Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (8 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)

Sandecja – Jagiellonia 0-1. Spotkanie obejrzało zaledwie 724 kibiców

To nie był protest kibiców czy kara od Komisji Ligi, ale najzwyklejszy mecz Ekstraklasy, na który mógł przyjść niemal każdy. Niemal każdy, tymczasem przyszły... 724 osoby. Napisać, że w Niecieczy, na meczu Sandecja - Jagiellonia, trybuny świeciły pustkami, to nic nie napisać.

To nie wyglądało jak mecz Ekstraklasy, ale derby sąsiadujących ze sobą miasteczek. Można to usprawiedliwiać niedogodną porą (piątek, godzina 18), pogodą (w momencie rozpoczęcia meczu były 4 stopnie, a pod koniec zaczęło padać) i przede wszystkim dojazdem do Niecieczy (podróż z Nowego Sącza trwa około dwóch godzin), ale mimo wszystko liczba 724 widzów na spotkaniu Ekstraklasy wygląda szokująco.

Reklama

Nie jest to wyłącznie wina kibiców z Nowego Sącza, którzy długo za drużyną jeździli w więcej niż 2 tys. osób, ale takie pustki na trybunach to dla Ekstraklasy jednak powód do ogromnego wstydu.

Zły sen

Do tej pory tylko na dwóch meczach Sandecji rozgrywanych w Niecieczy było mniej niż 2 tys. ludzi, ale teraz zjazd frekwencji był ogromny.

Wcześniej najmniej kibiców obejrzało spotkanie ze Śląskiem Wrocław (1341), a najwięcej inauguracyjny z Arką (2646). Przy obu tych frekwencjach liczba 724 wygląda jak z czarnego snu. W tej kolejce pewnie w żadnej zawodowej lidze meczu najwyższej klasy rozgrywkowej nie będzie oglądało tak mało osób.

- Narzekać można, ale wtedy trzeba byłoby na wszystko. Ale myślę, że jeśli ktoś dokładnie śledzi rozgrywki i nasze początki w Ekstraklasie, to rozsądny kibic doskonale to rozumie. Na mecz z Legią przychodzi niemal komplet, a później jest 700 osób - to o czymś świadczy. Każdy sobie wybiera mecze - analizował Radosław Mroczkowski, trener Sandecji.

11, 46, 724


Wygląda więc na to, że Jagiellonia nie została uznana za zbyt atrakcyjnego przeciwnika, bo zaraz na początku spotkania policzyliśmy kibiców na przeciwległej trybunie i było ich... 46, w tym 11 z Białegostoku.

Później ta liczba wzrosła, ale dalej trybuna wyglądała jakby w Niecieczy obowiązywał zakaz przeprowadzania imprez masowych. Zresztą było to już widać przed stadionem - o ile na wcześniejszych spotkaniach miejsc trzeba było szukać na drugim parkingu, to w piątek już na pierwszym było bardzo luźno.

Oczywiście przeważały samochody z sądeckimi rejestracjami, ale było ich dużo mniej niż zwykle.

- Wiemy, że wsparcie kibiców w tak trudnych momentach jest bardzo ważne. Ono jest, ale na pewno chcielibyśmy, by było takie jak w I lidze, bo wówczas było widać, słychać i czuć, że trybuny niosły zespół - przyznaje Mroczkowski.

Cały czas na wyjeździe

Wszystko jednak wskazuje na to, że jego drużyna co najmniej do końca sezonu będzie musiała grać w Niecieczy, bo budowa obiektu w Nowym Sączu będzie trwała długimi miesiącami. Przetarg na zaprojektowanie i wybudowanie obiektu ogłoszono w październiku.

- Sandecja cały czas gra na wyjeździe i cały czas jest nam bardzo trudno przygotowywać się do tych spotkań. Zespół jednak wciąż z tym walczy, a także wszyscy, którzy są przy zespole. Ta sytuacja jednak nas nie załamie, ale musimy się też przyzwyczaić, że nie będziemy grali o puchary, ale o utrzymanie - zaznacza szkoleniowiec Sandecji.



Z Niecieczy Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Radosław Mroczkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje