Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Sebastian Mila: Niech mistrzem będzie Legia Warszawa

"Dla dobra polskiej piłki mistrzem kraju powinna zostać Legia Warszawa" - przyznał w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej kapitan Śląska Wrocław Sebastian Mila. Szans swojej drużyny, po słabej jesieni, upatruje w reformie ligi i redukcji punktów o połowę po 30 kolejkach.

Od powrotu do ekstraklasy w 2008 roku Śląsk jeszcze nigdy po rundzie jesiennej nie był w ligowej tabeli tak nisko, czyli na 13. miejscu. Czeka was ciężka wiosna, zwłaszcza, że po reformie rozgrywek celem minimum jest znalezienie się w czołowej ósemce po sezonie zasadniczym...

Sebastian Mila: Był kiedyś taki sezon, jeszcze za czasów trenera Ryszarda Tarasiewicza, kiedy na trzy kolejki przed końcem groził nam spadek. Musieliśmy wygrać z Piastem Gliwice oraz Odrą Wodzisław, a mieliśmy jeszcze mecz z Arką Gdynia. Później przyszły sukcesy, a teraz znowu znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Nie zamierzam jednak ubolewać i narzekać. Każdy zespół dopada kiedyś kryzys i teraz dopadł nas. Wierzę, a nawet jestem pewien, że wiosną będziemy grali już na naszym normalnym, czyli wysokim poziomie. To jednak nie oznacza, że znajdziemy się znowu na podium.

Reklama

Myśli pan, że może Śląska zabraknąć w pierwszej ósemce?

- Będzie bardzo ciężko. Nie ukrywam, że trochę wymknęło się to nam spod kontroli. Nie tylko mamy mniej meczów do rozegrania, to jeszcze czekają nas pojedynki z takimi zespołami, jak Lech Poznań czy Legia Warszawa. Pozostaje wierzyć, że będzie dobrze i prosić, by kibice trzymali za nas kciuki.

Dlaczego tak się dzieje, że po dobrym okresie każdy zespół musi dopaść kryzys?

- Nie ma na to odpowiedzi, bo gdyby była, drużyny nie przeżywałyby dużych wahań formy. Nie ma złotego środka, chyba, że takim jest posiadanie zespołu złożonego z 20 najlepszych piłkarzy świata. Ale nie wiem, czy to by coś dało. Taki jest futbol i dlatego m.in. jest piękny. Nawet grupa wybitnych graczy nie da gwarancji ciągłych sukcesów. Ze Śląska odeszło ostatnio dużo zawodników i to na pewno miało wpływ na naszą postawę. Podobnie jak zawirowania w klubie związane ze sprawami właścicielskimi.

Nie żałuje pan, że w czerwcu przedłużył umowę ze Śląskiem?

- Absolutnie nie, choć też miałem trudny okres. Początek sezonu był bardzo obiecujący, ale później zaczęły mi doskwierać różne problemy, a na sam koniec przytrafiła się kontuzja kolana. Ta runda była dla mnie przegrana, jeżeli chodzi o zdrowie. Gdybym był w pełni sił, na pewno moja dyspozycja byłaby lepsza. Teraz jednak wierzę, że po dobrze przepracowanej zimie, będzie to lepiej wyglądać.

Jak pan ocenia reformę ekstraklasy - podział punktów na pół i ligi na dwie grupy?

- Myślę, że z oceną musimy poczekać do zakończenia sezonu. Z perspektywy Śląska reforma jest ciekawa, bo nas ratuje. Normalnie nie mielibyśmy już żadnych szans na zajęcie miejsca dającego prawo gry w europejskich pucharach, a teraz jeszcze takie mamy. Będzie trudno, ale to możliwe. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć jednak na pytanie, czy to jest sprawiedliwe. My się cieszymy, bo pozostajemy w grze.

Jest ktoś w stanie przeszkodzić Legii Warszawa w zdobyciu mistrzostwa?

- Wydaje mi się, że ciężko komukolwiek będzie zagrozić Legii. To świetnie zarządzany klub. Nie oszczędza, a wręcz przeciwnie, cały czas inwestuje w zespół. Idzie pełną parą naprzód. Jeżeli ktoś ma wygrać ligę, to niech to będzie Legia, bo jest się od kogo uczyć. Poza tym z polskich klubów ma chyba w tej chwili największe szanse zaistnieć w Europie, co może pomóc całej naszej piłce. Pozostałe zespoły mogą bić się o srebro i brąz.

Tak krótkiego okresu przygotowawczego w zimie jeszcze chyba w naszej lidze nie było. Może to odegrać jakąś rolę w rundzie wiosennej?

- Czeka nas specyficzna zima, bo runda wiosenna nigdy wcześniej nie ruszała już w połowie lutego. Dlatego przygotowania powinny być inne niż zwykle. Jeżeli mocno się przyłoży, to później można nie zdążyć zregenerować sił przed startem ligi. Trzeba będzie uważać i trenerzy muszą to wszystko ogarnąć. Dla wszystkich to pewna nowość. Mnie akurat podoba się, bo okres przygotowawczy jest krótki i intensywny. Długie przygotowania były bez sensu i marnowaliśmy tylko czas. Trenowaliśmy na zmrożonych boiskach i kartofliskach, a to się mija z celem.

Rozmawiał Mariusz Wiśniewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje