Reklama

Reklama

Emocje większe niż w ekstraklasie. Osiem zespołów w grze o awans

Na kolejkę przed końcem rozgrywek pierwszej ligi jeszcze osiem (!) drużyn ma szansę awansu do ekstraklasy.

 Poza zasięgiem rywali niemal przez cały sezon była Miedź Legnica. Zespół trenera Wojciecha Łobodzińskiego awans zapewnił sobie cztery kolejki przed końcem, ale już w połowie marca było to właściwie przesądzone. Już po wywalczeniu sukcesu zmierzył się z tymi, którzy próbowali gonić, ale bez problemów pokonał Arkę i Widzew.

Widzew, Arka i Korona - papierowi faworyci

Te kluby i Korona długo walczyły o drugie miejsce dające bezpośredni awans. Walczyły to jednak słowo na wyrost. W ostatnich dwóch kolejkach w sumie mogły zdobyć 18 punktów, zdobyły jeden. Niemoc Widzewa i Arki mogła wykorzystać Korona, ale na własnym boisku przegrała z GKS Katowice i szans na bezpośredni awans już nie ma.

Reklama

Ta sprawa rozstrzygnie się więc między zespołami z Gdyni i Łodzi. Widzew ma punkt więcej, ale by być pewnym awansu, musi wygrać. Jeśli Arka zrówna się punktami, wyprzedzi go, bo ma lepszy bilans bezpośrednich meczów (dwie wygrane).

Co działo się w ostatniej kolejce naszej Ekstraklasy - sprawdź w naszym programie wideo!

Widzew 11 metrów od ekstraklasy

Kibice w Łodzi wspominają ostatnie dramatyczne awanse i spodziewają się znów ogromnych emocji. Zresztą nie brakowało ich nawet w ten weekend. Widzew od powrotu do ekstraklasy po ośmiu latach było o włos w Legnicy, a właściwie o jedenaście metrów. W końcówce meczu przy stanie 0:0 Juliusz Letniowski zmarnował jednak rzut karny, a ostatecznie Miedź wygrała.

Dwa lata temu Widzew w ostatniej kolejce awansował do pierwszej ligi, choć przegrał u siebie ze Zniczem Pruszków. Szansy nie wykorzystali wtedy piłkarzy GKS Katowice, który zremisowali u siebie, a w doliczonym czasie centymetrów zabrakło im do gola na wagę wejścia na zaplecze ekstraklasy - piłka odbiła się od słupka. W Łodzi kibice awans przyjęli z niesmakiem - nie było nawet fety z okazji awansu, a część fanów wtargnęła na boisko i dostało się kilku zawodnikom.

W 2018 roku Widzew musiał w ostatnim meczu pokonać w Ostródzie Sokoła, by wydostać się z trzeciej ligi. Przegrywał 1-2, ale w końcówce odrobił straty i w ogromnych nerwach wywalczył awans do drugiej ligi.

Rywale Widzewa i Arki mają o co grać

Teraz kibice w Łodzi obawiają się podobnych emocji i wielkich nerwów. Zresztą podobnie będzie w Gdyni, bo wszystkie mecze rozpoczną się o tej samej godzinie (niedziela, godz. 12:40). Niektórzy przebąkują, że Widzew awansuje znów w najbrzydszy możliwy sposób - przegra u siebie z Podbeskidziem, a Arka na własnym boisku ulegnie z Sandecji. To jednak tylko dywagacje.

Pewne jest to, że bielszczanie i sądeczanie wciąż mają szansę, by zagrać w barażach. Podbeskidzie do szóstego Chrobrego (a także siódmej Sandecji) traci dwa punkty. Tylko wygrana może dać grę w barażach. Sandecja ma tyle samo punktów co Chrobry, ale gorszy bilans bezpośrednich meczów. Zespół z Głogowa teoretycznie ma najłatwiejsze zadanie - podejmuje Zagłębie Sosnowiec, które już się utrzymało w lidze.

Więcej emocji niż w ekstraklasie

Ostatnia kolejka pierwszej ligi na pewno będzie bardziej emocjonująca niż zakończenie sezonu w ekstraklasie, w której wszystko rozstrzygnęło się w ostatni weekend. Na czterech boiskach będzie trwała walka o ekstraklasę - poza Łodzią, Gdynią i Głogowem, jeszcze w Katowicach szansę, by załapać się do barażów ma ŁKS (dwa punkty straty do szóstej pozycji). W Tychach zagra Korona, ale jest już pewna czwartej pozycji. A piąte miejsce zajmie na pewno Odra Opole, która podejmie Resovię. To oznacza, że w barażach zagra z Koroną w Kielcach. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL