Reklama

Reklama

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 0-1 w 12. kolejce Ekstraklasy

Niewykorzystane sytuacje się mszczą? Nie tym razem. Korona Kielce zmarnowała we Wrocławiu mnóstwo okazji, a mimo to pokonała Śląsk 1-0 w meczu 12. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą? Nie tym razem. Korona Kielce zmarnowała we Wrocławiu mnóstwo okazji, a mimo to pokonała Śląsk 1-0 w meczu 12. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Śląsk nie wygrał w lidze od 12 września, Korona od sierpnia... nie strzeliła nawet gola. Przed piątkowym spotkaniem trenerzy Tadeusz Pawłowski i Marcin Brosz mieli więc o czym myśleć.

Po kwadransie gry bliscy prowadzenia byli goście. Z rzutu rożnego z lewej strony dośrodkował Łukasz Sierpina, a Radek Dejmek efektownym strzałem głową pomylił się o niecały metr.

W 33. minucie groźnie zrobiło się przed bramką Korony. Kamil Biliński strzelał z ostrego kąta, ale Zbigniew Małkowski nie dał się zaskoczyć.

Reklama

Chwilę później sędzia Paweł Gil podyktował rzut karny dla gości, gdy w walce w powietrzu Flavio Paixao przypadkowo dotknął piłkę ręką. Airam Cabrera pewnie wykonał jedenastkę i Korona przełamała niemoc strzelecką.

Kielczanie poszli za ciosem i do przerwy powinni gromić Śląsk 5-0! Najpierw Sierpnia przegrał pojedynek z Mariuszem Pawełkiem po błędzie Adama Kokoszki. Z bramkarzem Śląska nie poradził sobie także Bartłomiej Pawłowski. Cabrera trafił w poprzeczkę, a piłkę po strzale głową Nabila Aankoura wybił z linii bramkowej Dudu.

Równo z gwizdkiem na przerwę gości uciszył Flavio, ale tylko na chwilę, bo jego gol słusznie nie został uznany. Spalony! Wcześniej w słupek trafił Tomasz Hołota, a Flavio dobijał jego strzał.

Pięć minut po przerwie kolejną znakomitą okazję dla Korony zmarnował Pawłowski. Za długo zwlekał ze strzałem i został zablokowany przez wracających obrońców. Ten sam zawodnik był bliski szczęścia chwilę później, gdy piłka po jego uderzeniu musnęła spojenie.

Śląsk bliski wyrównania był w 80. minucie. Po rzucie wolnym Dudu Małkowski fatalnie wypluł piłkę przed siebie, lecz Kamil Biliński posłał ją wysoko nad bramką.

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 0-1 (0-1)

Bramka: 0-1 Airam Cabrera (35. z karnego)

Żółte kartki - Śląsk Wrocław: Krzysztof Danielewicz, Dudu Paraiba, Mariusz Pawelec.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 5 580.

Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek - Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Adam Kokoszka (60. Marcel Gecov), Dudu Paraiba; Paweł Zieliński, Tomasz Hołota, Krzysztof Danielewicz (60. Michał Bartkowiak), Jacek Kiełb (73. Peter Grajciar) - Flavio Paixao, Kamil Biliński.

Korona Kielce: Zbigniew Małkowski - Vladislavs Gabovs, Radek Dejmek, Maciej Wilusz, Kamil Sylwestrzak - Bartłomiej Pawłowski (66. Tomasz Zając),  Nabil Aankour (69. Aleksandrs Fertovs), Rafał Grzelak, Vlastimir Jovanović, Łukasz Sierpina - Airam Cabrera (81. Paweł Sobolewski).

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Po meczu powiedzieli:

Marcin Brosz (trener Korony): - Pierwszą połowę możemy podzielić na dwa etapy. W pierwszym oba zespoły wzajemnie się kontrolowały, czekały co się wydarzy i kto się pierwszy otworzy. Drugi etap to bardzo dobry moment mojego zespołu, w którym jedynym minusem była nasza nieskuteczność. Było tempo, łatwość dochodzenia do sytuacji oraz ilość sytuacji i to mnie cieszy. Martwić może skuteczność, ale biorąc pod uwagę, że nadal pracujemy nad pewnymi elementami, nie mam pretensji do mojego zespołu. Druga połowa to był inny mecz. My się skoncentrowaliśmy na kontrach i mogliśmy już na początku zdobyć drugiego gola. Końcówka to były nerwy. Przy takiej pogodzie, ilości wody, Zbyszek Małkowski w bramce i nasi obrońcy musieli do końca być czujni. Spisali się dobrze, bo Śląsk nie miał zbyt wielu sytuacji.

Tadeusz Pawłowski (trener Śląska): - Uważam, że mój zespół nie dał sobie rady z drużyną, która nastawiła się na kontrę. Atak pozycyjny nie był dzisiaj naszą najsilniejszą stroną. Dużo też było strat w wykonaniu dwóch środkowych obrońców, co wprowadzało dodatkową nerwowość. Co do karnego, trzeba to na spokojnie zobaczyć. W końcówce mieliśmy przewagę, byliśmy przy piłce, ale było za dużo chaosu. Zaczęliśmy grać długą piłkę, a to przecież nie nasza gra. Gratuluję Koronie, bo wygrała zasłużenie mecz. Razem remisujemy, razem wygrywamy i przegrywamy. Nie mamy klasowych zawodników, którzy w trudnych chwilach, takich jak dzisiaj, wzięliby ciężar gry na siebie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL