Reklama

Reklama

PKO Ekstraklasa. Warta chce odczarować stadion w Grodzisku

Piłkarze Warty Poznań chcą w końcu odczarować swój stadion w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie zdobyli zaledwie jeden punkt. "Nas to bardzo denerwuje, gdy słyszymy radość za ścianą i musimy przełykać gorycz porażki - przyznał trener beniaminka Piotr Tworek.

Warciarze w dziewięciu kolejkach zdobyli 10 punktów, ale zaledwie jeden na własnym boisku. Statystyka meczów w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie "zieloni" rozgrywają spotkania w roli gospodarza, jest fatalna. Podopieczni Tworka nie zdobyli tam nawet bramki. Szansa na przełamanie złej passy będzie w sobotę w pojedynku z Wisłą Kraków.

- Wiem doskonale, że brakuje nam zwycięstwa i bramki u siebie. Usilnie nad tym pracujemy, aby to zmienić. Analizowaliśmy dokładnie te mecze w Grodzisku i jest taki jeden punkt, który się powtarza. W "delegacji", czy w meczach, w których pierwsi strzelamy bramkę, wygrywamy. Uważam, że tu jest przyczyna tego, że nie potrafimy wygrać meczu. Zresztą w całej ekstraklasie tak zwykle jest, że zespół obejmując prowadzenie, zwykle je dowozi do końca - powiedział Tworek na konferencji prasowej.

Reklama

Jak dodał, w poprzednim sezonie, gdy Warta grała w pierwszej lidze, grodziski stadion był niemal twierdzą. Teraz jest zupełnie odwrotnie.

- Pracujemy nad tym, żeby nasi rywale przyjeżdżając do Grodziska, nie czuli się jak u siebie. Nas to bardzo denerwuje, gdy słyszymy radość za ścianą i musimy przełykać gorycz porażki. W pierwszej lidze nie byliśmy do tego przyzwyczajeni, ponieważ to my, jako gospodarz, częściej wygrywaliśmy mecze. To nas boli i chcemy to zmienić. Staram się jednak nie klasyfikować meczów na te u siebie i na wyjeździe, bo w końcowym rezultacie będą się liczyć punkty zdobyte wszędzie - zauważył.

W przerwie reprezentacyjnej Tworek miał praktycznie wszystkich zawodników do dyspozycji i mógł poświęcić dużo czasu na poprawę tych elementów, które zawodziły.

- Fakt braku zwycięstwa i bramki w meczach u siebie wywołuje u nas trenerów chęć dodatkowej pracy nad elementami, które zawodzą. Staramy się, żeby pojawiły się automatyzmy w naszej grze. Jeśli chcemy strzelić bramkę, tych dośrodkowań, wejść w pole karne, decyzyjności i wykończenia akcji musi być znacznie więcej. Potrzebujemy większej powtarzalności - tłumaczył.

Najbliższy rywal poznaniaków - Wisła Kraków też lepiej spisuje się na boiskach rywali. W ostatnim meczu w Bełchatowie zatrzymała lidera ekstraklasy Raków Częstochowa (0:0).

- Tak się utarło, że to zwykle gospodarz prowadzi grę, dominuje w posiadaniu piłki, a drużyna na wyjazdach stosuje różne taktyki. Czasami atakuje wysokim pressingiem lub czeka, co zrobi przeciwnik. Wisła, gdy jest zmuszona do gry w ataku pozycyjnym, "nadziewa" się na kontry i traci bramki. My jednak analizowaliśmy Wisłę całościowo, jak budują grę, jak wykańczają akcje, czy w końcu - jak się ustawiają przy stałych fragmentach gry. Wisła ma duże umiejętności, patrząc na personalia, to dobrze zbilansowany zespół. Gdy nabiera pewności siebie, zaczyna grać. Natomiast, gdy wybije się ją z rytmu, jak to uczyniła Lechia Gdańsk, traci wówczas swoją wartość. Szukamy słabszych stron i postaramy się w nie uderzyć - podkreślił.

Szkoleniowiec pytany, czy obecny dorobek punktowy jest dla niego zadowalający, odparł:

- Jesteśmy na 10. pozycji w tabeli. Myślę, że w analizach przed startem rozgrywek nikt nie zakładał, że Warta będzie w tym miejscu, w którym jest. Nie liczymy zdobyczy punktowych, jesteśmy ambitni i będziemy starali się poprawić to, co mamy. Ogromnym handicapem byłyby zwycięstwa u siebie, to dałoby nam taki skok motywacyjny i mentalny - podsumował.

Spotkanie Warty z Wisłą rozegrane zostanie w sobotę o godz. 20. 

Zobacz więcej doniesień o Ekstraklasie

Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL