Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (22 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (17 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Śląsk - Pogoń 1-1. Obaj trenerzy: Remis sprawiedliwy

Obaj trenerzy - Tadeusz Pawłowski ze Śląska Wrocław i Jan Kocian z Pogoni Szczecin zgodzili się, że remis 1-1 w bezpośrednim starciu 17. kolejki Ekstraklasy nie krzywdzi żadnej z drużyn.

Jan Kocian (trener Pogoni): - Zagraliśmy dobry mecz. Oba zespoły do końca walczyły o zwycięstwo i to mogło się podobać kibicom. W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie i nie dlatego, że zdobyliśmy gola, ale także dlatego, że nie pozwoliliśmy Śląskowi wypracować sobie żadnej sytuacji bramkowej.

Reklama

- Druga połowa w defensywie w naszym wykonaniu było dobra, ale brakowało jakości w ofensywie. Śląsk miał przewagę i pachniało dla nich golem. I się stało. Końcówka była bardzo dramatyczna, bo Śląsk mógł zdobyć bramkę, ale my też mieliśmy szansę przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

- Można powiedzieć, że ten remis jest sprawiedliwy. Szanujemy ten punkt, bo Śląsk to bardzo silna drużyna i ciężko się tu we Wrocławiu gra, a nam się udało zremisować. Teraz czekamy już na ciężki mecz z Koroną Kielce.

Tadeusz Pawłowski (trener Śląska): - Ogólnie rezultat sprawiedliwy. Zaczęliśmy mecz bardzo dobrze, ale po naszych błędach straciliśmy bramkę. Piotrek Celeban złamał linię, ale lepiej też mogli się zachować Mariusz Pawelec i Tom Hateley.

- Druga połowa była zdecydowanie lepsza w naszym wykonaniu. Było więcej ruchliwości, więcej akcji i to mogło się podobać kibicom. My nigdy nie kalkulujemy i zawsze gramy do przodu i walczymy o zwycięstwo. Zdobyliśmy dzisiaj punkt i jesteśmy coraz bliżej osiągnięciu naszego celu, czyli zapewnieniu sobie miejsca w pierwszej ósemce, chociaż oczywiście myślimy o walce o medale. 

- Nie przez przypadek nas wszyscy chwalą, bo nasza gra może naprawdę się podobać. Kiedy wróci Marco Paixao, będziemy jeszcze groźniejsi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje