Reklama

Reklama

Ruch Chorzów - Wisła Kraków 2-2

W starciu dwóch ekip, którym marzy się gra w Lidze Europejskiej, choć nie dostały licencji na tę atrakcję, Ruch Chorzów zremisował u siebie z Wisłą Kraków 2-2. W ten sposób wiślacy zapunktowali na wyjeździe po raz pierwszy od 16 marca, gdy zremisowali z Legią (2-2).

Zobacz wszystkie wyniki, terminarz i tabelę Ekstraklasy! 

Na ławce rezerwowych "Niebieskich" mecz zaczął Maciej Jankowski, o którym katowicki "Sport" napisał dziś, że wkrótce będzie piłkarzem "Białej Gwiazdy".  - Nic o tym nie wiem - powiedział przed meczem trener Wisły Franciszek Smuda, pytany o całą sprawę na antenie Canal Plus. Za to trener Ruchu Jan Kocian potwierdził, że Jankowski z klubu odejdzie.

Reklama

Na prawej obronie Wisły pojawił się Łukasz Burliga. "Przegląd Sportowy" poinformował, że wiślak był widziany w zakładzie bukmacherskim.

Lepiej zaczęli mecz krakowianie. W 11. min prostopadłe podanie Chrapka otworzyło drogę do pola karnego Semirowi Stiliciowi, ale ten zamiast strzelać szukał jeszcze Pawła Brożka, a podanie przeciął jeden z obrońców "Niebieskich".

Trzy minuty później, po idealnym dograniu Semira Stilicia, Wilde-Donald Guerrier wyszedł sam na bramkarza, kopnął piłkę obok niego, już podnosił ręce do góry, ale zamiast fetować zdobycie gola, musiał złapać się za głowę. Podobnie zresztą jak trener przyjezdnych - Fran Smuda. Piłka jakimś cudem nabrała takiej rotacji, że minęła słupek!

W 24. min Ruch, znajdujący się pod pressingiem, popełnił błąd - Piotr Stawarczyk podał prosto pod nogi Stilicia, ten natychmiast oddał do Pawła Brożka, który pokazał Guerrierowi, jak wykorzystuje się pozycje sam na sam.

"Niebiescy" ruszyli agresywniej do odrabiania strat i obrona krakowian zaczęła trzeszczeć w szwach. Jeszcze w 27. min Wisłę uratował Piotr Brożek, który wybił piłkę z linii bramkowej.

Za moment w "szesnastce" gości szarżował Kamil Włodyka. Najpierw minął Dariusza Dudkę, a szczupakiem runął na murawę, podczas przejścia Chrapka. Michał wprawdzie wystawił nogę, zagradzając drogę rywalowi, ale natychmiast ją cofnął. Piłkarz Ruchu i tak runął jak długi, sędzia Krzysztof Jakubik nie musiał się z nikim konsultować (np. z asystentem), od razu wskazał na "wapno".

Z rzutu karnego trafieniem w lewy róg wyrównał Filip Starzyński.

Ruch poszedł za ciosem, był bardziej zdecydowany, po prostu bardziej mu się chciało. Z biegiem minut wiślacy zamieniali się w statystów. Guerrier statystował, gdy Marek Szyndrowski centrował z prawego skrzydła, a Dariusz Dudka z Michałem Czekajem przyglądali się, jak stojący między nimi Grzegorz Kuświk główkuje z pięciu metrów do bramki.
Minutę później mogło być po meczu, ale Kuświk - będąc oko w oko z Miśkiewiczem - kopnął tuż obok słupka.

To się zemściło.  Tuż przed końcem I połowy mieliśmy kolejny kontrowersyjny rzut karny, tyle że dla Wisły. Paweł Brożek, w pogoni za prostopadłym podaniem, kopnął piłkę, po czym runął w starciu z Michałem Buchalikiem. Chorzowianie gorąco protestowali, ale sędzia był nieubłagany.

Strzałem przy słupku z 11 m wyrównał "Brozio".

- Karny ewidentny, bramkarz kopnął mnie w udo - podkreślał Paweł Brożek.


Po przerwie Ruch był częściej przy piłce, gra toczyła się głównie na połowie wiślaków. Goście próbowali się odgryzać i mogli wyjść na prowadzenie, gdyby w 56. min Guerrier dokładniej uderzył zza pola karnego.

Ruch najgroźniejszy był w kontrze z 67. min, gdy Zieńczuk ładnie obsłużył Macieja Jankowskiego, a ten oddał do Jakuba Smektały. Smektała w pełnym biegu uderzył z 22 m, ale minimalnie niecelnie.

Wisła odpowiedziała z rzutu wolnego, gdy Stilić posłał kąśliwe podanie, a zgrana głową przez Burligę piłka o mały włos nie wpadła do siatki. Jeszcze "Brozio" był bliski dojścia do piłki, tuż przed bramką.

Na kwadrans przed końcem, tuż za narożnikiem pola karnego Macieja Sadloka sfaulował Emmanuel Sarki. Z rzutu wolnego ładnie podkręcił piłkę nad murem Starzyński, ale Michał Miśkiewicz popisał się świetnym refleksem, dosięgając piłki i parując ją na słupek! Z linii bramkowej ekspediował ją jeszcze Dariusz Dudka.

Ostatni kwadrans był koszmarny. Głównymi rozgrywającymi byli bramkarze, a piłka z rzadka lądowała na murawie. Bliski rozstrzygnięcia losów spotkania na korzyść "Niebieskich" był Bartłomiej Babiarz, który w doliczonym czasie huknął z dystansu i Miśkiewicz z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Po meczu powiedzieli:

Franciszek Smuda (trener Wisły): "Na pewno spotkanie nie stało na wysokim poziomie, ale było w nim dużo walki, bo obie drużyny chciały zwycięstwa. Gdyby wygrał Ruch, wiele zagadek z górnej części tabeli byłoby rozwiązanych. Remis daje nam szansę powalczenia o zaszczytne trzecie miejsce. W naszej lidze wszystko jest do zrobienia. Można wszystko wygrać i wszystko przegrać. Sytuacji, jak na mecz wyjazdowy, stworzyliśmy bardzo dużo, ale niektórych nie wykorzystaliśmy".

Jan Kocian (trener Ruchu): "Szkoda tego wyniku. Myślę, że w pierwszej połowie Kuświk, gdyby strzelił bramkę na 3:1, mógł rozstrzygnąć losy spotkania. Widać było, że moja drużyna jest pod presją, dłużej dziś trwało dojście do właściwego tempa. W drugiej połowie graliśmy praktycznie bez napastnika, bo Kuświk musiał zejść z powodu kontuzji, a zastępujący go Jankowski nie czuje się dobrze na tej pozycji. Zabrakło nam po przerwie agresji w ataku, by wykorzystać sytuacje. Straciliśmy dziś dwa punkty, ale o trzecie miejsce będziemy walczyć do ostatniej sekundy ostatniego meczu".

Ruch Chorzów - Wisła Kraków 2-2 (2-2)

Bramki:

0-1 Paweł Brożek (24. z podania Stilicia)
1-1 Filip Starzyński (29. z karnego)
2-1 Grzegorz Kuświk (38. głową z podania Szyndrowskiego)
2-2 Paweł Brożek (45. z karnego)

Sędzia: Krzysztof Jakubik

Widzów: 6,5 tys.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL