Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 7 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (5 pkt.)

Ruch Chorzów. "Niebiescy" mistrzem, całe podium dla Ślązaków, tak żegnaliśmy komunizm

Ruch Chorzów kończy 100 lat. W prezencie przypominamy ich ostatni tytuł mistrzowski z 1989 roku.

To był, aż do poprzedniego sezonu i tytułu Piasta Gliwice, ostatni mistrz z Górnego Śląska. W ostatnich rozgrywkach za komunizmu całe podium zostało zajęte przez Ślązaków.

Reklama

Na ligowych boiskach trwała zwyczajowa łupanka, o wiele ważniejsze rzeczy działy się w rządowych i solidarnościowych gabinetach. Najpierw, 30 listopada 1988 roku, wyludniły się ulice; kto miał w telewizorze mógł obejrzeć debatę Alfreda Miodowicza z Lechem Wałęsą. Dziś można kpić z tamtych nadziei, ale wtedy czuć było euforię, że Lechu po latach w podziemiu ma się dobrze i dał na wizji radę przedstawicielowi reżimu.

Zaraz potem rozpoczęły się rozmowy Okrągłego Stołu; wciąż nie wiemy, czy nas tam sprzedano i za ile - pewne jest, że zmienił się system. Zmiana systemu politycznego niosła za sobą również zasady finansowania sportu, w tym piłki nożnej. Symboliczna jest tabela końcowa sezonu 1988/89 - trzy pierwsze miejsca zajęły kluby ze Śląska, finansowane przez kopalnie (czy też hutę jak Ruch Chorzów). Dopiero po trzech dekadach kolejnemu klubowi z Górnego Śląska - Piastowi Gliwice - udało się stanąć na najwyższym ligowym podium. O tym, że miały przyjść ciężkie czasy, świadczyły również trzy ostatnie lokaty - też zajęte przez kluby górnicze.

Górnik Zabrze był najlepszy w czterech poprzednich sezonach z rzędu i wyszedł na prowadzenie w liczbie zdobytych mistrzostw Polski. Prowadził 14-13 z Ruchem, chociaż co do ilości niebieskich tytułów, zdania są podzielone (chodzi o sezon 1951 roku, gdy to Wisła Kraków była pierwsza w tabeli, ale tytuł mistrzowski przyznano Ruchowi jako zdobywcy krajowego pucharu). Bezsprzecznie zabrzanie byli zdecydowanym faworytem sezonu 1988/89. I rzeczywiście na półmetku wszystko szło zgodnie z planem: podopieczni Marcina Bochynka prowadzili z przewagą dwóch punktów nad GKS-em Katowice i trzech nad Ruchem.

Należy podkreślić, że "Niebiescy" w tamtym sezonie byli ligowym beniaminkiem. Po barażach z Lechią Gdańsk dwa sezony wcześniej po raz pierwszy w swej historii opuścili ekstraklasę. Mocno przyczynił się do tego Janusz Jojko swym przedziwnym golem samobójczym.

Ruch błyskawicznie wrócił do I ligi, a Jojko przeszedł do GKS-u Katowice i w omawianym sezonie opuścił tylko jedno spotkanie. Twardziel.

W Katowicach grał również do pewnego momentu Andrzej Rudy, uważany za ogromny talent 23-letni zaledwie bohater głośnego transferu ze Śląska Wrocław. 5 listopada 1988 roku pan Andrzej po raz ostatni zagrał dla klubu Mariana Dziurowicza w lidze; "Gieksa" niespodziewanie przegrała pod Wawelem z Wisłą 1-3.

Potem nastąpił wyjazd kadry na towarzyski mecz w Mediolanie z reprezentacją ligi włoskiej (w składzie której zagrali m.in. Diego Maradona, Claudio Caniggia i Lothar Matthäus). Gdy w mediolańskim hotelu Rudy jadł ostatnie śniadanie w towarzystwie Janusza Jojki, smutni opiekunowie nie zauważyli nic zdrożnego. Potem Rudy wyszedł i tyle go widzieli; tak się wtedy załatwiało zagraniczne transfery. Odnalazł się w Niemczech Zachodnich. Na ile za jego decyzją stała była miss Dolnego Śląska? Ania Rudy wyjechała chwilę wcześniej autem marki Polonez do RFN. Rozłąka, nawet krótka, może dokuczyć najtwardszemu mężczyźnie. A przecież milowym krokami szła liberalizacja polityki paszportowej, o czym piłkarz nie mógł wiedzieć. 

Zniknięcie Rudego miało też dobre strony; wystarczyło jedno samowolne oddalenie się od ekipy, aby polski futbol wyszedł z kryjówki i przestał być zaściankiem Europy. Polskie władze sportowe musiały się przyznać wobec świata do panującego u nas, w świetle prawa międzynarodowego, zawodowstwa. Lepiej późno niż wcale.

Ale wróćmy do ligi. Trzy śląskie potęgi szły łeb w łeb. Wreszcie 7 czerwca, w 27. kolejce, na stadionie w Zabrzu (oryginalnie nosił on imię Adolfa Hitlera) doszło do decydującego starcia Górnik - Ruch. Mecz o prymat na Śląsku i w kraju. Nie wiadomo co ważniejsze; wiadomo za to, że obie drużyny miały tyle samo punktów, a zabrzańscy zawodnicy prowadzili różnicą bramek.

Zacytujmy katowicki "Sport":

Już w 6. minucie meczu na kibiców Górnika spłynął zimny prysznic. Defensorzy zabrskiej jedenastki próbowali zastawić pułapkę ofsajdową, ale Tomasz Wałdoch nieco spóźnił się z interwencją. Wykorzystał to Krzysztof Warzycha i uruchomił celnym podaniem na skrzydło Dariusza Gęsiora. Młody pomocnik Ruchu przebiegł z piłką 20 metrów i gdy wszyscy spodziewali się dośrodkowania - strzelił silnie w krótki róg. Zaskoczony tym faktem Józef Wandzik interweniował niezbyt przekonująco i piłka ugrzęzła w siatce.
W 21. minucie Ryszard Cyroń, przy asyście Dariusza Fornalaka, przewrócił się w polu karnym, lecz sędzia nie przerwał gry mimo protestów piłkarzy Górnika. Wykorzystując chwilowe zamieszanie w szeregach gospodarzy, "Niebiescy" przeprowadzili błyskawiczny kontratak. Dwójka Warzycha - Szuster bez problemów wymanewrowała Mirosława Szlezaka, lecz Krystian Szuster, będąc sam na sam z bramkarzem Górnika, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Srodze się to zemściło 180 sekund później. Koronkową akcję tercetu Grembocki - Urban - Cyroń zakończył celnym strzałem ten ostatni.
Sporną sytuację odnotowaliśmy jeszcze w 40. minucie, gdy dla odmiany chorzowianie liczyli na rzut karny. Mirosław Bąk, ostro zaatakowany przez Józefa Wandzika, przewrócił się w obrębie pola karnego, lecz i tym razem sędzia Tadeusz Diakonowicz nie przerwał gry. Z wysokości trybun wydawało się, że rzut karny był ewidentny. Ale starcie Cyronia z Fornalakiem było bardzo podobne.
Po zmianie stron zabrzanie mogli objąć prowadzenie i to trzykrotnie. Najpierw Cyroń ograł Fornalika i w sytuacji sam na sam z Kołodziejczykiem strzelił prosto w ręce bramkarza Ruchu. Potem przepiękny strzał Urbana z 20 metrów golkiper chorzowian sparował na rzut rożny, a po jego wykonaniu strzał Ryszarda Komornickiego zza pola karnego trafił w poprzeczkę. Riposta gości była natychmiastowa i skuteczna. Mieczysław Szewczyk został nieprawidłowo powstrzymywany w polu karnym przez Mirosława Szlezaka i tym razem arbiter nie miał wątpliwości - rzut karny! Krzysztof Warzycha zamienił go na drugiego gola, choć Józef Wandzik był bliski obrony tego strzału.
Cztery minuty przed końcem szczęście uśmiechnęło się do piłkarzy Górnika. Szarżę Ryszarda Cyronia powstrzymał w polu karnym Waldemar Fornalik i sędzia powtórnie wskazał na "wapno". Poszkodowany nie potrafił przechytrzyć bramkarza Ruchu, który sparował piłkę na rzut rożny. Dzięki temu goście wywieźli z Zabrza bezcenne dwa punkty. Kto wie, czy nie na wagę mistrzowskiego tytułu...

Oceny piłkarzy według katowickiej gazety:

Górnik: Wandzik 5, Grembocki 4, Wałdoch 6, Brzoza 3, Jegor 2, Zagórski 2, R. Warzycha 5, Rzepka 6, Komornicki 6, Szlezak 5, Cyroń 7, Urban 7.

Ruch: Kołodziejczyk 8, Fornalak 6, Waleszczyk 4, Fornalik 7, Chorzewski 6, Nowak 7, Gęsior 8, Szuster 6, Szewczyk 5, K. Warzycha 8, Bąk 6.

Goście wywieźli z Zabrza bezcenne dwa punkty, które pozwoliły im utrzymać pozycję lidera tabeli do końca sezonu. Górnik po derbowym meczu spadł na miejsce trzecie i na takim też zakończył sezon.

Nikt się nie spodziewał, że kolekcjonujący mistrzowskie tytuły Górnik może przegrać. Telewizja nie przeprowadziła nawet transmisji z tego spotkania.

- W możliwość zdobycia mistrzowskiego tytułu uwierzyłem po zwycięstwie nad Górnikiem w Zabrzu. Najbardziej obawiałem się tej właśnie konfrontacji - przyznał trener Jerzy Wyrobek. - "Gucio" Warzycha był wtedy w życiowej formie, chyba nigdy nie grał lepiej niż w meczu z Górnikiem. To dzięki niemu zdobyliśmy mistrzostwo - dodawał jego asystent, Henryk Wieczorek. Ich podopieczni wygrali w trzech kolejnych spotkaniach i sięgnęli po 14. w historii tytuł mistrzowski. Kibice tak świętowali tytuł, że burdy na stadionie w ostatnim meczu sezonu z Górnikiem Wałbrzych (4-1 - za trzy punkty, jeśli zwycięstwo było co najmniej trzema bramkami, ta zasada przetrwała jeszcze tylko jeden sezon) kosztowały klub trzy mecze na obcym boisku, które Ruch rozgrywał w następnym sezonie aż we Wrocławiu.

Warto dodać, że właściwie wszyscy piłkarze "Niebieskich", którzy sięgnęli po tytuł, byli Ślązakami a 90 procent z nich - wychowankami Ruchu. Krzysztof Warzycha, z 24 golami, był najlepszym strzelcem. W połowie następnego sezonu przeszedł do Panathinaikosu, dla którego strzelił 288 goli.

Jak już jesteśmy przy strzelcach, 17-letni Andrzej Juskowiak zdobył swego pierwszą bramkę dla Lecha Poznań - przeciw GKS-owi Jastrzębie. W następnym sezonie "Jusko" został ligowym królem strzelców, a potem, w 1992 roku, był najlepszym strzelcem Igrzysk w Barcelonie i przy okazji zdobył srebrny medal olimpijski.

Z ligi spadły ostatnie dwie drużyny, a po barażach - dwie kolejne. Zawisza Bydgoszcz i Motor Lublin okazały się lepsze, odpowiednio, od Pogoni Szczecin i GKS-u Jastrzębie. Po raz ostatni rozegrano baraże między pierwszą i drugą ligą.

W krajowym pucharze było równie ciekawie: w finale rozegranym na stadionie w Olsztynie Legia Warszawa pokonała Jagiellonię Białystok aż 5-2. To był świetny mecz, w którym po dwie bramki dla stołecznej drużyny zdobyli Dariusz Dziekanowski i Roman Kosecki. Ten pierwszy przeszedł do Celticu w przerwie letniej.

W Legii po raz ostatni zagrał w tamtym sezonie również Stanisław Terlecki. "Stan" powrócił do USA, gdzie wcześniej wyrobił sobie nazwisko, grając dla Pittsburgh Spirit i New York Cosmos. Potem Terlecki wrócił do Polski, by w 1992 roku zagrać dla drugoligowej Polonii Warszawa razem ze swym synem Maciejem.

Dowiedz się więcej na temat: Ruch Chorzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama