Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (9 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (6 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (5 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (5 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (4 pkt.)

Absurdalne zachowanie piłkarzy Śląska. Szydzą z nich nawet koledzy. Wideo

Flavio Paixao i Jacek Kiełb zachowali się, jakby nie znali przepisów gry w piłkę nożną! Biegli sami na bramkarza, nikt ich nie naciskał, a mimo to zrobili... spalonego. W efekcie goście nie zdobyli trzech punktów, tylko jeden.

Śląsk prowadził z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza (1-0), gdy w 82. minucie zawodnicy gości we dwóch pobiegli na bramkarza Termaliki. 

Reklama

Kiełb wybiegł jednak przed Paixao, a Portugalczyk podał mu piłkę do przodu. Zgodnie z przepisami w tej sytuacji linię spalonego wyznaczała futbolówka, więc arbiter liniowy nie miał wątpliwości i podniósł chorągiewkę.

"Ależ zepsuli tę akcję" - nie mógł się nadziwić komentator meczu, a Kazimierz Węgrzyn dodał: "Jak ten Kiełb mógł się tak ustawić? Przecież widział, że jest przed Flavio. To nieprawdopodobne, by zepsuć taką akcję!"

Błąd był tym bardziej bolesny, że w końcówce Termalika strzeliła bramkę i spotkanie zakończyło się 1-1.

Po meczu Kiełb próbował się tłumaczyć. - Jak to, co się stało? To nie widzieliście? Byłem na półmetrowym spalonym, popełniłem ogromny błąd, więc to takie trochę głupie pytanie. Szkoda, strzelilibyśmy na 2-0 i byłoby po meczu - mówił pomocnik Śląska w rozmowie z oficjalną stronńą klubu.

Suchej nitki na kolegach nie pozostawił jednak Tomasz Hołota. - Mieliśmy... no 200-procentową sytuację. Takie rzeczy robi się w juniorach i nawet piłkarze z naszej akademii nie psują takich sytuacji, potrafią utrzymać linię spalonego - skomentował szyderczo pomocnik wrocławian.

Tymczasem sytuacja Śląsk jest coraz trudniejsza. W 18 meczach zdobył tylko 16 punktów i zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje