Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Gula i inne plusy Wisły. Nie pora na klepanie się po plecach

Adrian Gula, po serii słabych meczów w PKO Ekstraklasie, wyszedł z tarczą z konfrontacji na ciężkim terenie w Łodzi, z Widzewem. "Biała Gwiazda" awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski, co jej się nie zdarzyło od sezonu 2016/2017.

W kwietniu 2013 r. Wisła była o krok od finału krajowego pucharu. Po przegranej ze Śląskiem 1-2 u siebie marzyła o odrobieniu strat, jej marzenia rozwiali jednak Waldemar Sobota i Sebastian Mila, który gole dały triumf i awans wrocławianom.

Później był jeszcze awans do ćwierćfinału PP w sezonie 2016/2017 i porażka w nim z Lechem Poznań.

Odkurzenie Savicia

W czwartkowy wieczór wiślacy wypunktowali wicelidera 1. Ligi. Co ważne, pokazali charakter. Dowiedli, że potrafią odrobić straty i to wbrew potknięciom sędziego, który najpierw widział coś, czego nie było (karny dla Widzewa po domniemanym faulu Żukowa), a później kilka razy nie wdział czegoś, co było (po mocnym pchnięciu w plecy w polu karnym gospodarzy upadł Dawid Szot, sfaulowany przez rywala tuż przed polem karnym Piotr Starzyński omal nie doznał kontuzji).

Reklama

Trener Adrian Gula wzorowo zarządzał meczem. Nie tylko dlatego, że wprowadził Jana Klimenta, który był ojcem pucharowego zwycięstwa, strzelając dwa gole. Mając w perspektywie poniedziałkową konfrontację z Wartą Poznań, rozsądnie szafował siłami piłkarzy, na ogół utrzymując wysoką jakość gry i pressingu. Np. Felicio Brown Forbes, który był koniem pociągowym wiślaków przez większość spotkania i po indywidualnej akcji, w której poradził sobie z trójką rywali, dał wyrównanie, w końcówce mógł odpocząć. Wszedł za niego Michal Szkvarka. Przy golu na 1-1 nie wolno zapomnieć o asyście z odwróconej pozycji Dawida Szota, który zapuścił się aż do linii końcowej. I tak ma wyglądać postawa bocznego obrońcy.

Yaw Yeboah wytrzymuje cały mecz

Ważne też, że Gula pokazał rywalizację na środku pola. W prosty sposób. Odkurzył Stefana Savicia. Wprawdzie Austriak prochu nie wymyślił, ale jak na zawodnika, który w tym sezonie zadebiutował w wyjściowym składzie i tak wypadł nieźle. Starał się utrzymywać przy piłce na połowie Widzewa, próbował zdobywać przewagę dryblingiem, a tuż przed zejściem z boiska omal nie zdobył bramki.

Zaprezentowanie na środku pomocy Savicia może tylko zmotywować do lepszej gry Szkvarkę, którego ostatnie 10 minut spotkania w Łodzi było najlepszym okresem w barwach "Białej Gwiazdy" od lata. Michal wpadł w pole karne, był faulowany, ale zanim sędzia zdążył gwizdnąć, Kliment wymierzył sprawiedliwość bramką na 1-2.

Przygotowanie fizyczne staje się atutem Wisły Guli. W każdym meczu krakowianie biegają więcej od rywali, mimo porażki w meczu z Radomiakiem, pokonali o pięć kilometrów więcej. Nawet Yaw Yeboah, który na początku przygody z Wisłą twierdził, że ma siły najwyżej na godzinę, wczoraj w Łodzi wytrzymał cały mecz i w końcówce wyprowadzał szybkie kontry.

Gula pokazał też rywalizację o miejsce w bramce. Paweł Kieszek odkupił część win z ligowych meczów, popisując się sporym refleksem przy obronie główki z najbliższej odległości Mateusza Michalskiego.

Również Mateusz Młyński, wchodząc z ławki, swoimi rajdami po lewej flance zrobił więcej w pół godziny niż czasem przez cały mecz.

Nie pora jednak na głaskanie się po głowach. Przed Wisłą trzy arcyważne mecze w kontekście walki o utrzymanie. W poniedziałek nie wolno zrobić prezentu mikołajkowego Warcie, a już pięć dni później wyjazd do słabo punktującego Zagłębia, które w Lubinie zechce przerwać złą serię. Na koniec tego rocznej rywalizacji, 17 grudnia, pod Wawel zawita Bruk Bet Termalica. Najwyższa pora, aby podopieczni Adriana Guli zapracowali na serię. Jeśli nie stać ich na tę zwycięstw, to przynajmniej meczów bez porażki.

Michał Białoński, Interia



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama