Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 7 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (5 pkt.)

Krzysztof Mączyński zdradził kulisy odejścia z Wisły Kraków

Do końca życia mógł być wielkim idolem kibiców Wisły, ale po transferze do Legii wielu spośród nich określiło go jako zdrajcę. Krzysztof Mączyński, bo o nim mowa, przerwał milczenie i zdradził kulisy transferu do Legii Warszawa, który obudził tak wielkie emocje.

Lipiec 2017 r. był gorący nie tylko z uwagi na temperaturę powietrza. Gdy zarząd Wisły, pod kierunkiem Marzeny S., ogłosił, że Mączyński, czyli jedyny reprezentant Polski, grający wówczas przy Reymonta, zdecydował się na transfer do Legii, wśród fanów "Białej Gwiazdy" zawrzało. Tym bardziej, że szefostwo krakowskiego klubu niemal na każdym kroku podkreślało, że "Mąka" uparł się i wręcz wymusił ten transfer.

Reklama

- Mój plan był taki, żeby zostać w Wiśle i powiedziałem to oficjalnie. Chciałem czteroletniego kontaktu. Natomiast gdy zablokowano mój transfer do Chievo Werona, a później do Slavii Praga, uznałem, że nadszedł ostatni dzwonek na zmianę barw klubowych. 30, 31 lat na karku. Były oferty z Jagiellonii i Legii. Obustronny interes, Wisła też mogła zarobić. Właściciele Wisły śmiali mi się w twarz - opowiadał Mączyński w programie Foot Truck Łukasza Wiśniowskiego i Jakuba Polkowskiego.

- Ja powiedziałem sobie na samym początku, że jeżeli właściciele klubu śmieją mi się w twarz, to ja sobie na to nie pozwolę. Jeżeli ktoś mi rzuca kartkę z kontraktem i mówi: "I tak nie podpiszesz tego kontraktu, a my mamy czyste papcie w stosunku do kibiców. Przedstawimy im, jak sytuacja wygląda, uderzymy w ciebie". Słysząc taki przekaz, powiedziałem: "Halo! Albo idę do Legii, albo nie idę nigdzie. Zostaję w Wiśle i za pół roku odejdę jako wolny zawodnik." - wspominał "Mąka".

Dodał, że ówcześni właściciele Wisły chcieli, żeby odszedł do Jagiellonii, a nie do Legii ("Z całym szacunkiem dla Jagiellonii").

- Ludzie wytykają mi deklarację z "Pomidora", w której zapewniłem, że nigdy nie pójdę do Legii, nie znają jednak otoczki tamtych negocjacji - dowodzi Krzysztof.

- Chievo płaciło 700 tys. euro, ja już byłem spakowany, wracałem po Euro 2016. Osobiście z prezydentem Chievo rozmawiałem. Jechałem do prezydenta Krakowa po odbiór kluczy do miasta, za dobrą grę na Euro. Nagle dostaję telefon, że Wisła chce miliona euro za mnie.

Ja im mówię: Jaki milion, jak jest wszystko klepnięte na 700 tys. euro. Jesteśmy w stanie 100 tys. euro zorganizować, powalczyć, żebyście dostali więcej. Dostałem odpowiedź, że nie. Chievo miało trzech ludzi na daną pozycję - żałuje fiaska tamtego transferu piłkarz Śląska.

Później podobna sytuacja była ze Slavią Praga.

- Wszystko było uzgodnione, nagle warunki za mnie zostały przez Wisłę zawyżone. Na koniec to piłkarz jest w najgorszej pozycji. To on jest ten zły, bo chce odjeść, to źle, że chce realizować marzenia - ironizował "Mąka".

Po transferze do Legii każdy powrót na Reymonta wiąże się ze stekiem wyzwisk pod adresem Mączyńskiego.

- Przez trzy sezony na stadionie Wisły wyzywa mnie garstka napuszczonych ludzi, którzy nie wiedzą, jak było naprawdę. A gdy jestem na mieście, gdy przyjeżdżam z moimi klubami, to każdy przychodzi i robi zdjęcia - porównuje Mączyński.

- Do tej pory nie mogłem o tym mówić, klauzulę tajności miałem zastrzeżoną przy transferze. Zapowiedziane miałem prosto: "My uderzamy w ciebie! To my jesteśmy właścicielami klubu. My nie możemy powiedzieć, że to jest nasza decyzja, bo jak nas kibice będą postrzegać?".

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Mączyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje