Reklama

Reklama

Ruch Chorzów - Górnik Łęczna 2-2 w meczu 37. kolejki Lotto Ekstraklasy

Fatalne pożegnanie 14-krotnego mistrza Polski z Ekstraklasą. W drugiej połowie spotkanie Ruch - Górnik Łęczna dwa razy było przerywane. Wszystko przez rzucanie rac na boisko i palenie flag przez chuliganów gospodarzy. Po kilkunastominutowej przerwie sędzia zagroził, że jeżeli dojdzie do jeszcze jednej przerwy, to zakończy mecz. Ostatecznie spotkanie dokończono, ale po nim kibice wtargnęli na murawę. Ruch zremisował z Górnikiem 2-2. Oznacza to, że drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę, razem z "Niebieskimi", jest drugim spadkowiczem z Lotto Ekstraklasy.

Tutaj zobaczysz relację z meczu Ruch Chorzów - Górnik Łęczna

Relacja na żywo na urządzenia mobilne z meczu Ruch Chorzów - Górnik Łeczna

Wbrew różnym zapowiedziom Ruch przystąpił do dzisiejszego spotkania w najsilniejszym zestawieniu, wraz z powołanym właśnie na obóz młodzieżowej reprezentacji Polski Łukaszem Monetą. Nie grali tylko: pauzujący za kartki Łukasz Surma, który po sezonie żegna się z "Niebieskimi", kontuzjowany Marcin Kowalczyk oraz Jarosław Niezgoda, którego w nowym sezonie kibice również nie zobaczą już w Chorzowie.

Gospodarze zaczęli od celnego strzału głową w wykonaniu Miłosza Przybeckiego, za lekkiego jednak, żeby zaskoczyć Wojciecha Małeckiego. Chorzowianie prowadzili grę i starali się atakować. Aktywna na skrzydłach była dwójka Moneta - Przybecki. 

Reklama

Cofnięci goście czekali na skuteczną kontrę. W 9. minucie przed szansą stanął Bartosz Śpiączka, ale przestrzelił. W odpowiedzi celnie uderzał Jakub Arak, ale bramkarz przyjezdnych był na swoim miejscu. 

W 11. minucie z dystansu "wypalił" Bartosz Nowak, tym razem Małecki wypuścił piłkę, starał się do niej dopaść Arak, ale ostatecznie bramkarz Górnika zdołał złapać futbolówkę. "Nigdy nie zginie! Ruch Chorzów nigdy nie zginie!" - śpiewało kilka tysięcy fanów obecnych na stadionie przy ulicy Cichej.

W 16. minucie było 1-0 dla łęcznian. Świetne prostopadłe podanie ze środka boiska w wykonaniu Javi Hernandeza trafiło do Bartosz Śpiączki, który uciekł pilnującemu go Michałowi Helikowi i w sytuacji sam na sam zaskoczył bezrobotnego dotąd Libora Hrdliczkę. 1-0 dla Górnika i dziesiąte trafienie w tym sezonie Śpiączki.     

W 22. minucie bliski trafienia głową był Michal Koj, ale piłka po jego uderzeniu przeszła nad poprzeczką. Pięć minut później miejscowi mieli rzut wolny zza pola karnego, Nowak trafił jednak w mur graczy rywala. 

Zaraz potem Miłosz Trojak groźnie i celnie uderzał głową, ale bramkarz Górnika zdołał złapać piłkę tuż przed linią bramkową. W odpowiedzi celnie uderzył Piotr Grzelczak, ale Hrdliczka odbił piłkę.   
Z kolei w 31. minucie Gerson głową uderzał ponad poprzeczką.

Potem na murawie niewiele się działo, a gra toczyła się głównie w środkowej strefie. Kiedy wydawało się, że na przerwę goście zejdą z jednobramkowym prowadzeniem, Górnik zdobył gola na 2-0! Na bramkę miejscowych uderzył Grzegorz Bonin, bramkarz "Niebieskich" odbił piłkę, do której doskoczył Grzelczak i strzałem z kilku metrów zaskoczył Hrdliczkę.  

W 50. minucie strzałem pietą Hrdliczkę próbował zaskoczyć Śpiączka, ale bramkarz Ruchu zdołał złapać piłkę. Pięć minut później z wolnego uderzał Przybecki, ale futbolówka przeleciała ponad poprzeczką. Zaraz potem mieliśmy pierwszą, kilkuminutową przerwę, bo na murawie wylądowało kilkadziesiąt petard. 

- Wypierd... ! Wypierd...! - krzyczała część chorzowskich fanów do tych, którzy narazili klub na sankcje finansowe.

Przerwę w grze piłkarze wykorzystali na uzupełnienie płynów i zorientowanie się co do wyniku meczu Zagłębie - Arka. Piłkarze z Łęcznej wiedzieli więc, że gdynianie prowadzili w Lubinie już tylko jedną bramką.

Zaraz po przerwie spowodowanej rzucaniem rac i wznowieniu gry, na boisku wylądowały kolejne, mimo apeli spikera i próśb o zaprzestanie takiego działania. W tej sytuacji sędzia Jarosław Przybył musiał ponownie przerwać grę. Sytuacja groziła tym, że mecz w ogóle zostanie przerwany...  

Zaraz potem "kibice" Ruchu wywiesili na stadionowym płocie skradzione  kilka tygodni temu flagi GKS Katowice i podpalili je. Piłkarzom oraz części tych prawdziwych fanów przyszło patrzeć na te żenujące widowisko chuliganów spod sektora nr 6 na chorzowskim stadionie...  

Zaraz potem sędzia Przybył, po konsultacji z delegatem PZPN Robertem Dybką, kazał zawodnikom zejść z boiska. Mecz w 67. minucie został wstrzymany. - Sędzia kazał zawodnikom zejść do szatni ze względu na ich bezpieczeństwo - informował dziennikarzy Witold Jajszczok, rzecznik Ruchu.


Niestety, to co działo się na trybunach nie napawało optymizmem. Zamiast dopingować swój zespół część chorzowskich chuliganów zaczęła harce na trybunach, a pod słynnym zegarem Omega paliło się ognisko. Nie pomagały apele piłkarzy Ruchu czy byłego kapitana "Niebieskich", a teraz asystenta Krzysztofa Warzychy - Wojciecha Grzyba.

- Ruch to my, a nie wy! - krzyczeli fani spod "10" w kierunku do tych po przeciwnej stronie, którzy przeszkadzali w normalnym rozegraniu spotkania.

Kiedy w końcu piłkarze Ruchu ponownie wybiegli na murawę przywitały ich okrzyki: "piłkarzyki, pajacyki!". Krzyczeli ci, którzy spowodowali przerwanie meczu. W końcu, po trwającej ponad kwadrans przerwie spotkanie zostało wznowione. Spiker poinformował jednak, że jeżeli mecz zostanie jeszcze raz przerwany, to arbiter zakończy spotkanie. Część chuliganów już zresztą opuściła trybuny.  

Po wznowieniu głową uderzał Przybecki, ale piłka minęła cel. Miejscowi starali się za wszelką cenę zdobyć honorowego gola. Kilka minut później celnie uderzył Arak, ale Małecki zdołał złapać futbolówkę. 

W końcu poszczęściło się rezerwowemu Eduardsowi Visnakovsovi. Nieobstawiony w polu karnym "Wiśnia" otrzymał dokładne podanie i precyzyjnym trafieniem umieścił piłkę w siatce. To jego pierwszy gol w tym sezonie. 

Nie minęło kilka minut i było już 2-2. W polu karnym, po dośrodkowaniu Michała Walskiego, najlepiej znalazł się Michał Koj i uderzeniem pod poprzeczkę również zdobył swojego pierwszego gola w tym sezonie.  "Niebiescy" dążyli do wygranej. W samej końcówce celnie przymierzył Arak, ale Małecki sparował piłkę.

Ostatecznie mecz w Chorzowie zakończył się remisem 2-2. Jedenastka z Łęcznej, po raz drugi w swojej historii, notuje degradację. Ruch spada z ligi po raz czwarty.

Po meczu część pseudokibiców wbiegła na murawę. Na boisku pojawiła się także policja, w tym funkcjonariusze na koniach.

Z Chorzowa Michał Zichlarz

Ruch Chorzów - Górnik Łęczna 2-2

Bramki: 0-1 Bartosz Śpiączka (16.) 0-2 Piotr Grzelczak (43.)  1-2 Eduards Visnakovs (90.) 2-2 Michał Koj (90.)

Żółte kartki: Gerson, Paweł Sasin - Górnik Ł.

Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). 

Widzów: 5962
Ruch: Libro Hrdliczka - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Michał Helik, Michał Koj - Łukasz Moneta, Maciej Urbańczyk, Miłosz Trojak (74. Eduards Visnakovs), Bartosz Nowak (53. Michał Walski), Miłosz Przybecki (90. Kamil Słoma) - Jakub Arak.

Górnika: Wojciech Małecki - Gabriel Matei, Paweł Sasin, Gerson, Leandro - Grzegorz Bonin, Josimar Atoche (90. Dariusz Jarecki), Szymon Drewniak (70. Łukasz Tymiński), Javi Hernandez (77. Grzegorz Piesio), Piotr Grzelczak - Bartosz Śpiączka.

Michał Zichlarz, Chorzów  

Lotto Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz

Ranking Ekstraklasy - kliknij!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL