankingu FIFA przed mistrzem Polski Lechem Poznań (156. miejsce) jest nie tylko APOEL (52.),  ale też Apollon Limassol (155.), a tuż za nim Omonia Nikozja (160.).

Dlatego dziś Stiliciowi nikt nie może zarzucić, że trafił na piłkarskie peryferie. Bośniak też nie narzeka, bo na Cyprze po prostu lepiej zarabia. Targanej kryzysem Wisły nie było stać na ok. 900 tys. zł za sezon, za to z APOEL- em szybko się dogadał. Choć znaki zapytania też się pojawiły. W Nikozji mieszka sam, podczas gdy w Polsce zawsze mógł się spotkać z wiślakiem Bobanem Joviciem czy Jasminem Buriciem z Lecha Poznań. Co prawda odwiedzają go znajomi i rodzina, ale główną ucieczką przed samotnością jest jednak internet.

Gdy nie wie jak jechać, może spojrzeć na nogi

To nie jest jednak jedyny problem. Bośniak do Nikozji przeprowadził się latem, a to przyjemna pora tylko dla największych zmarzluchów. Za dnia co najmniej 40 stopni, więc klimatyzatory to obowiązkowe wyposażenia nawet uboższych mieszkań. Ze ścian wystają wszędzie: w centrach miast, hotelach, na wsiach. - Latem trenujemy ok. godz. 20, bo wcześniej nie  da się biegać za piłką. To dla mnie nowość, bo do tej pory zawsze ćwiczyliśmy rano, więc tu muszę sobie jakoś czas do wieczora organizować - opowiada Bośniak.

Na Cyprze czekała na niego jeszcze jedna niespodzianka - ruch lewostronny. Turyści, którzy wypożyczają samochody, oznaczani są czerwonymi tablicami rejestracyjnymi, bo codziennie zdarza się, że ktoś skręci na rondzie w prawo i w najlepszym wypadku usłyszy przeciągły dźwięk klaksonu. Stilić już się przyzwyczaił, choć za kierownicą dalej czuje się nieswojo. Gdy jednak zapomni, którą stroną się jeździ, wystarczy, że zerknie na nogą, którą kopie piłkę.

W Polsce jego lewa stopa czarowała kibiców i dobijała rywali, ale na Cyprze często nerwowo drga na ławce rezerwowych w oczekiwaniu na wejście na boisko. Na razie Stilić w APOELU-u balansuje między pierwszym składem a ławką rezerwowych. - Spokojnie, wiem jaki potencjał ma ten chłopak, ale w mojej drużynie jest konkurencja. Stilić musi zawalczyć o swoje, za darmo nic nie dostanie - mówi Interii Temut Ketsbaia, trener APOEL-u.



Autor: Piotr Jawor, korespondencja z Cypru

Dowiedz się więcej na temat: Semir Stilić | piłka nożna | Euro 2016 | Wisła Kraków | APOEL Nikozja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje