Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 6 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 7 .Wisła Kraków (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (10 pkt.)

Raków Częstochowa - Arka Gdynia. Stoją przed historyczną szansą. "Pozytywne emocje"

Piłkarze Rakowa Częstochowa stoją dzisiaj przed historyczną szansą zdobycia pierwszego trofeum dla klubu spod Jasnej Góry. W finale Pucharu Polski częstochowianie mierzą się o godzinie 16.00 na Arena Lublin z pierwszoligową Arką Gdynia.

Po środowym ligowym meczu w Białymstoku z Jagiellonią, który zakończył się bezbramkowym remisem, drużyna prowadzona przez trenera Marka Papszuna od razu udał się na miejsce pucharowego finału, gdzie trwało czy trwa mini zgrupowanie przed starciem w Lublinie.

- Nastawienie było na pracę, ale też regenerację. Zawodnicy w niedzielę będą gotowi na 200 procent - zapewnia szkoleniowiec jedenastki z Częstochowy. 

Trener Papszun dodaje. - Jesteśmy przed bardzo ważnym meczem i zdajemy sobie sprawę, jaka jest ranga tego spotkania. Już się nie możemy doczekać tego finałowego starcia. Mamy nadzieję, że wszystko skończy się dla nas pozytywnie - podkreśla.

Reklama

Sprawdzony rytm Rakowa przed finałem Pucharu Polski

Raków, przy ostatnim natężeniu gier, przygotowuje się do wszystkiego swoim sprawdzonym rytmem. - Przygotowujemy się, jak do każdego spotkania, bo kalendarz jest tak ułożony, że mogliśmy się spokojnie zregenerować. Przeciwnika też dobrze znamy. To rywal, który ma swoje atuty, bo walczy przecież o awans do Ekstraklasy, ale my też jesteśmy świadomi swojej siły oraz wartości. Będziemy walczyć ze wszystkich sił żeby zwyciężyć. Przed spotkaniem będzie dreszcz emocji, bo to nieznana dla nas sytuacja. Musimy ten pozytywny stres przenieść na te dobre boiskowe wydarzenia i na tym musimy się skupić. Naszą siłą jest stabilność kadry. Opanowaliśmy sytuację z koronawirusem, z kontuzjami. To duża zasługa całego sztabu. To też siła naszego zespołu - mówi przed jednym z najważniejszych spotkań w historii Rakowa Marek Papszun.

Dodajmy że klub z Częstochowy, który nie tak dawno obchodził przecież swoje stulecie, już kiedyś był w finałowej rozgrywce PP. Było to jednak lata temu, a konkretnie 9 lipca 1967 roku. W Kielcach na stadionie Błękitnych ówczesny trzecioligowiec zmierzył się z faworyzowaną Wisłą Kraków. Na trybunach było 6 tys. kibiców, z czego jak przypomina oficjalna strona Rakowa, połowę stanowili fani częstochowian. Jedenastka spod Jasnej Góry przegrała wtedy z "Białą Gwiazdą" po dogrywce 0:2. Jak będzie w niedzielę w Lublinie? Teraz to Raków jest faworytem.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje