Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (34 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (29 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 6 .Górnik Zabrze (27 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (26 pkt.)
  • 8 .Lech Poznań (25 pkt.)

Warta Poznań. Mateusz Kuzimski na seler naciowy nie może patrzeć do dzisiaj

Kiedy pakował warzywa na palety w angielskiej fabryce, nigdy nie zapomniał, że jego marzeniem jest zostać profesjonalnym piłkarzem. - Co ja tu robię? - rozmyślał i w końcu trafił do Ekstraklasy. Dzisiaj strzela dla Warty Poznań. Warzywa wciąż lubi, poza tym jednym.

Radosław Nawrot, Interia: Trener Piotr Tworek mówi, że Adam Zrelak przychodzi do Warty Poznań w dobrym momencie, bo ty nie możesz zagrać z powodu kartek.

Reklama

Mateusz Kuzimski, napastnik Warty Poznań: Dla mnie jasne jest, że Warta wciąż potrzebuje napastnika, ale jest jeszcze Gracjan Jaroch, który na pewno liczy na swoją szansę. Kto wyjdzie, zobaczymy, decyduje trener. Na razie Adama Zrelaka jeszcze nie poznałem, niewiele mogę o nim powiedzieć.

Widzę Wartę jako zespół, który pół roku temu musiał doskoczyć do wysokiego progu, jakim jest Ekstraklasa i widzę w tobie pewien symbol tego doskoku. Widać było, że dla ciebie to także ogromne wyzwanie, najpierw strzelałeś gole w starciach z tymi słabszymi rywalami w Pucharze Polski, ale z biegiem czasu - także Wiśle Kraków czy Jagiellonii Białystok.

- Zdobyłem je, ale koledzy pomogli. Gole padają jednak po zespołowych akcjach, ktoś piłkę transportuje pod pole karne, gdzie ja mogę strzelić. To kawał pracy. Chciałbym ten dorobek jeszcze powiększyć, ale sam tego nie zrobię.

Warta Poznań to zespół, który podniósł się po ciosach z początku sezonu, gdy traciliście gole na 0-1 w ostatnich minutach. Rzeczywiście mental w zespole jest aż tak mocny?

- Jest. Mentalnie jesteśmy bardzo solidnym zespołem, a słowa trenera Tworka przed meczem czy w trakcie bardzo nas budują. Kiedy się spojrzy na CV chłopaków w naszym zespole, łatwo się przekonać, że większość jednak nie jest spełniona. A chce być. To ich nakręca do walki i pracy.

Takie przemówienia trenera Tworka, jakie widzieliśmy przed meczem z Lechią Gdańsk albo po meczu z Wisłą Kraków często się zdarzają?

- Owszem. Trener jest osobą, która trzyma wodze drużyny. Wie, co ma powiedzieć przed danym meczem. Wprawdzie to my wychodzimy na boisko, ale dość precyzyjnie wiemy, czego trener od nas oczekuje. Znamy cele, siedzą nam w głowach.

Emocje to żywioł trenera Tworka?

- Powiedzmy, że jest osobą, która wie, czego chce i czego może od nas oczekiwać.

Jesteś człowiekiem, który przed chwilą grał w Chojniczance, w Bytovii Bytów, w Bałtyku Gdynia, który nie tak dawno pracował fizycznie w Anglii, a teraz strzela gole w Ekstraklasie.

- Od dziecka miałem wpajane, że o wszystko, co chcę osiągnąć, muszę walczyć. Żeby polepszyć swoje życie, też muszę walczyć. A zatem to, co do tej pory przeżyłem i determinacja, jaka mi wtedy towarzyszyła napawa mnie energią teraz, by stawiać sobie nowe cele. Pamiętam o tym, jak było i staram się osiągać nowy poziom.

Latem patrzyłem na ciebie i myślałem, że Ekstraklasa to jednak za wysokie progi na twoje nogi. Teraz tak nie powiem. Zresztą o całej Warcie tak myślałem i o całej tak teraz nie powiem.

- Sporo ludzi zakładało, że będę w Warcie raczej zmiennikiem, albo może w ogóle nie zagram. Ja starałem się zmienić to patrzenie. Jeśli się udało, to się cieszę.

Ale teraz przychodzi piłkarz z Bundesligi - Adam Zrelak.

- Do każdego zespołu przychodzą nowi zawodnicy, powstaje konkurencja. To mój bezpośredni rywal, a ja swego miejsca nie odpuszczę. Trener będzie decydował.

Warta napisała jedną z najciekawszych historii ligowych ostatnich lat, ale wciąż nie wiemy, jak się ona skończy. Co czujesz na myśl o tym?

- Ekscytację. Zakładam, że jesteśmy zespołem na tyle mocnym, iż sobie poradzimy. Utrzymamy się. Gdybyśmy tego byli teraz pewni, z wielu z nas pewnie zeszłoby już powietrze. Ekscytujące jednak jest to, że czegoś jeszcze nie osiągnęliśmy i że to przed nami. Mamy do czego dążyć.

Jak zareagowałeś na to, że BBC zrobiła materiał o tobie? O człowieku, który pracował fizycznie przy taśmie w Anglii, a teraz gra w Ekstraklasie?

- Nie dowierzałem, bo przecież nie zrobiłem w Anglii wielkiej kariery. Pojechałem tam pracować, a tu proszę, jestem teraz na szczycie piłkarskim w Polsce, w najwyższej lidze. To być może rzeczywiście ciekawa historia.

W Anglii grałeś w Cambridge City i Histon. Który to poziom?

- Siódmy. Pół-zawodowe zespoły, ale dostawałem w nich wynagrodzenie. Coś w stylu naszej trzeciej czy czwartej ligi, w których ludzie pracują, a przy okazji mogą sobie dorobić dzięki grze w piłkę.

Co sprawiło, że z siódmego poziomu ligowego w Anglii wylądowałeś w polskiej Ekstraklasie?

- Najbardziej chyba determinacja. Taki sobie postawiłem kiedyś cel, że chcę grać minimum w Ekstraklasie i dążyłem do tego. W pewnym momencie zostałem namówiony, by poziom pół-zawodowego grania w Anglii zamienić na pół-zawodowy w Polsce, ale w miejscu, w którym można wpaść w oko obserwatorów.

Mówimy o Bałtyku Gdynia?

- Tak. Pomyślałem, a nuż się uda. Lechia blisko, Arka blisko, ktoś mnie zauważy, jak się postaram...

A zadecydowała Chojniczanka Chojnice? Tam cię zobaczył trener Tworek.

- Na to wygląda.

Co jest trudniejsze - granie w Ekstraklasie przeciw największym firmom polskiego futbolu czy fizyczna praca w Anglii?

- Życie piłkarza profesjonalnego oznacza odpowiednie prowadzenie się, tryb życia i treningi, na które poświęca się minimum trzy godziny dziennie. To też praca fizyczna, ale nie da się jej porównać do pracy w fabryce, po 10 godzin dziennie, całymi tygodniami. Przy taśmie jest ciężej.

Co robiłeś w Anglii?

- Stałem na końcu procesu produkcyjnego warzyw, pakowałem i wrzucałem towar najpierw do boksów, a potem na palety.

Miałeś wtedy jeszcze nadzieję, że zagrasz w Ekstraklasie?

- Właśnie tak, mocną i głęboką nadzieję. Cały czas o tym myślałem. W mojej głowie toczyła się walka, pytałem siebie, co ja tu właściwie robię. Przecież to, co potrafiłem od dziecka to w zasadzie bieganie po boisku i zdobywanie bramek. To sprawiało, że nigdy nie zapomniałem o tym, iż chcę zostać zawodowym piłkarzem. Nawet przy taśmie.

Na warzywa możesz jeszcze patrzeć?

- No jasne! Jako profesjonalny piłkarz, jem ich sporo. Jest jednak jedno, do którego wciąż czuję wstręt.

Które?

- Seler naciowy. Mam z nim kłopot, intensywny ma ten zapach, a codziennie go pakowałem.

O Warcie mówi się, że to zespół wykuty problemami. Cała składa się z ludzi, którzy w życiu mieli pod górkę.

- Bo tak jest. W jakimś sensie ze mną jest podobnie. I większość z nas nie osiągnęła tego, co chciała i o czym marzy. To nas napędza, to nasze paliwo.

Mentalnie czujesz się mocny?

- Muszę być mocny mentalnie. W tym zawodzie jeśli nie jesteś, to cię zjedzą.

Macie w Warcie świadomość, jaka otacza was sympatia ludzi? Chyba w całej Polsce.

- Chyba mamy, czujemy ją. Sympatia może wynikać stąd, że my się nie poddajemy, nie odstawiamy nóg. Jeśli brakuje umiejętności, nadrabiamy wolę walki i zaangażowaniem. Ludzie to lubią.

Rozmawiał Radosław Nawrot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje