Reklama

Reklama

Wojna między Łodzią a Widzewem. „To gra na rozbicie klubu”

MAKiS, czyli miejska spółka, która zarządza stadionem Widzewa zarzuciła prezesowi klubu, że niszczył mienie i przygotował transparent godzący we władze Łodzi. Zmontowała nawet film, który miał to pokazywać. – To absurd. Na filmie jest transparent, który odebraliśmy rok temu kibicom GKS Katowice. Nie wyobrażam sobie współpracy z prezesem MAKiS. Spotkamy się w sądzie – zapewnia Mateusz Dróżdż, prezes Widzewa.

Konflikt między miastem a klubem trwa już dobrych kilka lat. Raz się nasila, raz cichnie pod płaszczykiem poprawy relacji i współpracy. Np. w 2019 roku spór wybuchł, bo klub zażądał od miasta rekompensaty za wyprowadzkę ze stadionu i zamknięcie znajdujących się tam firm na czas rozegrania mistrzostw świata do lat 20. Obiekt Widzewa był główną areną turnieju - tu grała Polska, tu m. in. odbył się finał. Klub miał rację i z tej potyczki wyszedł zwycięsko.

Prezes Widzewa persona non grata

Potem był czas zimnej wojny, która od czasu objęcia funkcji prezesa przez Mateusza Dróżdża (czerwiec 2021) stała się wojną podjazdową. Nie brakowało uszczypliwości, w których prym wiódł szef klubu. Najczęściej na Twitterze wypisywał czego miasto nie chce zrobić dla Widzewa i jak rzuca mu kłody pod nogi. Częściej okazywały się to strzały na oślep. I np. prezes wieszczył, że z powodu opieszałości miasta wymiana murawy będzie trwała tak długo, że pierwszy mecz u siebie Widzew zagra dopiero w siódmej kolejce. Stało się inaczej, bo zgodnie z terminarzem w Łodzi zespół wystąpił w trzeciej serii gier.

Reklama

Prezes Dróżdż szybko stał się persona non grata w łódzkim magistracie, a prezydent miasta nie odpowiadała na jego listy i kontaktowała się tylko z właścicielem klubu. Ten miał usłyszeć, że dopóki prezes będzie atakował miasto, nic w nim nie załatwi.

- Nie mam przyjemności, że czasem przekazuje opinii publicznej listy do pani prezydent. Był sygnał ze strony miasta, że nie chce ze mną rozmawiać - przyznaje prezes Dróżdż. - Próbowałem spotkać się z prezydent Łodzi kilka razy. Kontaktowałem się z jej asystentem, ale się nie udało.

Konflikt o lożę prezydencką

Ostatnio konflikt wybuchł ze zdwojoną siłą. Prezes Dróżdż zaczął się domagać, by lożą prezydencką na stadionie Widzewa zarządzał klub, a nie miasto. Podpierał się przykładem, że tak właśnie jest u sąsiada zza między - ŁKS. Od wybudowania nowego stadionu, to jednak miasto zarządzało tą lożą, zapraszało tam gości biznesowych, niejednokrotnie we współpracy z klubem. I ani myśli pozbyć się reprezentacyjnego skajboksa.

- Kontekst jest szerszy, bo dotyczy też innych spraw. Jesteśmy na stadionie zbudowanym przez miasto, ale to stadion Widzewa. Cały czas jest problem, byśmy mogli coś na nim zrobić - twierdzi Tomasz Stamirowski, większościowy właściciel klubu. - Loża główna powinna być do dyspozycji klubu. To jest standard w Europie i powinno być naturalne. Tam przyjmujemy najważniejszych gości czy legendy klubu. To też kwestia wizerunku klubu.

Widzew wynosi meble

Co zrobił prezes Widzewa? Potajemnie przed meczem z Lechią nakazał wynieść z loży wszystkie meble. Wielkie było zdziwienie gospodarzy i zaproszonych przedsiębiorców, gdy zobaczyli gołe ściany. To był policzek dla miasta.

Konflikt eskalował przed meczem z Legią. Miasto zapowiedziało, że zaprosi gości do loży prezydenckiej, a prezes Dróżdż domagał się imiennej listy z peselami. Miasto ani myślało spełnić ten warunek. Zaproszeni goście weszli na spotkanie a porządku pod lożą pilnowali umundurowani strażnicy miejscy. Podczas meczu kibice wywiesili transparenty atakujące władze Łodzi, miejskich radnych i prezesa MAKiS, miejskiej spółki zarządzającej obiektami sportowymi w Łodzi.

MAKiS wkracza do akcji

To właśnie zabolało najbardziej tego ostatniego - Sławomira Woracha. W trakcie przedłużonego weekendu na jego prośbę biuro prasowe Urzędu Miasta Łodzi wysłało do mediów oświadczenie. Zapowiedział w nim, że złoży do prokuratury sprawę niszczenia mienia przez prezesa Widzewa i pomocy w przygotowaniu wspominanych transparentów. Dowodem miał być zapis monitoringu upubliczniony przez MAKiS. Na filmie prezes Dróżdż m. in. pokazuje w bagażniku jakiś transparent. Z oświadczenia miejskiej spółki wynika, że to miał być ten sam, który zawisł na płocie na meczu z Legią.

W Widzewie zawrzało - jeszcze w poniedziałek klub wydał oświadczenie, w którym zaprzeczył dowodom pokazanym na filmie, a także zwołał konferencję prasową. - Nie możemy jako klub tego nie skomentować. Ten film jest zmanipulowany. To szkalowanie prezesa i klubu. Jeśli tak działa spółka miejska, to jesteśmy zmuszeni do działań prawnych - podkreśla Stamirowski. - To ewidentna nieprawda, że prezes przewoził transparent. Oczekujemy od miasta decyzji personalnych dotyczących MAKiS i zaprzestania kolejnych działań przeciwko klubowi. To gra na rozbijanie Widzewa, ale my jesteśmy jednością.

"Ten film jest aburdalny"

Kroki prawne zapowiada też prezes Dróżdż, który jest bohaterem filmu. Zapewnia, że transparent, który widać na filmie pochodzi sprzed roku, kiedy został odebrany kibicom GKS Katowice. Potwierdził to też dziennikarz Canal +, któremu pokazywał baner.

- Nie po to przychodziłem do Widzewa, by tłumaczyć się z absurdalnych filmów. Nie ma zgody na obrażanie mnie, klubu i jego pracowników. Spotkamy się w sądzie, a pieniądze zostaną przekazane na charytatywne cele - zapewnił prezes Dróżdż. - Nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z prezesem Worachem. Tym oświadczeniem i filmem zachował się jak 15-letni dzieciak, a nie prezes miejskiej spółki.

Na zarzuty Widzewa próbował odpowiedzieć prezes Worach. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego na filmie prezes Widzewa pokazuje transparent GKS, a MAKiS twierdzi, że to transparent z piątkowego meczu z Legią. - Agresja prezesa i incydenty przed meczem zobowiązywały nas, by to zgłosić do stosowanych władz. Nie chcę dochodzić, czy to był ten transparent, czy nie. Niech odpowiednie służby to rozstrzygną.

Prezes MAKiS: Konflikt to wina prezesa Widzewa

Prezes miejskiej spółki obarcza winą za konflikt prezesa Widzewa. - Mimo naszych wysiłków pozytywne relacje na linii klub - MAKiS nie są możliwe. Konflikt trwa od kilkunastu miesięcy i jest podsycany przez Widzew. To prezes go rozpoczął - uważa Worach.

Obie strony przyznają, że wciąż jest możliwy kompromis, ale nie będzie o niego łatwo. - Jesteśmy gotowi do rozmów, ale jak ktoś montuje takie filmy, to nie ma płaszczyzny porozumienia. Trzeba jednak usiąść, odłożyć na bok emocje, a zająć się rozwiązywaniem problemów - uważa właściciel Widzewa.

- Chciałbym spotkać z władzami Widzewa, by podjąć dialog - zakończył Worach. - Apeluję do władz Widzewa, żeby osiągnąć porozumienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL