Reklama

Reklama

Kiko Ramirez trenerem Wisły. Na nazwisko musi pracować, ale jeszcze nic nie przegrał

Nazwisko nie powala, ale też Kiko Ramirez nie przegrał z Wisłą jeszcze ani jednego meczu, więc nie warto go deprecjonować. Podobnie, jak nie wypada ogniem krytyki strzelać do wiceprezesa klubu Manuela Junco za to, że postawił na doświadczonego co najwyżej na poziomie hiszpańskiej trzeciej ligi szkoleniowca. Z próżnego to i Salomon nie naleje.

W czwartek Wisła zaprezentuje Ramireza jako szefa sztabu trenerskiego pierwszego zespołu. Jego asystentami pozostaną Kazimierz Kmiecik i Radosław Sobolewski.

Gdy dotarły do mnie słuchy, że Wisła Kraków szykuje hiszpańskiego trenera, miałem świadomość, że nie zostanie nim zwolniony pod koniec grudnia z Malagi Juande Ramos, Angel Garcia, czy Javier Clemente. Nie spodziewałem się jednak, że na Reymonta trafi szkoleniowiec z tak nikłym dorobkiem trenerskim i bez doświadczenia w profesjonalnej piłce jak Kiko Ramirez.

Nie znaczy to jednak, że już teraz należy przekreślać 47-letniego Katalończyka. Jeszcze nie przegrał z Wisłą żadnego meczu, nie zdążył przeprowadzić jednego choćby błędnego transferu.

Reklama

Trudno też potępiać w czambuł wiceprezesa Wisły Manuela Juncę. Na nazwiska znane z Primera Division Wisły na razie nie stać.

Rodzi się tylko pytanie, czy "Biała Gwiazda", w dobie renesansu polskich trenerów (Magiera, Probierz, Michniewicz, Nowak, Stokowiec, Moskal, Niciński, Bartoszek, M. Kaczmarek), musiała akurat sięgać po obcokrajowca? Tym bardziej, że zasilać skład powinna bardziej młodymi Polakami, bo na takich łatwiej zarobić i z takich łatwiej ulepić zgraną i bitną szatnię.

Polski szkoleniowiec nie musiałby się uczyć Lotto Ekstraklasy od zera i poznawać piłkarzy od początku. Kiko Ramirezowi pochłonie to czas, którego nie ma za wiele.

Nie do końca przemyślane zagraniczne transfery łatwo zamieniają szatnię w stajnię Augiasza, o czym w Wiśle, po holenderskiej przygodzie ze Stanem Valcksem i Robertem Maaskantem, dokładnie powinni pamiętać.

Spora odpowiedzialność będzie spoczywać na barkach Manuela Junco. To on musi pilnować, by zawodnicy sprowadzani na Reymonta, za pół roku nie zostali określeni "szrotem".

W związku z tym, że w sprawie nowego trenera Wisły klamka już zapadła, kibice powinni stonować emocje i cierpliwie czekać na owoce pracy Hiszpana. Wprawdzie przez ostatnie pół roku nie miał pracy, a wyżej niż w trzeciej lidze nie prowadził zespołu, jednak nawet ten poziom na Półwyspie Iberyjskim to nie byle co. Najbardziej się przekonał o tym Real Madryt Manuela Pellegriniego, który z Pucharu Króla odpadł z trzecioligowym Alcorcon.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL