Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Mecz Arka - Wisła. Marek Kusto: Dla Arki to pierwszy z finałów

Były szkoleniowiec Wisły Kraków i Arki Gdynia Marek Kusto uważa, że w Ekstraklasie jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte.

Maciej Słomiński, Interia: Za pana czasów, w latach 70. XX wieku, Wisła grała składem zawodników pochodzących z Krakowa i okolic. Z czego to wynikało?

Marek Kusto, trzykrotny uczestnik mistrzostw świata, trener m.in. Wisły Kraków i Arki Gdynia: - Jestem wychowankiem Wawelu Kraków, do Wisły trafiłem w 1971 roku. "Biała Gwiazda" na swoim podwórku dysponowała czymś, co dziś byśmy nazwali siecią skautingu. Trenerzy mieli świetne rozeznanie, szczególnie Adam Grabka był człowiekiem obdarzonym niezwykłym zmysłem dostrzegania talentów piłkarskich. Ówcześni szkoleniowcy umieli uczyć gry w piłkę i zachęcić do gry w Wiśle.

Reklama

Lokalnym składem "Biała Gwiazda" zdobyłam - pod kierownictwem Oresta Lenczyka - tytuł mistrza Polski w 1978 roku, gdy pana pod Wawelem zabrakło.

- Chłopaki mówili, że ich wzmocniłem swym odejściem do Legii Warszawa.

Poszedł pan do Legii do wojska, czy jak się to przejście do stolicy odbyło?

- Legia złożyła ofertę i zmieniłem barwy klubowe, chociaż na brak ofert nie narzekałem.

W barwach CWKS też pan nie wygrał mistrzostwa.

Dwa razy za to zdobyłem Puchar Polski, w 1980 i 1981 roku. Liga była bardzo mocna, grali w niej znakomici zawodnicy, nie było łatwo dostąpić zaszczytów.

Był pan na trzech mistrzostwach świata, ale wystąpił tylko na ostatniej z tych imprez - na turnieju w Hiszpanii w 1982 roku trzy razy wszedł pan na boisko z ławki. Jest niedosyt?

- Nic z tych rzeczy. Cieszę się, że zmieściłem się w kadrze 22 piłkarzy, w czasach gdy nasza reprezentacja liczyła się w walce o podium i występowali w niej świetni zawodnicy.

Podczas hiszpańskiego mundialu francuskojęzyczny komentator porównywał pańskie nazwisko do Jacquesa Cousteau, badacza mórz i oceanów.

- Nie jest to moja rodzina, a szkoda, bo może odziedziczyłbym inne talenty oprócz sportowych.

Jak się odbyło pańskie przejście do belgijskiego Beveren w 1982 roku? W tamtych czasach nie było łatwo o wyjazd.

- Trener Beveren chciał mnie jeszcze przed mundialem, ale trwał stan wojenny i niełatwo było wyjechać. Miałem też ofertę z Włoch, ale warunkiem było rozegranie dwóch trzecich meczów, a jak wiadomo, ja zagrałem mniej. Także temat upadł.

W Polsce nie zdobył pan tytułu mistrzowskiego, za to udało się w Belgii.

- W Beveren, w 1984 roku zdobyliśmy mistrzostwo i superpuchar, a rok wcześniej krajowy puchar. Wcześniej, w 1981 roku Beveren też było mistrzem Belgii z Jean-Marie Pfaffem w bramce. Gdy ja tam grałem, słynny bramkarz był już w Bayernie Monachium. To był klub rodzinny jak Wisła, a nie w pełni zawodowy jak Anderlecht, Standard Liege czy FC Brugge. Było nas sześciu obcokrajowców, reszta chłopaków pracowała, treningi mieliśmy o 18 tak, by każdy mógł zdążyć.

Zahaczyliśmy o żeglugę - w 2001 roku, gdy Arka Gdynia weszła do II ligi został pan jej trenerem i pracował nad morzem przez dwa sezony z hakiem.

- Serdeczny kolega Janusz Kupcewicz zaproponował moją kandydaturę. Bardzo dobry czas. Szefostwo klubu postawiło przed nami zadanie awansu do Ekstraklasy, niestety nie udało się.

W Arce prowadził pan Rafała Murawskiego, startującego do wielkiej kariery.

- Rafał miał wtedy 20 lat. Widać było, że ma duże możliwości. Zasłużył na przejście do Lecha, potem wiele razy zagrał w reprezentacji Polski.

W niedzielę czeka nas mecz Arki Gdynia z Wisłą Kraków. Jeśli ta pierwsza nie wygra może się szykować do rozgrywek I ligi.

- Spokojnie, jeszcze kilka meczów zostało, nasza liga jest nieprzewidywalna. Wszystko może się wydarzyć. Jeśli Arka wygra, zbliży się do Wisły na trzy punkty. Gdynianie większość punktów zdobywają na swoim boisku, udało odwrócić im się losy meczu ze Śląskiem Wrocław. Ja bym Arki nie skreślał, ma kilku niezłych zawodników, ale muszą się teraz obudzić. Mecz z Wisłą to dla Arki pierwszy z ośmiu finałów. 

Widać, że w naszej lidze wszystko szybko się zmienia, pandemia dodatkowo rozstroiła zespoły. Połowy jednego meczu różnią się od siebie, ba, czasem nawet kwadrans kwadransowi spotkania nierówny. Cracovia była w dołku, a w tygodniu zagrała bardzo ładnie. Wchodzimy w tę fazę sezonu, że nie liczy się efektowna gra, a punkty.

Tyle jeśli chodzi o dół tabeli, a co na szczycie? Legia może już szykować się do mistrzowskiej fety?

- Myślę, że jeszcze nie, dopóki piłka w grze. Gdyby Lech z nią wygrał, mogłaby się naprawdę mocno obawiać. Gra poznańskiej drużyny bardzo mi się ostatnio podoba.

Rozmawiał Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne