Reklama

Reklama

Sędziowskie kontrowersje w hicie Ekstraklasy. Arbiter w ogniu krytyki

W piątkowym hicie PKO Ekstraklasy Widzew Łódź przed własną publicznością przegrał z Legią Warszawa 1:2. Po meczu spora część kibiców wciąż dyskutuje o sędziowskich kontrowersjach i decyzjach jakie podejmował Szymon Marciniak i jego zespół.

W spotkaniu Widzew - Legia doszło do dwóch sporych kontrowersji. W obu pokrzywdzeni czują się łódzcy kibice, twierdząc że arbiter się pomylił. Czy mają oni rację?

Do pierwszej sporej kontrowersji doszło w 41. minucie meczu, gdy Legia Warszawa zdobyła bramkę na 2:0. Jak wykazały powtórki, kilka sekund wcześniej, Josue w bocznym sektorze boiska przyjął piłkę, a ta następnie odbiła się od jego ręki. Następnie po wymianie dwóch podań, futbolówka wpadła do bramki Widzewa. Sędzia Szymon Marciniak nie dopatrzył się przewinienia i uznał gola.

Reklama

Sędzia Szymon Marciniak w ogniu krytyki po spotkaniu Widzew - Legia

Po bramce, analizę tego zdarzenia rozpoczęli sędziowie VAR, których funkcję pełnili Tomasz Musiał i Arkadiusz Kamil Wójcik. Oni również nie dopatrzyli się przewinienia u Josue i ostatecznie gol został uznany, co nie spodobało się fanom Widzewa.

Sytuacja ta nie jest łatwa do oceny. Przede wszystkim trzeba wykluczyć w niej aspekt tzw. ręki w ofensywie, ponieważ po odbiciu piłki od ręki, Jouse zagrał piłkę do współpartnera. Aspekt ten tyczy się tylko tego samego gracza, który przyjmuje piłkę (nawet przypadkowo) ręką, a następnie natychmiastowo zdobywa gola.

Uważam, że Josue miał ułożoną rękę na granicy tzw. naturalności, czy też obrysu ciała. Piłkarz Legii przyjmował piłkę i sam sobie trafił w rękę. Nie dopatruję się w tej sytuacji celowości zagrania, a zatem interpretuję to, jako przypadkowe odbicie, które zgodnie z wytycznymi jest dopuszczalne i pozwala na kontynuowanie gry.

Kontrowersje w meczu Widzew - Legia. Sędziowie popełnili błąd?

W 75. minucie stadion w Łodzi eksplodował z radości, bowiem Widzew Łódź zdobył kontaktową bramkę na 2:1. Po niespełna czterech minutach analizy sędziów VAR, nastąpiła zmiana decyzji i gol został odwołany. Jak się okazało, strzelec bramki Patryk Stępiński był na spalonym. Sytuacja była bardzo stykowa, jednak ujęcie z linii bramkowej i wyrysowane linie potwierdzają, że był kilkudziesięciocentymetrowy spalony.

Dla wielu kibiców wyrysowanie takich linii samo w sobie budzi niepokój. Sędziowie w wozie VAR, co prawda sami wyznaczają punkty na ciele graczy, ale linie rysowane są przy pomocy najnowszej technologii. Trudno zatem podważać decyzję arbitrów. Skoro znaleźli oni ewidentny dowód, że był spalony, to ich decyzja mogła być tylko jedna. 

Czytaj także: LaLiga pali się na Polaka. Lewandowski stawia wyzwanie

Czytaj także: Wisła Kraków zaoferowała dziennikarzowi 100 tysięcy dolarów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL