Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (19 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (16 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (14 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (14 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (13 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)

Franz Smuda: Na Ekstraklasę będzie chodziło coraz więcej ludzi!

- Mieszkając w tym mieście, nie chciałbym, żebyśmy wylądowali w drugiej, czy nawet czwartej lidze. Dlatego namawiam wszystkich piłkarzy: "Przetrwajmy tę biedę, a gdy zrobimy wynik, to pomożemy tylko sobie i całemu klubowi! Jeśli dajesz z siebie wszystko, klub zawsze defiluje do przodu." Przy takim podejściu łatwiej jest wszystkim - piłkarzom i klubowi - powiedział nam przed startem Ekstraklasy nestor polskich trenerów ligowych - Franciszek Smuda z Wisły Kraków.

21 lat temu objął pierwszy zespół w Ekstraklasie - Stal Mielec i z powrotami (do Widzewa, Wisły, Zagłębia Lubin) prowadził w niej siedem ekip. Franciszek Smuda z Wisły jest ostatnim szkoleniowcem, który  wprowadził polski zespół do Ligi Mistrzów. Porozmawialiśmy z nim na podsumowanie mistrzostw świata  w Brazylii i przed rozpoczęciem nowego sezonu T-Mobile Ekstraklasy.

Reklama

Eks-selekcjoner znalazł dla nas czas po wtorkowym treningu, choć tego dnia miał wyjątkowo napięty grafik. Ustawienie piłkarzy, szlifowanie taktyki pod mecz ligowy, szybki powrót z Myślenic do Krakowa, pakowanie tortów i wyjazd na Śląsk, na gwóźdź programu dnia - 90. urodziny mamy, pani Marty Smudy. Piękna rocznica, pani Marcie życzymy zdrowia!

Sprawdź terminarz Ekstraklasy!

Typuj wyniki naszej ligi i porównaj się z ekspertami!

INTERIA.PL: A jednak mundial wygrali Niemcy, których pan zawsze podziwiał.

Franciszek Smuda, trener Wisły: - Przewidziałem, że zwycięzca ćwierćfinału Niemcy - Francja dotrze do finału, pokonując Brazylię. Pogromu, jaki Niemcy sprawili Brazylii nie mogłem przewidzieć, bo musiałbym być prorokiem. Nie przeczuwałem też tego, kto wygra w finale. Wiedziałem, że będą w nim Niemcy, gdyż grali najrówniej spośród wszystkich zespołów, górowali nad innymi, ale w finale mogło być różnie. Gdyby Higuain wykorzystał prezent, różnie się to mogło potoczyć. Na koniec, było jak w tym powiedzeniu, że wszyscy grają w piłkę, ale wygrywają zawsze Niemcy, choć w sumie finał szczęśliwie się dla nich potoczył.

Dziwna była konstrukcja zespołu Joachim Loewa, że największą gwiazdą był w nim bramkarz? Trudno byłoby wybrać najlepszego piłkarza z pola.

- O Niemcach nie da się powiedzieć, że tylko jeden piłkarz się wyróżniał na tle innych i to on zrobił to mistrzostwo. Pokazali, co to znaczy zespół, w którym każdy wie, co chce osiągnąć. Neuer jako bramkarz na boisku zrobił swoje, ale u Niemców na boisku i poza nim jeden pomagał drugiemu. Mueller i Klose, rezerwowy Goetze  zdobył tę ostatnią, Schweinsteiger jako defensywny pomocnik odwalał czarną robotę, a Lahm rozegrał wyśmienity turniej. To był prawdziwy kapitan, którego każdy by chciał mieć. Bez kontuzji, bez słabszych momentów, kapitan wielkiej klasy.

Czy grali lepiej niż na Euro 2012?

- Oczywiście, przecież przez te dwa lata ten zespół dojrzał, a i tak nadal jest młody, więc Niemcy będą groźni na Euro 2016. Ci chłopcy mają niesamowite charaktery, oni wiedzieli czego chcą. Wiedzieli, że sukces jest im potrzebny, chcą go wszyscy. Najważniejsze, jest to, co było widać w meczach i poza nimi - w tym zespole była wyśmienita atmosfera, a ona jest konieczna na drodze po trofeum, to ona buduje zespół.

To dlaczego Niemcy tak wybrzydzają na Joachima Loewa, że nie gra i nie nosi się po niemiecku?

- Na to, co wymyślają media, nie ma co patrzyć. Grunt, że zarząd niemieckiej federacji stoi murem za "Jogim", on jest bardzo potrzebny reprezentacji. Nie sądzę, aby w Niemczech doszło do zmiany selekcjonera w najbliższym czasie, nawet gdyby zdarzyło się kilka niepowodzeń. Niemcy wiedzą, co robią i dają przykład całemu światu, jak buduje się reprezentację. Nie tak jak u nas. Był Smuda, miał półtora roku, jeden turniej, a później "odjazd", później przyszedł następny - Fornalik, dostał półtora roku i znowu "odjazd" i następna budowa. Tak się do niczego nie dojdzie! To widać nawet po klubach. Największe sukcesy osiągają te, które mają największą stabilizację na ławce trenerskiej.

- W Niemczech selekcjoner nie dość, że ma czas, to jeszcze ma z kogo budować tę kadrę, a u nas? Na strategicznych pozycjach dziury, a zamiast czasu na znalezienie metody, by je zalepić, dostaje się "odjazd" po jednym turnieju, czy jednych eliminacjach. W ten sposób dochodzimy do takich paranoi, że Loew u Niemców jest 10. selekcjonerem w historii, a Adaś Nawałka u nas - 59.

Po mundialu panuje wiele opinii, że to były najlepsze w historii mistrzostwa świata i teraz ciężko będzie przyciągnąć ludzi na stadiony naszej Ekstraklasy. Co pan na to?

- To był bardzo dobry mundial, w przeciwieństwie do tego w RPA, ale będą jeszcze lepsze! Dlatego nie zachłystujmy się, za cztery lata będą mistrzostwa w Rosji i to również może być kapitalny turniej.

- Przed Brazylią każdy mówił, że w piłce już się prochu nie wymyśli, a ten turniej pokazał, że ona się wciąż rozwija.

- A co do naszej Ekstraklasy, to ja nie jestem pesymistą. Uważam, że pod wpływem mundialu, jeszcze więcej ludzi przyjdzie na nasze stadiony, bo piłka nożna została wypromowana, ona się znowu kibicom bardzo podoba. Powie ktoś, że poziom nie ten, ale nasza liga też ma swój urok, gramy na swój sposób, a ostatni sezon w Ekstraklasie pokazał, że nie wszystkie mecze były słabe, a wręcz przeciwnie, dominowały te emocjonujące, obfitujące w gole. Przypomnę tylko dwa z mojego, wiślackiego podwórka, które graliśmy z Legią i Cracovią na własnym stadionie. Było na nich po 33 tys. ludzi, a każdy wracał ze stadionu zadowolony. To tylko przykłady, a na innych stadionach też nie brakowało emocji i tak będzie również w nowym sezonie!

Jak się pan czuje jako nestor polskich trenerów? Ekstraklasa SA wyliczyła, że ma pan już 455 spotkań w najwyższej lidze, a po odejściu Oresta Lenczyka, jest pan też najstarszym i najbardziej doświadczonym szkoleniowcem.

- Ekstraklasa źle policzyła, jeśli przetrwam jako trener pierwsze pięć kolejek, będę miał 500 meczów na koncie.

Pierwszym zespołem, jaki pan prowadził w lidze, była Stal Mielec 21 lat temu.

- To już stara historia, ale jestem zadowolony, że na ławce trenerskiej wytrwałem tak długo, to przyjemne. Muszę przyznać, że dzięki pracy w Ekstraklasie zdobyłem bardzo dużo doświadczenia.

Jako ostatni trener wprowadził pan polski zespół do Ligi Mistrzów. Czy uda się Legii powtórzyć ten sukces w tym sezonie?

- Trzymam kciuki! Co roku czekam, aż mistrz Polski wreszcie przebije się na piłkarskie salony Europy. Obojętnie, czy tym mistrzem jest Wisła, Lech, czy Legia, ten awans jest nam potrzebny. Dopóki nie uda się nam wepchać do Champions League, trudno będzie w znaczącym stopniu podnieść poziom naszej ligi.

Ale czy Legię z tym składem stać na awans?

- Ja mówię jedno - do Ligi Mistrzów wchodzą drużyny, które stać na to finansowo. Te, co mają krucho pod tym względem, mogą liczyć tylko na przypadek, tak jak udało się kiedyś Żylinie, Artmedii Petrżalka czy Węgrom z Debreczyna. Poza tym, musisz mieć kasę, budżet, by kupić dobrych zawodników. Tylko takie drużyny będą regularnie wchodziły do Ligi Mistrzów.

Już w piątek zaczyna się nowy sezon, a nic przed nim tak dobrze nie motywuje piłkarzy, jak finanse. Pana drużyna dosyć długo czeka na wypłaty, jak wobec tego mobilizować piłkarzy?

- O finansach naszego klubu się nie wypowiadam. Myślę tylko o jednym, żeby zespół grał jak najlepiej i wygrywał, bo tylko to może pomóc klubowi w wyjściu na prostą, pod każdym względem, finansowym również. I to jest mój cel na nowy sezon.

- Przeżyłem już takie kłopoty w Widzewie. Razem z drużyną pokonaliśmy je dobrą grą i wynikami. Czy stać nas na to teraz w Wiśle? Zrobimy ten wynik, jeśli tylko będą nas omijały kontuzje i będziemy stabilni kadrowo.

Kontuzje już was nie omijają, bo Ostoja Stjepanović ma uszkodzone więzadła kolana i przejdzie operację.

- Szkoda, w ten sposób tracę jednego z podstawowych zawodników, ale liczę na naszą młodzież. Na to, że ona dojrzeje szybciej niż normalnie. Na pewno ci chłopcy zbiorą doświadczenie i to im pomoże w przyszłości.

W odróżnieniu od rundy wiosennej, gdy co mecz grała inna czwórka defensorów, tym razem obrona wygląda solidnie. Niezależnie od tego, czy wykorzysta pan duet Głowacki - Dudka, czy Głowacki - Czekaj.

- Czeka nas wiele poprawek jeszcze w każdej formacji, na każdej pozycji. Cierpliwość, jeszcze raz cierpliwość - tego nam potrzeba.

Transfery z Ruchu wyglądają na trafione?

- To są utalentowani chłopcy, na dzisiaj jestem zadowolony z obydwu, jednego - Sadloka znam lepiej z kadry, Jankowskiego dopiero poznaję.

Mówi pan "obydwu", a ten trzeci - bramkarz Michał Buchalik?

- Buchalik jest młodym zawodnikiem, miniony sezon w barwach Ruchu był dopiero jego drugim w Ekstraklasie. Ten chłopak musi zebrać jeszcze dużo doświadczenia.

Rok temu miał pan nadzieję, że po przetrwaniu sezonu 2013/2014 zacznie się budowa silnego zespołu, a tu wciąż brakuje pieniędzy na odważniejsze ruchy transferowe.

- Ja wciąż chcę, żeby Wisła była na wysokim poziomie, by jak dawniej, była eksportowym zespołem, który się liczy nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Mam nadzieję, że jak najszybciej do takiego poziomu dojdziemy.

- Teraz jednak jesteśmy w sytuacji podobnej do tej sprzed roku. Spłacamy długi, żeby wyjść na prostą, dlatego musimy sobie poradzić. Obojętnie, w jakim jesteśmy składzie. Najpierw trzeba wszystko zrobić, by Wisła pozostała w Ekstraklasie, żeby później nie było czekania osiem lat na awans do niej. Gdy tylko sytuacja finansowa będzie "wyprostowana", będzie można przeprowadzić cztery transfery i od razu ruszyć z grubej rury. Powtarzam, by dojść do takiego stanu, wszyscy musimy zmobilizować wszystkie siły, żeby drużyna zapewniła sobie pierwszą "ósemkę", a później zobaczymy. Może w grudniu-styczniu w Wiśle będzie inna sytuacja.

Tak, tyle że to zwlekanie "za pół roku, za rok..." zaczyna drażnić kibiców. Przydałby się sponsor, który by uratował klub. Podobno "Biedronka", z reklamy której również pan jest znany, ma zostać sponsorem Wisły?

- Nie wiem nic na ten temat, ale wiem jedno - to jest prężny sponsor. Poznałem wielu ludzi z "Biedronki" i to było kapitalne przeżycie z nimi pracować, to poważni ludzie. Z mojego punktu widzenia, mogę powiedzieć tylko tyle - oby tacy sponsorzy przyszli do naszego klubu. Kapitalni ludzie, z nimi moglibyśmy stworzyć dużo.

- Wisła nie jest dziś mistrzem ani wicemistrzem kraju, co więcej, nie jest nawet trzecim zespołem w Polsce, ale ma nadal spory potencjał. Duży stadion, piękną bazę w Myślenicach, wspaniałą tradycję i szczególnie utalentowaną młodzież, która w cuglach zdobyła mistrzostwo.

- Mieszkając w tym mieście, nie chciałbym, żebyśmy wylądowali w drugiej, czy nawet czwartej lidze. Dlatego namawiam wszystkich piłkarzy: "Przetrwajmy tę biedę, a gdy zrobimy wynik, to pomożemy tylko sobie i całemu klubowi! Jeśli dajesz z siebie wszystko, klub zawsze defiluje do przodu. Przy takim podejściu łatwiej jest wszystkim - piłkarzom i klubowi.

- Zresztą ja nie mam prawa narzekać, mamy dobrą atmosferę w szatni i nikt nie marudzi, że ktoś nie chce grać, czy trenować. To są fantastyczne charaktery! Chłopaki sobie wzajemnie pomagają. Sympatyczne i przyjemnie się pracuje z takim zespołem.

Nie macie łatwej sytuacji, ale trzymamy kciuki, polska piłka potrzebuje mocnej Wisły z wychowankami!

- Wie pan, ja mam dużo nadziei w sobie, że to się zmieni, ureguluje i będziemy zadowoleni. Kryzys dotyka nie tylko nas, ale ciężkie chwile przeżywały także wielkie zespoły. Taka Borussia Dortmund była 200 mln euro na minusie i co? Przeżyli! Dziś mają tyle na plusie!

Rozmawiał: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama