Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

Paterman odwołany. Śrutwa: W Ruchu wraca stary układ

Janusz Paterman nie sprawował funkcji szefa klubu z Chorzowa nawet miesiąca! Podczas dzisiejszego posiedzenia Rady Nadzorczej został odwołany ze stanowiska. Tymczasowym prezesem Ruchu został dotychczasowy przewodniczący Rady Nadzorczej Aleksander Kurczyk. - To tylko daje obraz tego, jaki bałagan panuje w klubie - nie owija w bawełnę Mariusz Śrutwa, były świetny napastnik "Niebieskich".

Paterman został prezesem klubu z Chorzowa na początku sierpnia. Na swojej pierwszej konferencji prasowej powiedział, że potrzebuje miesiąca na zapoznanie się ze wszystkimi dokumentami i sprawami. Miał plan działania i wydźwignięcia znajdującego się na krawędzi finansowej katastrofy klubu.

Reklama

Katastrofy, bo audyt wykazał, że zadłużenie Ruchu w stosunku do wielu podmiotów wynosi aż 50 milionów złotych! Gdyby nie pożyczka ze strony miasta w wysokości 18 mln złotych, udzielona wiosną, to chorzowian nie byłoby dzisiaj w Lotto Ekstraklasie. Paterman poręczył zresztą swoim majątkiem dużą część tej kwoty. Teraz został odwołany.

Nowy prezes Aleksander Kurczyk, przez kilka ostatnich lat był przewodniczącym Rady Nadzorczej Ruchu. Legitymizował działania poprzedniego prezesa Dariusza Smagorowicza, który doprowadził klub do ruiny. W trzyosobowym zarządzie jest też dalej Mirosław Mosór, bliski współpracownik Smagorowicza. Panowie mają teraz wolną rękę w działaniu.

Paterman chciał zatrudnić w Ruchu byłych piłkarzy czy trenerów 14-krotnego mistrza Polski, jak Krzysztofa Warzychę, Edwarda Lorensa czy Krzysztofa Ziętka. Nie udało mu się. Przez kilka tygodni jego działania były blokowane. Teraz udało się go odwołać z funkcji prezesa. Nie wiadomo, jak na wszystko zareaguje miasto, bez którego wsparcia Ruch może mieć ogromne problemy. Były napastnik Ruchu Mariusz Śrutwa nie ma wątpliwości, co będzie...

- Jestem mocno zaskoczony tym, co się stało. W osobie Janusza Patermana widziałem kogoś, kto chciał uzdrowić i ratować całą sytuację, choć przyznam, że misja była czy jest niewykonalna. To tylko daje obraz tego, jakie gorące głowy są w klubie i jaki panuje tam bałagan, jeśli po niespełna miesiącu odwołuje się osobę z funkcji prezesa. Mogę się tylko domyślać, co za tym stoi. Wracamy do starego układu. Żali mi kibiców i tych, którzy dobrze życzą klubowi. Żebym nie był złym prorokiem i wkrótce Ruch nie zaczynał wszystkiego od IV ligi, albo i jeszcze niżej - mówi Interii Śrutwa.

Zaraz po odwołaniu Patermana oficjalna strona Ruchu podała, że klub porozumiał się z FC Nantes co do transferu Mariusza Stępińskiego. Francuzi mają zapłacić za reprezentanta Polski 1,5 mln euro, z czego 40 proc. kwoty wpłynie na konto poprzedniego klubu piłkarza 1.FC Nuernberg. Paterman chciał wytransferować zawodnika do Lokomotiwu Moskwa. Klub ze stolicy Rosji oferował dwa razy tyle co Nantes. Oficjalna propozycja w tej sprawie wpłynęła do Chorzowa wczoraj. Działacze wybrali jednak gorszą finansowo opcję dla pogrążonego w kłopotach Ruchu...

Michał Zichlarz

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Śrutwa | Janusz Paterman | Ruch Chorzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje