Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (32 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (32 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Piast Gliwice (21 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (21 pkt.)

Derby Łodzi. Były trener Widzewa: To był mój najtrudniejszy mecz w karierze

W niedzielę 67. derby Łodzi, w których Widzew nie wygrał od 11 lat. Najbliżej był w 2016 roku, kiedy ŁKS wyrównał w doliczonym czasie. – Był duży żal – przyznaje Marcin Płuska, wtedy szkoleniowiec Widzewa. – Teraz są faworytem, a trener Janusz Niedźwiedź zadba o każdy detal.


Andrzej Klemba, Interia: W 2016 roku, po czterech latach przerwy, ponownie rozegrano derby Łodzi. Wtedy Widzew nie miał nawet własnego stadionu. Byłeś trenerem tego zespołu.

Marcin Płuska: Wtedy jeszcze w Widzewie nie było bogato, raczej biednie, ale godnie. Trenowaliśmy w parkach lub dzięki uprzejmości klubu spod Łodzi - LKS Kalonka. Mecze rozgrywaliśmy na SMS Łódź, a na ten obiekt nie mogło wejść zbyt wielu kibiców. Kiedy zaczęły zbliżać się derby, czuć było napięcie w klubie i wśród kibiców. Szybko poczułem, że to będzie coś więcej niż mecz, a dodatkowo rozgrywany na stadionie rywala. Emocje rosły z dnia na dzień i były coraz bardziej wyczuwalne.

Reklama

Nie pochodzisz z Łodzi, więc może trudnej było zrozumieć rangę spotkania?

- Wraz z asystentem chcieliśmy odciąć zawodników od tych emocji. Dobrać odpowiednią strategię i plan na ten mecz. Próbowaliśmy zmniejszać napięcie. Widzieliśmy, że to spotkanie o ogromnym prestiżu. Duże wrażenie zrobiło na mnie to, jak nas pożegnali kibice. Zebrali się w centrum Łodzi, przy ul. Piotrkowskiej i dodali nam wiary w siebie. Choć nie było ich na trybunach, to wiedzieliśmy, że są z nami i trzymają kciuki.


Kiedy poczułeś, że ten mecz wzbudza nie zawsze pozytywne emocje?

- Duże napięcie odczuliśmy podczas wchodzenia na stadion. Ochrona postanowiła nawet sprawdzić, czy piłkarze nie wnoszą w torbach czegoś na stadion. Na rozgrzewce też było czuć wrogie nastawienie. To było do tej pory zdecydowanie najtrudniejsze spotkanie, jakie przyszło mi prowadzić w roli pierwszego trenera. Byłem też szkoleniowcem Hetmana Zamość w meczu z Avią Świdnik, a kibice też nie darzą się sympatia, ale to bez porównania.

Jak się przygotowywałeś do derbów Łodzi?

- Razem z asystentem obejrzeliśmy pięć spotkań ŁKS, by znaleźć ich słabe punkty i to nam się udało. Strzeliliśmy dwie podobne do siebie bramki. Doszliśmy do wniosku, że przy długich podaniach, kiedy piłka wpada w kozioł, defensywa ŁKS trochę nie wie jak się zachować. Poza tym bramkarz Michał Kołba tracił koncentrację i zdarzało mu się podać pod nogi rywala. I tak właśnie było w meczu, ale Daniel Mąka trafił w słupek.


Do przerwy przegrywaliście 0:1, w drugiej połowie prowadziliście 2:1 i sekund zabrakło, by dowieźć wygraną.

- W pierwszej połowie nie potrafiliśmy zapanować nad emocjami. Na szczęście w szatni porozmawialiśmy i na drugą połowę zawodnicy wyszli spokojni. To pomogło, bo wyrównaliśmy i objęliśmy prowadzenie. Wielka szkoda, że nie udało się dowieźć zwycięstwa, bo choć graliśmy w osłabieniu, to zabrakło bardzo niewiele. Po meczu czuliśmy ogromne rozżalenie. Nie było pretensji, bo zawodnicy dali z siebie wszystko. Był jednak żal, bo mogliśmy sprawić dużo radości sobie i całej widzewskiej społeczności. Na dodatek tydzień wcześniej też straciliśmy bramkę w doliczonym czasie i tylko zremisowaliśmy z rezerwami Jagiellonii Białystok. Powrót z derbów był gorzki, ale jak zobaczyliśmy czekających na nas kibiców, to chyba każdy w duchu się uśmiechnął. Docenili nasze zaangażowanie.

Gdyby wtedy Widzew wygrał derby Łodzi, może nie straciłbyś za chwilę pracy?

- Trudno powiedzieć. Sprowadził mnie do Widzewa poprzedni prezes Marcin Ferdzyn. Na pewno wygrana sprawiłaby, że moja pozycja byłaby silniejsza. Przed derbami traciliśmy do rywali pięć punktów i mieliśmy jeden mecz rozegrany mniej. Gdybyśmy wygrali z ŁKS i to zaległe spotkanie, bylibyśmy przed nimi w tabeli. Do tego w związku z trwającą budową stadionu, większość meczów rozgrywaliśmy jesienią na wyjeździe. Wiosną na nowym stadionie wypełnionym przez kilkanaście tysięcy kibiców Widzew grał bardzo dobrze. Derby zakończyły się 2:2, wysiłek włożony w to spotkanie przypłaciliśmy w następnej kolejce porażką z Huraganem Morąg 0:3, a ja posadą. Szkoda, ale taka jest piłka.

Od tego czasu Widzew nadal nie wygrał derbów Łodzi.

- A powinien zwyciężyć choćby w rewanżu. Na kolejnych derbach, rozgrywanych już na nowym stadionie Widzewa, byłem w roli widza. Wtedy padł remis 0:0, ale gospodarze mogli wygrać. W końcówce grali przecież w przewadze jednego zawodnika, ale zabrakło kropki nad i.

W niedzielę 67. derby Łodzi. Tym razem Widzew jest faworytem?

- Zdecydowanie tak. Od czasu do czasu jestem w kontakcie z trenerem Januszem Niedźwiedziem. Zespół ma pomysł i widać w tym rękę szkoleniowca. Będzie przygotowany w każdym detalu na to spotkanie.

Od tego sezonu prowadzisz trzecioligową Olimpię Grudziądz. Widać pewne podobieństwa do Widzewa. Też jesteście liderem, zdobyliście 33 punkty, jeden więcej od łodzian. Bramki dla Olimpii strzelało 12 zawodników, a dla Widzewa 16. Obie drużyny w swoich ligach zdobyły najwięcej goli.

- Chciałbym, by obie drużyny na koniec sezonu osiągnęły cel i awansowały. W Olimpii i, myślę, że tak samo w Widzewie, wszyscy podchodzą z pokorą, bo wiedza, że do końca sezonu jeszcze dużo meczów. Za nami jest kilka drużyn, które też będą walczyć jak Kotwica Kołobrzeg czy Świt Skolwin. Chcemy utrzymać formę do końca rundy jesiennej, a także spróbować sprawić niespodziankę w Pucharze Polski, w którym zmierzmy się z rezerwami Lecha Poznań.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje