Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (27 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (23 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (22 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (20 pkt.)
  • 6 .Cracovia (17 pkt.)
  • 7 .Radomiak (16 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (16 pkt.)

Tadeusz Pawłowski: Nadzieją polskiej piłki nożnej jest młodzież

Tadeusz Pawłowski przez ostatnie 30 lat grał, a następnie pracował jako trener w Austrii. Dwa miesiące temu został szkoleniowcem występującego w ekstraklasie Śląska Wrocław. - Mamy utalentowaną młodzież, ale trzeba pomóc jej się rozwinąć - powiedział.

PAP: Jedna z opinii, jaką słyszałem po ostatniej kolejce ekstraklasy brzmiała: gdybyśmy mieli normalną ligę, to po 30 seriach zakończylibyśmy sezon i zaczęli przygotowania do mistrzostw świata w Brazylii. Zgadza się Pan z tym?

Tadeusz Pawłowski: - Teraz mamy kwiecień, a więc normalnie trzeba byłoby jeszcze i tak grać. Ja miałem i mam inną wizję rozgrywek ligowych w Polsce. Moim zdaniem liga powinna pozostać w takiej formule, jak była dotychczas, czyli każdy z każdym gra mecz oraz rewanż i na tym koniec. A jeżeli się chciało wydłużyć sezon, czy zwiększyć liczbę meczów, powinny na przykład dojść inne rozgrywki, które by pozwalały wpuszczać i ogrywać młodych zawodników. To może być Puchar Ligi. Coś o mniejszym ciężarze gatunkowym. Dzięki temu meczów byłoby więcej, a zarazem można by było ogrywać i wprowadzać odważniej do zespołów wychowanków. I chyba o to nam chodzi, a nie o to, aby tu grali przeciętni zawodnicy z innych krajów.

Reklama

Czyli nie podoba się Panu reforma ekstraklasy?

- Nie patrzę na to w ten sposób. Jeżeli piłkarskie władze przyjęły taką formułę, to ja ją akceptuję i realizuję. Nie mam myślę - co by było, gdyby było. Przyjmuję, że jest reforma i do tego się dostosowuję. Ale swoje przemyślenia mam.

Przyznał Pan po przyjściu do Śląska Wrocław, że śledził Pan polską ekstraklasę. Miał Pan pewne swoje spostrzeżenia i oczekiwania. Czy zbiegły się one z rzeczywistością?

- Jeżeli chodzi o sam Śląsk, to tak. Wiedziałem, że może być nerwowo i było.

Chodzi o całą ligę?

- Liga jest bardzo wyrównana. Problemem naszej ligi, ale także reprezentacji, jest atak pozycyjny. Większość drużyn gra tym samym systemem, czyli na kontrę. Na pierwszym miejscu jest zabezpieczenie własnej bramki, a potem jest kontratak. Czeka się na błąd przeciwnika. W tej chwili tendencja w światowym futbolu jest taka, aby zdominować rywala. Tak grają wszystkie drużyny z najwyższego poziomu i tak się uczy grać już grupy młodzieżowe. Nie czekamy, co zrobi rywal, ale chcemy go zdominować. Samemu trzeba wziąć w swoje ręce przebieg meczu. Tu mamy duże braki w stosunku do światowej piłki nożnej.

Spędził Pan długie lata w Austrii, ale miał też kontakt z piłką nożną w Szwajcarii. W obu tych krajach Euro było impulsem do rozwoju piłki nożnej. U nas nic takiego nie nastąpiło.

- Problem polega na tym, że organizacja Euro nie była poparta rozwojem szkolenia młodzieży. W Austrii i Szwajcarii przy okazji organizacji mistrzostw powstały projekty Euro 2008, które polegały na przygotowaniu systemu szkolenia podporządkowanego pod mistrzostwa. Polska jest chyba jednym z nielicznych krajów w Europie, gdzie nie ma opracowanego centralnego systemu szkolenia młodzieży. To się pomału zmienia i jest coraz lepiej, ale zaległości są duże. PZPN powinien mieć przegląd szkolenia naszej młodzieży i powinien mieć wpływ na jej szkolenie. W Polsce są tysiące akademii piłkarskich, ale nikt ich nie kontroluje i każdy robi w nich, co chce. Miałem bardzo duży kontakt z piłką niemiecką, austriacką oraz szwajcarską i wiem, jak tam to wygląda. W Szwajcarii każdy klub ma swoją kategorię. Są więc kluby kategorii A, B, C i D. Te kluby z niższych kategorii oddają swoją najzdolniejszą młodzież do tych z kategorii wyższych, bo tam są lepsze warunki do szkolenia. To jest naturaln e i nikt się nie buntuje. W Austrii jest tylko 12 ekskluzywnych akademii piłkarskich, gdzie trenerzy mają narzucony przez krajowy związek program szkolenia. To daje efekt. Szwajcarzy niedawno zdobyli w kategorii U-17 mistrzostwo świata, a młodzi uzdolnieni austriaccy piłkarze zaraz są wychwytywani i ściągani do Niemiec. W ostatnich trzech latach sam Bayern Monachium podpisał kontrakt z sześcioma takimi zawodnikami. U nas na Euro powstały piękne stadiony, drogi i na tym koniec. Sama popularyzacja piłki nożnej została jednak przespana.

Gdyby zadzwonili z PZPN z prośbą, aby Pan coś doradził, podzielił się swoimi spostrzeżeniami...

- Bardzo chętnie pomogę. Polska dała mi wykształcenie, tu skończyłem studia, tu się nauczyłem grać w piłkę. Później przez wiele lat pracy miałem styczność z międzynarodowym futbolem i miałem możliwość porównania najlepszych klubów w Europie. Tak się rozwijałem. Zrobiłem licencję UEFA Pro, ale mam też chyba jako jedyny polski trener licencję UEFA Junior. To najwyższy możliwy poziom wyszkolenia, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży. Aby ją zdobyć, musiałem tyle samo czasu poświęcić na naukę i szkolenia, co przy licencji UEFA Pro. Mogę chętnie pomóc swoją radą.

Pesymiści twierdzą, że nie ma szans, aby polska piłka nożna szybko się odrodziła, bo dystans między polską ekstraklasą, a najlepszymi ligami w Europie jest coraz większy.

- Nadzieja jest w młodzieży i trzeba stworzyć takie warunki, aby się jak najlepiej ta młodzież rozwijała. Mamy utalentowanych młodych piłkarzy, ale oni się nie rozwijają na tyle, na ile by mogli. Szkolenie młodego piłkarza trwa około ośmiu lat i on powinien być w tym okresie pod okiem specjalistów z rożnych dziedzin. Poza tym, powinno być dokładnie określone, co dany chłopak musi w danym wieku umieć. To musi być dokładnie dopracowane. Ale sam program i talent młodego gracza to jeszcze mało. Ważny jest trener. On nie powinien pracować na uczelni czy jeździć taksówką, a w wolnym czasie jeszcze trenować młodych zawodników. Tak się nie da dobrze pracować. Musimy tym młodym chłopcom dać najlepsze szkolenie, aby ich talent się odpowiednio rozwinął. W Szwajcarii planuje się kariery młodym zawodnikom, uczy się ich języków obcych oraz radzi, jak inwestować zarobione pieniądze. W mojej akademii w Austrii był też psycholog, który przyglądał się zawodnikom nawet podczas treningów i gdy tylko zauważył jakieś problemy, to reagował, rozmawiał i pomagał. Tu nie można iść na skróty, bo daleko się nie zajdzie.

Mistrzem Polski będzie w tym sezonie...

- Tak się potoczyły rozgrywki, że mistrzem będzie Legia, drugie miejsce zajmie Lech, a trzecie ... nie wiem kto.

A spadnie ...

- W grupie mistrzowskiej są trzy, a może nawet cztery zespoły, które w obecnej formie, grając w grupie B, pewnie walczyłyby o utrzymanie. A kto tak naprawdę spadnie? Nie chcę nikogo wymieniać, ale wiem, że na pewno nie spadanie Śląsk.

To na koniec - proszę powiedzieć, skąd taki optymizm u Pana. Mówi Pan, że mecz można wygrać, zremisować, ale nie mówi, że przegrać.

- Nauczyłem się tego za granicą. Tam dużo uwagi zwracają na pozytywne myślenie. Na wszystkich szkoleniach trenerów, w których uczestniczyłem, a spotykałem się tam ze szkoleniowcami z najwyższej półki, podkreślano, że bardzo ważną rzeczą jest optymizm i wiara w siebie. Jako trener chcę to zaszczepić w drużynie. Bardzo ważnym elementem jest też mowa ciała. Jak spojrzę na zawodnika, widzę, czy on ma problemy, czy tych problemów nie ma. Wiele mi już osób stąd mówiło, że ja jestem człowiekiem z innej planety. Dziwią się, że wciąż jestem uśmiechnięty, grzeczny i nie narzekam. Tak funkcjonuje od wielu lat i dobrze mi z tym.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje