Reklama

Reklama

Z nieba do piekła. Kompromitacja kandydata do ekstraklasy

Ponad 16 tysięcy kibiców Widzewa przeżyło jeden z najgorszych wieczorów. Piłkarze trenera Janusza Niedźwiedzia przegrali wiosną po raz czwarty przed własną publicznością. Resovia rozbiła gospodarzy aż 4:1.

We wtorek Widzew pierwszy raz od 12 lat wygrał derby Łodzi i to na stadionie ŁKS. Nic więc dziwnego, że nieliczne bilety schodziły na pniu. Kibice klubu z al. Piłsudskiego chcieli podziękować swoim pupilom. 

Widzew z inicjatywą

Radość z wygranej było też widać po tym, kiedy Widzew zaproponował fanom udział w akcji crowdfundingowej. Klub zbiera pieniądze na obrandowanie nowego autokaru. Klub sprzedawał cegiełki (w cenie 19,10 zł) - a po zakupie trzech nazwisko, ksywa czy nazwa firmy pojawią się na autobusie. W ciągu 24 godzin udało się uzbierać 48 tys. zł, czyli 13 tys. zł więcej niż zakładano.

Reklama

Choć tydzień był krótki, to sporo się działo w jego trakcie. Klub rozpoczął też zapisy do trzeciej edycji Biegu z Historią Klubu Widzew. To jednak działania poboczne, bo najważniejszy jest i tak wynik sportowy. Bez niego wszystkie inicjatywy i tak zejdą w cień.

Resovia bardzo niewygodna

Łodzianie są na właściwej drodze, by awansować do ekstraklasy. Po wygranej w derbach Łodzi i porażce Arki wrócili na drugie miejsce gwarantujące promocję. Jednak, by być tego pewnym najlepiej byłoby wygrać wszystkie trzy mecze do końca sezonu. Nawet jedno potknięcie mogliby wykorzystać gdynianie, którzy mają dwa punkty straty, ale leszy bilans bezpośrednich meczów.

Trener Janusz Niedźwiedź powtarza, że jego zespół czekają trzy finały. Ten pierwszy w teorii wydawał się najłatwiejszy, bo Resovia jest w dolnej części tabeli. Spadek raczej jej nie grozi, a awans już na pewno. Tyle że rzeszowianie to bardzo niewygodny rywal dla widzewiaków. Z pięciu ostatnich meczów z Widzewem wygrali cztery. Na dodatek jej trener Dawid Kroczek to zaciekły sympatyk ŁKS i chciałby tu sprawić niespodziankę.

Resovia zadziwia na Widzewie

Szkoleniowiec Widzewa zrobił tylko jedną zmianę w porównaniu do meczu z Widzewem. Do zdrowia wrócił Patryk Lipski i zajął miejsce w środku boiska. Z ŁKS zastępował go Patryk Stępiński. Teraz wrócił na nominalną pozycję obrońcy, a w związku z tym ze składu wypadł Paweł Zieliński.

I minęło zaledwie 125 sekund, a goście objęli prowadzenie - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzałem głową popisał się Dawid Kubowicz. Bardzo podobną bramkę łodzianie stracili dwa tygodnie temu z Koroną Kielce. Trener Kroczek odrobił pracę domową i wiedział, że gospodarze z racji dość niskiego składu mają problemy przy stałych fragmentach.

Widzew zdecydowanie za niski

Widzew próbował odrobić straty, ale robił to nieudolnie. Próby rozgrywania akcji kombinacyjnie kończyły się stratą piłki. Kiedy udało się wywalczyć stały fragment, dośrodkowania kończyły się na rosłych obrońcach Resovii. A gdy po błędzie rywali nadarzyła się okazja, Fabio Nunes kopnął prosto w rękawice bramkarza.

Łodzianie niemal nie schodzili z połowy Resovii, ale niewiele z tego wynikało. Goście ustawili się w polu karnym i rozbijali ataki, a kiedy udało się strzelić zza pola karnego bramkarz odbił piłkę. Resovia rzadko wychodziła z własnej połowy, ale za to skutecznie. W 31. minucie miała rzut wolny z około 24 metrów. Uderzył Bartłomiej Wasiluk, piłka odbiła się od któregoś z zawodników i zmyliła bramkarza. 0:2.

Po przerwie Widzew nadal prowadził grę, ale bramki nadal strzelali goście. W 52. minucie wyszli z kontratakiem i po serii błędów zza pola karnego strzelił Rafał Mikulec, a bramkarz nie był w stanie tego obronić. 0:3! To jednak nie był koniec kompromitacji łodzian. W 61. minucie po kolejnym kontrataku było już 0:4. Obrona Widzewa istniała tylko teoretycznie. W doliczonym czasie gola dla gospodarzy zdobył Bartłomiej Pawłowski. 

Jeśli w niedzielę Arka pokona Miedź Legnica, wyprzedzi Widzew i będzie druga w tabeli.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL