Reklama

Reklama

Wicemistrz Polski szuka wzmocnienia środka pola

Przed meczem w sobotę o Superpuchar Polski, startem ligowego sezonu i grą w pucharach, Raków Częstochowa na gwałt szuka wzmocnienia linii środkowej. Trener Marek Papszun widząc co ma do swojej dyspozycji nie gryzie się też w język.

Jedenastka spod Jasnej Góry finisz sezonu w Ekstraklasie w poprzednim sezonie z Lechem Poznań przegrała w dużej mierze poprzez węższą kadrę niż "Kolejorz".

Za wąska i za słaba kadra

W letnim okienku transferowym w Częstochowie nie zrobiono wiele, żeby zmienić ten stan rzeczy i solidnie się wzmocnić. Jedyne dwa nowe nazwiska w zespole zdobywcy Pucharu Polski, to grecki obrońca Stratos Svarnas i napastnik Fabian Piasecki. Na zakończenie zgrupowania w Sochocinie kilka dni temu rozegrano dwa mecze sparingowe z Wisłą Płock. Jeden zakończył się wygraną Rakowa 3-0, a drugi porażką w takim samym stosunku. Trener Marek Papszun tak wszystko skomentował.  

Reklama

- Dwa różne mecze i dwa różne wyniki. To też obrazuje stan naszej kadry, to z czym mieliśmy do czynienia w poprzednim sezonie, to niestety z nami pozostało. Niektórzy pokazali, że poziom Rakowa jest dla nich w tej chwili za wysoki. Za nami bardzo dobre zgrupowanie, ale jeżeli chcemy myśleć o czymś więcej, to choćby te mecze z Wisłą Płock pokazały, że to może być za mało - mówi doświadczony szkoleniowiec, który na dodatek z powodu kontuzji nie może korzystać ze wszystkich graczy, żeby wymienić obrońców Tomasa Petraszka, Andrzeja Niewulisa, Marcina Cebulę czy Władysława Koczerhina.

- Trudno liczyć, że Marcin Cebula, który cały sezon miał stracony teraz nagle wyjdzie na boisko i wszystko pociągnie. Musimy się obracać wokół tych zawodników, których mamy do swojej dyspozycji - mówi przed sobotnim meczem o Superpuchar Polski z Lechem trener Papszun.      

Reprezentant Albanii na radarze

Przed meczem o Superpuchar Polski, ligą, a przede wszystkim grą w europejskich pucharach w Rakowie na gwałt szukają wzmocnienia środka pola. Mówi się o Bartoszu Nowaku z Górnika Zabrze, jest temat Albańczyka Lindona Selahi. Ten pierwszy w kontrakcie ma wpisaną sumę odstępnego w wysokości miliona euro i trudno się spodziewać, żeby ktoś wpłacił takie pieniądze. Selahi to urodzony w Belgii reprezentant Albanii, który na swoim koncie ma występy w lidze belgijskiej, holenderskiej i chorwackiej. Mimo 23-lat z niejednego piłkarskiego pieca jadł już chleb. W poprzednim sezonie w barwach HNK Rijeka wystąpił w 36 ligowych i pucharowych grach, w których zdobył dwa gole. Portal Transfermarkt wycenia go na 1,8 mln euro. Z chorwackim klubem ma jeszcze kontrakt ważny przez dwa lata, więc jego ściągnięcie też nie będzie takie proste, jak Bartosza Nowaka.

Czynią zakusy na ich gwiazdę

Pracował w Tottenhamie, a teraz dołączy do Rakowa 

 


Reklama

Reklama

Reklama