Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 6 .Warta Poznań (1 pkt.)
  • 7 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 8 .Cracovia (1 pkt.)

Mecz Wisła Kraków - Lech Poznań 2-0 w 3. kolejce Ekstraklasy

W hicie 3. kolejki Ekstraklasy Wisła pokonała grającego w najsilniejszym składzie Lecha Poznań 2-0 po golach Rafała Boguskiego. Mistrzowie Polski stworzyli sobie mnóstwo okazji, ale połamali zęby o Radosława Cierzniaka.

Już pojawiały się pierwsze głosy zachęcające Wisłę do odprawienia Kazimierza Moskala ("za dużo ma remisów"), gdy dobrze prowadzony przez niego zespół pokazał, że może ograć każdego, na czele z mistrzem kraju. Byle tylko piłkarzom chciało się zawsze grać z takim zaangażowaniem przez 90 minut, jak w starciu z "Kolejorzem".

"Kto tu jest mistrzem Polski" – dopytywali w przerwie kibice przy Reymonta. I faktycznie, po 45 minutach można było odnieść wrażenie, że to Wisła w ostatnich kilku latach była klubem na fali. Jej akcje były pomysłowe, składne i przede wszystkim – efektowne. Już dawno na jej stadionie zawodnicy nie dostali tylu braw. Zupełnie zasłużonych, bo krakowianie byli zdecydowanie lepsi.

Reklama

To był Hit przez duże "H". Ci, którzy zdecydowali sie kupić wejściówkę, nie mogli narzekać. Zaczęło się w siódmej minucie. Z głębi pola kapitalne podanie posłał Arkadiusz Głowacki, sprytnie zachował się Paweł Brożek, który nawet nie próbował przyjmować, a zgrał piłkę do wbiegającego w pole karne Rafała Boguskiego. Skrzydłowy wyskoczył zza pleców Tamasza Kadara, pewnie uderzył i było 1-0. O ironio, gola strzelił ten, przy którym wielu już postawiło krzyżyk, a który często przy Reymonta był "kozłem ofiarnym".

Inna sprawa, że z takim stoperem Lech Europy nie podbije. Kadar potwierdził w tej akcji, że jego największą wadą jest słaba zwrotność. Nawet nie zdążył się obrócić, a Boguski już oddał strzał. Zresztą, gdy obaj piłkarze spotykali się co chwilę, to Węgier wyglądał na spanikowanego i często zagrywał po prostu głupio.

Przegrał nawet główkę z Boguskim, choć ten jest od niego o kilkanaście centymetrów niższy. Lech chciał się zrehabilitować po porażce z FC Basel 1-3, ale wyglądał na oszołomionego i zaskoczonego wysokim podejściem krakowian. Popełniał dziecinne straty przy wyprowadzaniu piłki, nadziewał się na kontry.

Po 18 minutach Wisła mogła prowadzić dwubramkowo, po wypadzie dwóch na jednego Brożka z Boguskim. Nie popisali się jednak obaj. „Brozio” za późno i za bardzo "na plecy" obsłużył "Bogusia", a ten, miast strzelać, wyrzucił ze światła bramki Pawła i to dając mu piłkę na lewą nogę, którą – jak wiadomo – Brożek ma tylko do wsiadania do tramwaju.

Później poznaniacy odzyskali przewagę na boisku i zaczęli stwarzać zagrożenie po rzutach wolnych i rożnych. Mogli nie tylko wyrównać, nawet wyjść na prowadzenie, ale Radosława Cierzniaka z bliska nie byli w stanie pokonać Marcin Kamiński i Denis Thomalla. Cierzniak był jednym z głównych bohaterów jakże ciekawej pierwszej połowy.

Jej poziom określa liczba i jakość strzałów. 12 uderzeń, które były naprawdę groźne, a dużym kunsztem popisywali się obaj bramkarze.

Na przerwę krakowianie powinni schodzić z dwubramkowym prowadzeniem. W świetnej akcji, którą zapoczątkował Rafael Crivellaro wychodzili Boguski i Brożek. Strzelec gola zgrał do snajpera Wisły, ale dogonił go Karol Linetty i na trybunach było tylko słychać jęk zawodu.

W II części meczu „Kolejorz” rozpędził się, a do pieca maszynowni dokładał świeżo wprowadzony Darko Jevtić, który rozruszał swój zespół.

Dobre okazje marnowali jednak: Kasper Hamalainen (sam na sam strzelał w długi róg, Cierzniak odbił, podobnie jak główkę z 80. min), Barry Douglas (po błędzie Jovicia, Cierzniak obronił) i Łukasz Trałka (z najbliższej odległości główkował za wysoko).

Gospodarze próbowali odgryźć się po szybkich wypadach, w kilku z nich mieli nawet przewagę liczebną, jednak Paweł Brożek nie miał swego dnia i psuł każdy z nich.

W doliczonym czasie tam, gdzie partaczył Brożek, znalazł się Boguski, dograł do niego Jankowski i "Boguś" – w sytuacji sam na sam z Buriciem – przypieczętował zwycięstwo „Białej Gwiazdy”, o kryzysie której pogłoski były mocno przesadzone.

Wisła Kraków – Lech Poznań 2-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Boguski (7. z podania Brożka), 2-0 Boguski (90.+3 z podania Jankowskiego).

Wisła: Cierzniak – Jović, Głowacki, Guzmics, Burliga – Uryga (89. Cywka), Mączyński, Guerrier, Crivellaro (77. Popović), Boguski – Brożek (77. Jankowski).

Lech: Burić – Ceesay, Kamiński, Kadar,  Douglas – Linetty (65. Robak), Trałka, Pawłowski, Hamalainen, Lovrencsics (72. Formella) – Thomalla.

Sędziował: Szymon Marciniak z Płocka.

Żółte kartki: Rafał Boguski oraz Darko Jevtić, Łukasz Trałka.

Widzów: 13 623.

Z Krakowa Łukasz Szpyrka, Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Rafał Boguski | Wisła Kraków | Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje