Reklama

Reklama

Derby dla Lecha, "Kolejorz" o krok od mistrzostwa Polski!

Po kiepskim meczu Lech Poznań pokonał w derbach Wartę 2-1 i już dziś może zostać mistrzem Polski. Stanie się tak, jeśli Raków nie wygra w Lubinie. A jeśli wygra, to Lechowi wystarczy zwycięstwo w ostatniej kolejce w starciu ze wspomnianym Zagłębiem.

Derby Poznania zaczęły się od niezwykle miłej, choć trochę niespodziewanej uroczystości. Karierę kończył Łukasz Trałka, któremu kontuzja nie pozwoliła normalnie grać w dwóch ostatnich spotkaniach sezonu. Wyszedł na boisko z opaską kapitańską, ale piłka od razu została wybita, a 38-letni zawodnik zszedł boiska między szpalerem ustawionym przez oba zespoły. Dostał jeszcze pamiątkowe koszulki w antyramach od prezesów obu klubów i... na tym uprzejmości się skończyły.

Reklama

Derby Poznania. Mocny początek Warty

 Lech był zdecydowanym faworytem tego spotkania, potrzebował zwycięstwa, by nadal mieć wszystko w swoich nogach w kontekście walki o mistrzostwo Polski. Warta znalazła się w nietypowej sytuacji - już się utrzymała w lidze, większość sympatyków futbolu w Poznaniu życzyło więc jej... porażki. Tymczasem trener Dawid Szulczek ani myślał ułatwiać lokalnemu rywalowi sprawy - posłał do boju najmocniejszy na ten moment skład, który w imponujący sposób zaczął to spotkanie. Już w 8. minucie Warta przeprowadziła akcję, w której wykorzystała dwa błędy Lecha. Najpierw źle zachował się Pedro Rebocho, ale to jeszcze nie było kluczowe.  Decydująca okazała się interwencja spóźnionego bramkarza Mickeya van der Harta, który nie zdążył dotknąć piłki przed Milanem Corrynem, a Belg przewrócił się o ręce rywala. Z karnego gola dla Warty zdobył Michał Kopczyński - już po raz drugi w ostatnim czasie.

Derby Poznania. Lech odpowiedział, Warta asystowała

Lech był po starcie gola trochę oszołomiony, nie spodziewał się takiego rozwoju akcji. Chwilę przed tym rzutem karnym niezły strzał z dystansu oddał Mikael Ishak, ale później goście niczego nie potrafili wykreować. Aż do 20. minuty, gdy Jakub Kamiński huknął z prawej strony w boczną siatkę, a część kibiców, wśród których zdecydowanie przeważali ci wspierający Lecha, krzyknęła "Jest!!!". Na wyrównanie trzeba było jednak czekać kolejne dwie minuty, a duży udział przy pięknym golu João Amarala mieli jednak gracze Warty. Po dośrodkowaniu Jakuba Kamińskiego piłkę przed siebie wybił Mateusz Kupczak, ale dobrze, do Miłosza Szczepańskiego. Piłkarz wypożyczony z Lechii zupełnie się jednak pogubił - zagrał do tyłu, do rywala. A z okazji skorzystał Amaral - przymierzył w samo okienko bramki Jędrzeja Grobelnego i było 1-1.

Derby Poznania. Gol dla Lecha w doliczonym czasie

Spotkanie w Grodzisku Wlkp. nie było wybitne. Widać było, że Lechowi bardzo zależy na zwycięstwie, ale ciężko mu było przejść zasieki postawione przez Wartę. "Zieloni" szukali kontrataków, ale większego zagrożenia nie potrafili już stworzyć. Lechowi w jego akcjach też czegoś brakowało. Groźnie zrobiło się w 30. minucie, gdy Dawid Kownacki kopnął w klatkę piersiową młodego bramkarza Warty. Dostał za to żółtą kartkę, a rywalom "groziła" podwójna zmiana, bo Grobelny był jedynym ich młodzieżowcem. I dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy, w czwartej doliczonej minucie, Lech dopiął swego. Po rzucie rożnym Jakub Kiełb wybił piłkę za pole karne, ale Pedro Rebocho wbił ją z powrotem w szesnastkę. A przed bramką sam był Ishak, który nie dał szans Grobelnemu. - Mistrz, mistrz, "Kolejorz" - krzyknęli kibice na stadionie w Grodzisku.

Derby Poznania. Status quo w drugiej połowie

Jeśli pierwsza połowa nie była zbyt atrakcyjna, to drugą można już nazwać wybitnie nudną. Lech kontrolował boiskowe wydarzenia, miał przewagę, ale nie stwarzał groźnych sytuacji. Nie podejmował wielkiego ryzyka, bo miał to, po co przyjechał do Grodziska. Nie była to jednak dla lidera Ekstraklasy sytuacja komfortowa, bo nawet jedna przypadkowa sytuacja dla Warty, jak ta z 8. minuty, mogła odmienić losy mistrzowskiego tytułu. Tyle że "Zieloni" nie mieli zbyt wielu atutów, Lech nie dopuszczał ich przed swoje pole karne. Jeden celny strzał oddał w 71. minucie Frank Castañeda, ale dokładnie tam, gdzie stał van der Hart. Lepsze było kwadrans wcześniej wcześniej uderzenie Dawida Kownackiego, bo mocniejsze. Dopiero w 81. minucie Ishak wyszedł sam na sam z Grobelnym, ale spudłował z dość ostrego kąta.

I tak się ten mecz zakończył - Lech dopiął swego, Warta albo nie wiedziała jak zaryzykować, albo po prostu nie chciała.

Warta Poznań - Lech Poznań 1-2 (1-2)

Bramki: 1-0 Michał Kopczyński 10. z karnego, 1-1 Joao Amaral 22., 1-2 Mikael Ishak 45. +4

Warta: Grobelny - Grzesik, Trałka (2. Kopczyński), Szymonowicz (46. Pawłowiec), Ivanov Ż, Kiełb (90. +1 Jakóbowski) - Szczepański (61. Papeau), Kupczak, Luis, Castañeda - Corryn (61. Mäenpää Ż).

Lech: van der Hart - Pereira, Milić, Šatka, Rebocho - Murawski, Karlström Ż (83. Kwekweskiri) - Kownacki Ż (77. Ba Loua), Amaral (83. Ramirez), Kamiński - Ishak.

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).

Widzów: 4820.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy