Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (19 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (16 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (14 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (14 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (13 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (13 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)

Sandecja po pierwszej jesieni w Ekstraklasie. Jak się uchronić przed spadkiem?

Sandecja pierwszy raz w historii awansowała do Ekstraklasy i po pierwszej euforii na razie klub dostaje dużą lekcję pokory. Drużyna, chociaż świetnie przywitała się z rozgrywkami i mimo trudnego terminarza nie dała się pokonać takim ekipom jak Lech Poznań, Jagiellonia Białystok czy Lechia Gdańsk, teraz coraz bardziej zbliża się do strefy spadkowej.

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Najwyżej w tabeli "Biało-Czarni" byli do tej pory na siódmym miejscu. Po wygranej z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza (1-0), w dziewiątej kolejce Ekstraklasy, zaczął się stopniowy spadek formy drużyny. Od 17 września zespół nie jest w stanie wygrać ligowego meczu. W 12 kolejkach Sandecja poniosła pięć porażek i zanotowała siedem remisów.

Reklama

Posadę zdążył w tym czasie stracić Radosław Mroczkowski, który wprowadził zespół do pierwszego w historii sezonu w Ekstraklasie. Trener odważnie krytykował zmiany, które zaszły w klubie po awansie i wielu twierdzi, że m.in. z tego powodu musiał pożegnać się z pracą. Biorąc pod uwagę, że przed sezonem miał ofertę z Jagiellonii Białystok, teraz może jedynie żałować, że pokierował się sercem.

- W Sandecji zmienili się ludzie. Jest nowy prezes, którego bardzo szanuję, ale on sam publicznie powiedział, że nie zna się na sporcie. Dyrektor sportowy w tym temacie też nie ma żadnego doświadczenia, a jesteśmy beniaminkiem. Człowiek się zawsze łudzi i może szybciej powinien ruszyć głową, a nie serduchem - mówił w jednej z rozmów z serwisem eurosport.interia.pl Radosław Mroczkowski.

- Na pewno nie była to decyzja, która przeszła obok nas. Nie spodziewaliśmy się, że to nastąpi akurat w tym momencie. Myśleliśmy, że do końca tej rundy dogramy ostatnie mecze razem i wtedy w zależności od wyników, zostaną podjęte ewentualnie jakieś decyzje. Na pewno było to dla nas trochę zaskoczeniem - tak w rozmowie z nami komentował zwolnienie trenera Mroczkowskiego kapitan drużyny Dawid Szufryn.

Nowa miotła utrzyma klub?

Wiadomo, że od stycznia nowym trenerem Sandecji będzie Kazimierz Moskal, który w ubiegłym sezonie z niezłym skutkiem (ósme miejsce na koniec rozgrywek) prowadził Pogonię Szczecin. Z pracy z "Portowcami"  zrezygnował ze względu na problemy zdrowotne. Czy okaże się dobrą zmianą, przekonamy się w drugiej części sezonu. Kluczowe na pewno będą transfery, jakie w zimie przeprowadzi drużyna, bo tego, że ich potrzebuje, nikt raczej nie kwestionuje.

- Jeśli chcemy się utrzymać, na pewno musimy się wzmocnić. Wszystkie drużyny pewnie będą to robić. Na pewno Pogoń Szczecin, Piast Gliwice (dwie ostatnie drużyny w tabeli - przyp. red.) mają dużo większe budżety niż my. Nasza kadra jest bardzo wąska. Trzech, czterech zawodników musi być dokooptowanych, bo pokazała to końcówka rundy, że kiedy przyszły kontuzje i kartki, to wyglądało to różnie - przyznał otwarcie Dawid Szufryn.

Komiczne testy Freddy’ego Adu i problemy ze stadionem

W Sandecji, która debiutuje w Ekstraklasie dochodziło do wielu dziwnych sytuacji. Na testach w klubie pojawił się słynny Freddy Adu, ale o jego przybyciu do Nowego Sącza nie miał pojęcia sam trener. W efekcie wywiązała się komiczna sytuacja, która była szeroko opisywana w mediach. Testy piłkarza rzekomo się odbyły, ale szkoleniowiec drużyny otwarcie zapowiedział, że nie będzie w nich uczestniczył. Transfer zawodnika nie doszedł rzecz jasna do skutku.

Od początku było także wiadomo, że Sandecja nie będzie mogła rozgrywać meczów na stadionie w Nowym Sączu. Obiekt przy ul. Kilińskiego nie spełnia ekstraklasowych wymogów i w roli gospodarza sądeczanie występują w oddalonej o prawie 80 km od Nowego Sącza Niecieczy.

Miasto obiecało kibicom, że postawi nowy stadion przy Kilińskiego, ale już wiadomo, że będzie on tylko rozbudowany. Ogłoszony w październiku przetarg został nierozstrzygnięty, a jedyna oferta, jaka wpłynęła do miasta, nie została zaakceptowana. Nowy przetarg ma zostać ogłoszony na początku 2018 roku.

Granie w Niecieczy stanowi problem nie tylko dla piłkarzy, ale też kibiców, którzy muszą dojeżdżać na stadion. Jeśli mecz jest rozgrywany np. w piątek o godz. 18, wielu nie ma szans zdążyć na spotkanie po pracy. Fani organizują się jak mogą, ale często trybuny świecą pustkami. Najgorszą frekwencję w sezonie Sandecja osiągnęła w meczu z Jagiellonią Białystok, gdzie na trybunach zasiadło zaledwie 724 widzów.

Brak umiejętności nadrabiają charakterem

Problemy ze stadionem, zmiana trenera, wąska kadra i kłopoty na boisku - tak wygląda teraz sytuacja Sandecji. Drużyna nie może zainkasować trzech punktów od 12 spotkań z rzędu. Po zaskakująco dobrych wynikach z początku sezonu, teraz drużynie zdarzają się coraz bardziej dotkliwe porażki.

- Najsłabszy przez pryzmat wyniku był nasz mecz z Arką Gdynia (0-5). Chociaż tam dwie pierwsze bramki zostały - moim zdaniem - zdobyte nieprawidłowo. One otworzyły mecz i już nie zdołaliśmy się podnieść - mówił Dawid Szufryn.

Fatalna seria spędza sen z powiek zawodnikom, którzy w końcu chcieliby móc cieszyć się z kompletu punktów. Sandecja nie ma jednak zamiaru składać broni.

- Siedzi to w głowie, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Jesteśmy beniaminkiem przez duże "B", na dodatek nie gramy u siebie i tym bardziej mamy pod górę. Mamy jednak u siebie bardzo charakternych ludzi i ja jestem dobrej myśli. Duża rola będzie też spoczywała na nowym trenerze, żeby dobrze przedstawił nam swoją wizję gry, a my musimy się przygotować jak najlepiej do kolejnej rundy - zaznaczał kapitan zespołu.

Chociaż Sandecja teraz ma gorszą serię, trzeba jej oddać, że na początku pokazała się z naprawdę dobrej strony. Zawodnicy z Nowego Sącza wiele razy zresztą podkreślali, że brak pewnych umiejętności nadrabiają charakterem. Pokazali to niedawno także w meczu z Legią Warszawa (2-2), w którym byli o krok od sprawienia wielkiej sensacji. Remis gościom uratował dopiero w doliczonym czasie gry Jarosław Niezgoda.

Awans do Ekstraklasy, zwłaszcza pierwszy raz w historii klubu niesie ze sobą wiele radości, ale także wyzwań. Sandecja radzi sobie z nimi najlepiej jak umie. Dla klubu będzie to nieocenione doświadczenie, które powinno zaprocentować w przyszłości. Zespołu nikt na pewno już nie skreśla. Jeżeli w klubie będą podejmowane dobre decyzje i wyciągane odpowiednie wnioski, to Sandecja wcale nie musi wracać do pierwszej ligi. 

Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: sandecja | Dawid Szufryn | Radosław Mroczkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama