Reklama

Reklama

Ekspert prawa: Widzew nie ma szans!

- Trybunał Arbitrażowy przyczepił się do szczegółów formalnych, a nawet nie dotknął istoty sprawy - korupcji, jakiej się dopuścił Widzew. To tak jakby ktoś zgwałcił i obrabował, uchwyciła to kamera monitoringu, a on nie pozwoliłby się osądzić, wskazując, że monitoring nie miał atestu technicznego - porównuje w rozmowie z INTERIA.PL ekspert w dziedzinie prawa sportowego.

- Trybunał Arbitrażowy przyczepił się do szczegółów formalnych, a nawet nie dotknął istoty sprawy - korupcji, jakiej się dopuścił Widzew. To tak jakby ktoś zgwałcił i obrabował, uchwyciła to kamera monitoringu, a on nie pozwoliłby się osądzić, wskazując, że monitoring nie miał atestu technicznego - porównuje w rozmowie z INTERIA.PL ekspert w dziedzinie prawa sportowego.

Decyzja Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, który we wtorek unieważnił decyzję Wydziału Dyscypliny PZPN o degradacji Widzewa, spowodowała zamęt w środowisku piłkarskim. Kibice, działacze i piłkarze łódzkiego klubu mają nadzieję na rychły powrót do ekstraklasy i na potężne odszkodowanie, jakie - ich zdaniem - powinien wypłacić Widzewowi PZPN. Z naszego rozeznania wynika, że nic bardziej błędnego.

Fachowiec, do którego dotarliśmy jest osobą od lat zajmującą się korupcją w polskiej piłce. Nazwiska nie chce ujawniać, by nie zostać posądzonym o stronniczość.

Reklama

Co nie spodobało się Trybunałowi?

By zrozumieć zawiłości prawne w sprawie Widzewa, trzeba się cofnąć o dwa lata. W listopadzie i grudniu 2007 r. WD PZPN wystąpił do wrocławskiej prokuratury o udostępnienie dokumentacji m.in. w sprawie korupcji Widzewa. Prokuratura zgodziła się, lecz pod warunkiem dostarczenia do niej oświadczeń o poufności, złożonych przez każdego członka WD PZPN. Oświadczenia takie członkowie Wydziału podpisali, zresztą pod warunkiem ich złożenia zostali powołani do WD. Przewodniczący WD Dyscypliny Michał Tomczak.

- Trybunał Arbitrażowy nagle przyczepia się do tego, że nie ma oświadczeń o poufności. Jego członkowie mówią, że "nie jest spełniony warunek powołania, to skąd w takim razie mamy wiedzieć, że to był właściwy Wydział Dyscypliny". Drugi zarzut, to brak poświadczenia za zgodność z oryginałem akt prokuratorskich, z których korzystał WD - dziwi się nasz ekspert.

Grubymi nićmi uszyte zdaje się być zwłaszcza pierwszy zarzut. Według naszego informatora, Trybunał Arbitrażowy mógł się zwrócić do prokuratury o kopię oświadczeń. Nie zdecydował się także na wezwanie ówczesnego składu WD, by jego członków zapytać o to, czy składali takie oświadczenia. - Biorąc pod uwagę wagę sprawy, Trybunał mógł sam wyjaśnić kwestię oświadczeń. Jeśli uciążliwym było wzywanie wszystkich członków Wydziału Dyscypliny, można było wezwać na świadka przewodniczącego WD i go przesłuchać - wskazuje nasz rozmówca.

Widzew wiedział o oświadczeniach?

- Poza tym, z tego co wiem, na wniosek Widzewa prokuratura badała już ważność oświadczeń członków WD. Mecenas Tomczak dowiózł do prokuratury stosowne dokumenty i sprawa została umorzona - przypomina ekspert. - Zatem nieprawdą jest, że Widzew nie wiedział o ważności oświadczeń.

"Naciąganym" nasz informator określił też zarzut o braku potwierdzenia zgodności z oryginałem akt prokuratorskich. - Wiadomo przecież, że te dokumenty nie zostały sfabrykowane i że pochodzą z prokuratury. Niedorzecznością jest twierdzić, że one nie mają mocy - podkreśla prawnik.

Przy Zagłębiu uchybienia nie szkodziły Trybunałowi

Postępowanie przed WD, to nie jest takie samo postępowanie jak przed sądem. - Dlaczego na tego typu uchybienia formalne Trybunał nie zwracał uwagi przy rozprawach innych klubów, gdy kary degradacji spotkały Koronę i Zagłębie Lubin - nie może się nadziwić nasz rozmówca.

Widzew Łódź miał ustawić - wedle różnych źródeł od sześciu do dwunastu drugoligowych spotkań z sezonie 2004/2005. Mecze dla łodzian załatwiał jeden z byłych współwłaścicieli klubu - Wojciech Sz. Wziął on całą winę na siebie i konsekwentnie twierdził, że nikt inny w Widzewie (drugi współwłaściciel Zbigniew Boniek czy trener Stefan Majewski) nic o korupcji nie wiedział.

16 stycznia 2008 roku WD PZPN podjął decyzję degradacji Zagłębia Lubin i Widzewa o jedną klasę rozgrywkową od sezonu 2008/2009. Kluby wdrożyły jednak procedurę odwoławczą i 23 lipca 2008 r. Trybunał Arbitrażowy przy PKOl anulował decyzję o degradacji łódzkiego i lubińskiego zespołu ze względu na przedawnienie. Powstało ogromne zamieszanie, gdyż stało się to na kilka dni przed rozpoczęciem rozgrywek ligowych. Postanowiono opóźnić je o dwa tygodnie.

Ostatecznie, na kolejnym posiedzeniu Trybunału Arbitrażowego PKOl przywrócono decyzję o degradacji Zagłębia, natomiast podtrzymano orzeczenie w sprawie Widzewa. Dopiero 10 czerwca 2009 r. , Sąd Najwyższy, na wniosek PZPN-u uchylił wyrok Trybunału i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przed tym gremium.

Znowu Sąd Najwyższy?

Co dalej? Widzew złożył już wnioski do PZPN i Ekstraklasy SA o natychmiastowe przywrócenie drużyny do ekstraklasy. Działaczom z Al. Piłsudskiego chodzi też po głowie zaskarżenie PZPN-u o odszkodowanie.

PZPN ma otwartą drogę odwoławczą do Sądu Najwyższego. W dalszej kolejności sprawa wrócić może do Wydziału Dyscypliny. - Widzew i tak nie uniknie degradacji. Nie może być inaczej, jeżeli dopuszczał się korupcji jako czynu ciągłego - podkreśla w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" szef WD PZPN Artur Jędrych.

- Najważniejsze jest jednak to, że Trybunał Arbitrażowy nie zakwestionował faktu popełnienia czynów korupcyjnych. Jego członkowie nawet nie doszli do rozpoznawania tego. Odnoszę nawet wrażenie, że Trybunał robi wszystko, aby tego nie oceniać. Najpierw mówi, że sprawa jest przedawniona, a później wskazuje na to, iż nieprawidłowy był skład Wydziału Dyscypliny. Trybunał kluczy trochę - uważa ekspert w dziedzinie prawa.

Kto teraz jest ofiarą?

Nasz informator nie kryje zniesmaczenia postanowieniem TA. - W roli ofiary jest przedstawiany Widzew, na który przecież były bardzo mocne dowody i który się chwyta różnych sztuczek prawnych, mówiąc "my jesteśmy nowymi ludźmi, więc dlaczego mamy cierpieć za błędy poprzedników" opowiada. - Bardzo dobrze, że podnoszą tren argument. Ja rozumiem pana Cacka inwestora, który się czuje pokrzywdzony, ale takie mamy przepisy i dotyczą one sprawiedliwie wszystkich klubów. Nie ma równych i równiejszych.

Dodaje, że za czyny korupcyjne odpowiadają kluby, a nie tylko osoby, w których one pracowały. Widzew mogła uratować ustawa abolicyjna, która jednak nie przeszła i to m.in. głosami przedstawicieli klubów ekstraklasy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

"Sprawa Widzewa w pierwszym punkcie obrad zarządu PZPN"

Gangrena korupcji zaatakowała cały kraj!

Boniek: Widzew nie może być zdegradowany!

Widzew wnioskuje o przywrócenie do ekstraklasy

Trybunał Arbitrażowy uchylił degradację Widzewa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL