Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (8 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)

Ekstraklasa: Śląsk Wrocław - Lech Poznań 2-0

Śląsk Wrocław nie potrzebował trenera Stanislava Levy’ego na ławce rezerwowych by pokonać Lecha Poznań. Gole Tomasza Hołoty i Marco Paixao dały wrocławianom wygraną 2-0.

To dopiero drugie zwycięstwo Śląska w tym sezonie ligowym, ale niezwykle cenne, bo odniesione w starciu z rywalem, który też ma w planach walkę o podium. Lech przegrał po raz drugi na wyjeździe w taki sam sposób - poprzednio w Krakowie z Wisłą. Gospodarze wykorzystali fatalne błędy obrony Lecha. Sami popełnili ich nawet więcej, ale rywale z Poznania nie potrafili ich wykorzystać.

Reklama

Początek meczu nie był zbyt obiecujący - piłkarze mieli problemy z przyjęciem piłki, często przy starcie poruszali się jakby w zwolnionym tempie. Nic więc dziwnego, że składnych akcji nie było zbyt wiele. Zagrożenie dawały za to stałe fragmenty. Już pierwszy dla Śląska (w 12. minucie) dał świetną okazję Marcinowi Kokoszce (główkował obok bramki), a drugi dla Lecha - Bartoszowi Ślusarskiemu. Ten jednak uderzył piłkę tak, że opuściła boisko za jego boczną linią. To był pierwszy sygnał, że napastnik Lecha nie ma swojego dnia.

W 23. minucie Śląsk zdobył gola - po błędach obu bocznych obrońców Lecha. Tomasz Kędziora grał po raz pierwszy po kontuzji, Luis Henriquez - tuż po powrocie z Ameryki Południowej. Kędziorę na skrzydle łatwo ograł Dudu Paraiba - Brazylijczyk dorzucił piłkę na dalszy słupek bramki, a Hołota wykorzystał zagapienie Henriqueza i piękną główką pokonał bramkarza. W odpowiedzi niecelnie główkował Manuel Arboleda. Poznaniacy przed przerwą nie oddali zresztą ani jednego celnego strzału.

Niestety - wymiana ciosów nie dotyczyła w kolejnych minutach ataków na bramkę, ale ataków na nogi przeciwników. Do 35. minuty sędzia Marcin Borski pokazał sześć żółtych kartek - dopiero to utemperowało piłkarzy. Najpierw Dudu brzydko sfaulował Łukasza Trałkę, choć piłka była już poza boiskiem. W odpowiedzi Brazylijczyka trafił łokciem Kędziora i choć zdarzenie miało miejsce przy bocznej linii, przybiegli tam obaj bramkarze. Sedzia Borski odesłał ich z żółtymi kartonikami, podobnie jak i Kędziorę, który był antybohaterem Lecha w pierwszej połowie. To on w 41. minucie stracił na środku boiska piłkę, a później łatwo dał się ograć Sebastianowi Mili. "Milowy" odegrał piłkę do Marco Paixao, który zza pola karnego zdołał strzelić gola. Posłał piłkę między nogami Manuela Arboledy, wykorzystał przy tym fatalne ustawienie Kotorowskiego.

W drugiej połowie Lech miał innego antybohatera - Bartosza Ślusarskiego. Napastnik Lecha mógł zdobyć kilka bramek, ale w sytuacjach sam na sam z Gikiewiczem zachowywał się karygodnie. Albo nie trafił w piłkę (w 50. minucie po zagraniu Lovrencicsa), albo w bramkę (w 70. minucie po kapitalnej akcji Claasena).

Poznaniacy byli w drugiej połowie dużo lepszym zespołem, ale brakowało im napastnika z prawdziwego zdarzenia. Lovrencsics, Hamalainen i Claasen kreowali świetne akcje, ale nie miał ich kto wykończyć. Aż dziwne, że trener Mariusz Rumak nie zdecydował się na wcześniejsze wprowadzenie na boisko Łukasza Teodorczyka, który zastąpiłby nieudolnego Ślusarskiego. Do tego spudłował też w znakomitej sytuacji wprowadzony z rezerwy Szymon Pawłowski - tak nieskuteczny Lech nie mógł tego spotkania nawet zremisować.

Śląsk dał się zepchnąć do defensywy, ale obrona prezentowała się słabo, choć tacy piłkarze jak Kokoszka czy Pawelec ambitnie walczyli w powietrzu czy parterze. To wystarczyło. Okazji do kontr wrocławianie nie mieli zbyt wiele, choć Kotorowski musiał bronić strzały Plaku, Hołoty i Mili.

Autor: Andrzej Grupa

Po meczu powiedzieli:

Paweł Barylski (drugi trener Śląska): "Chciałbym przede wszystkim podziękować kibicom, że tak licznie przybyli na stadion mimo kiepskiej pogody. Mam nadzieję, że na każdym następnym meczu będzie więcej kibiców i zapełnimy stadion. Co do meczu to spotkały się dwie drużyny, które preferują ofensywny styl i było to widoczne. Jedna i druga miały sytuacje, by strzelić gole. Wygrał zespół, który był bardziej skuteczny i bardziej zdeterminowany".

Mariusz Rumak (trener Lecha Poznań): "Mecz mógł się podobać, bo był szybki, były sytuacje podbramkowe i padły gole. Niestety, po dobrym meczu mój zespół nie wygrał. Moim zdaniem zaważyła pierwsza część spotkania. Choć wiedzieliśmy, że Śląsk stwarza zagrożenie pod bramką po dośrodkowaniach, tak straciliśmy pierwszą bramkę. Zagraliśmy bojaźliwie i zmieniło się to dopiero po przerwie. Wtedy zaczęliśmy stwarzać sytuacje i narzuciliśmy szybkie tempo. Uważam, że idziemy w dobrą stronę, choć wiem, że po tym meczu spotkamy się z dużą krytyką. Moi piłkarze zostawili dzisiaj na boisku dużo zdrowia, ale to nie wystarczyło, aby wygrać. Dzisiaj o wyniku zadecydowały sytuacje, które powinniśmy wykorzystać i błędy, których nie ustrzegliśmy się w pierwszej połowie".

Śląsk Wrocław - Lech Poznań 2-0 (2-0)

Bramki: 1-0 Tomasz Hołota (23.), 2-0 Marco Paixao (41.)

Sędzia: Marcin Borski. Widzów: 18 761.

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, tabela. NA ŻYWO

Dowiedz się więcej na temat: Śląsk Wrocław | Lech Poznań | Ekstraklasa | Tomasz Hołota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje