Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Śląsk Wrocław. Rok Elsner: Od początku wierzyłem w tytuł

Słoweński piłkarz, Rok Elsner, dokładnie osiem lat temu - 6 maja 2012 roku - zdobył bramkę na wagę mistrzostwa Polski dla Śląska Wrocław. W rozmowie z Interią 34-latek wraca do tamtego dnia z wielkim sentymentem.

Maciej Słomiński, Interia: Wywodzisz się ze znanej piłkarskiej rodziny. Istniała w ogóle opcja, żebyś nie został piłkarzem?

Rok Elsner, mistrz Polski ze Śląskiem Wrocław AD 2012: - Mój dziadek, Branko, był trenerem, prowadził m.in. reprezentację Austrii. Mój ojciec z kolei świetnie grał w piłkę w Jugosławii, zdobył m.in. z reprezentacją brązowy medal olimpijski w Los Angeles w 1984 roku i mistrzostwo kraju z Crveną Zvezdą w tym samym roku. Oczywiście od urodzenia liczyła się tylko piłka, próbowałem innych sportów, ale futbol był zawsze na pierwszym miejscu. Zacząłem treningi w wieku 4,5 roku, we francuskiej Nicei, gdzie grał mój tata. Do dziś mi się nie znudziło!

Reklama

W grudniu 2010 roku podpisałeś kontrakt ze Śląskiem Wrocław.

- Szczerze mówiąc, początkowo niewiele wiedziałem o Polsce, gdy w grudniu 2010 roku podpisywałem umowę. Nie bardzo wiedziałem, w co się pakuję (śmiech). Na szczęście dobrzy ludzie, w tym Vuk Sotirović, zaraz zabrali mnie na Rynek. Do dziś uważam Wrocław za jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie odwiedziłem. Jeśli chodzi o stronę sportową, na półmetku, gdy przyszedłem, Śląsk zajmował miejsce w środku tabeli. Na wiosnę graliśmy bardzo skutecznie i ostatecznie zdobyliśmy wicemistrzostwo kraju.

Wicemistrz celował w mistrzostwo w kolejnym sezonie?

- Pod koniec sezonu 2010/11 wygraliśmy wiele meczów, 

Wspomniałeś o Sotiroviciu, ale wasza bałkańska kolonia we Wrocławiu była większa.

- To na pewno pomogło. Był Vuk, Amir Spahić, Ljubisza Vukelja, który nie otrzymał wielu szans, ale trzymaliśmy się razem, byliśmy blisko. Potem przyszedł jeszcze mój rodak Dalibor Stevanović...

...notorycznie wybierany graczem meczu przez widzów Canal Plus.

- No tak, dobry zawodnik (śmiech). Mieliśmy dobrą ekipę nie tylko bałkańską. Słowacki bramkarz Marian Kelemen, argentyński napastnik Cristian Diaz. Wszyscy dobrzy piłkarze i dobrzy ludzie.

Sezon przebiegał pod znakiem przygotowań Polski do Euro 2012 i powstawania nowych stadionów. Mieliście okazję otworzyć obiekt we Wrocławiu, ligowym meczem z Lechią.

- Po to się gra w piłkę, by zagrać przy ponad 40 tysiącach widzów, przy jupiterach. Piłkarzowi o wiele lepiej gra się na pełnym obiekcie, motywacja wtedy jest większa. Niezapomniane przeżycie. Pamiętam ten mecz, wygraliśmy 1-0 po golu Johana Voskampa. Nie był to nasz najlepszy występ, ale wynik poszedł w świat. W ogóle w tamtym sezonie nie graliśmy pięknej piłki, ale wygrywaliśmy, a przecież o to chodzi w tej zabawie.

Byliście liderem podczas zimowej przerwy w rozgrywkach. Jednak na wiosnę zaliczyliście falstart.

- Polegliśmy 0-4 z Legią u siebie, ale trzeba pamiętać że warszawska drużyna jest zawsze bardzo silna. Sezon ligowy to nie tylko jeden mecz, są różne jego fazy. Nie byliśmy w dobrej formie na początku roku, ta wysoka porażka u siebie to był trudny moment, ale dzięki temu, że byliśmy drużyną, udało nam się otrząsnąć. Dziś nikt już nie pamięta o poszczególnych meczach, otwieramy internet: Śląsk Wrocław, mistrz Polski 2012.

Kto był liderem tamtej szatni Śląska?

- Naszą siłą było to, że mieliśmy wielu liderów, na boisku i poza nim. Oczywiście kapitan Sebastian Mila był jednym z nich, poza tym Kelemen, Kaźmierczak, Celeban, doświadczeni gracze. Ważnymi postaciami byli piłkarze pochodzący z Wrocławia jak Sztylka czy Wołczek.

Ostatni mecz sezonu, z Wisłą Kraków, przesądził o mistrzostwie dla Śląska.

- Wiedzieliśmy, że nasz los jest w naszych rękach. Przez kilka ostatnich dni przed meczem nikt nie musiał nic mówić. Wiedzieliśmy, że czeka nas najważniejszy mecz w historii klubu.

Tuż po przerwie meczu w Krakowie zdobyłeś decydującego gola.

- Nie liczyłem, ale w tamtym sezonie Sebastian Mila musiał mieć więcej niż 10 asyst z rzutów różnych i wolnych. Wtedy Mila doskonale dośrodkował jak zawsze. No dobrze, prawie zawsze (śmiech). Wcześniej powiedział mi, żebym stanął przed Cezarym Wilkiem, graczem Wisły. Krakowski bramkarz trochę się zdrzemnął, znalazłem się we właściwym miejscu i zdobyłem głową gola. Nie była to najpiękniejsza bramka w mojej karierze, miałem trochę szczęścia, ale to dziś nieistotne. W ten sposób zapisałem się w historii Śląska Wrocław.

Prowadzący wtedy zespół Orest Lenczyk jest znany z nietypowych metod treningowych.

- Faktycznie, nie spotkałem się z takim treningiem nigdzie indziej. Ale moim zdaniem zawodnicy nie powinni oceniać trenera, tak zostałem wychowany. Może dlatego, że pochodzę z piłkarskiej rodziny? W piłce nożnej najważniejsza jest tabela, czy jesteś pierwszy, drugi czy trzeci. Jak do tego doszedłeś, jest mniej istotne. Zdobyliśmy mistrzostwo, potem Superpuchar, nieźle graliśmy w Europie. Trening może nietypowy, ale wolę takie zajęcia, a potem trofeum, niż mieć typowy trening i przegrywać mecze.

Masz kontakt z zawodnikami z tamtej mistrzowskiej ekipy?

- Często rozmawiamy przez telefon, szczególnie w rocznicę zdobycia tytułu. Ciężko się jest spotkać, każdy rozjechał się w swoją stronę.

Ty chyba "rozjechałeś się" najbardziej - jeśli dobrze liczę, grałeś w piłkę w dziesięciu krajach. Francja, Niemcy, Słowenia, Norwegia, Polska, Grecja, Kuwejt, Bośnia, Chiny, ostatnio Oman. W którym z tych państw najlepiej ci się grało? Jaki jest twój największy sukces w karierze?

- Na pewno tytuł mistrzowski ze Śląskiem. A zwycięski gol z Wisłą był najważniejszym w mojej karierze. Niesamowite przeżycie, którego nikt nie zabierze. Cieszę się, że przyczyniłem się do tego, że słoweńscy piłkarze mają dobrą markę w Polsce.

Co robisz obecnie?

- W roku 2019 zdobyłem tytuł wicemistrza Omanu, dobrze mi się tam żyło, słońce i plaża, niczego nie brakowało. Wróciłem w styczniu do domu, do Słowenii. Czekam na lato, wówczas będę się rozglądał za nowym klubem. Jeśli nie znajdę nic ciekawego, może zostanę piłkarskim agentem? Jak wspomniałeś, grałem w wielu krajach, mam wiele kontaktów. Mój brat, Luka, jest trenerem francuskiego klubu Amiens, tak że też zna wielu ludzi w środowisku. 

Rozmawiał Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy