Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (12 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 7 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (11 pkt.)

Puchar Polski. Raków Częstochowa wygrał finał i... sezon. Wielkie chwile małego klubu

Raków Częstochowa pokonał w finale Fortuna Pucharu Polski Arkę Gdynia 2-1. Zwycięstwo osiągnięte w Lublinie niesie za sobą nie tylko triumf w pucharze, ale także w całym sezonie. Bo piłkarze i działacze tego małego klubu udowodnili, że można osiągnąć szczyt, jeśli ma się ambicje, mądry plan i diabelską cierpliwość.

"Niedziela będzie dla nas" - mogli śpiewać podczas drogi z Lublina do Mielca piłkarze Rakowa Częstochowa (bo taka podróż czekała ich zaraz po finale), którzy właśnie w niedzielę osiągnęli największy sukces w historii klubu i zdobyli Fortuna Puchar Polski.

Raków nie miał lekko. Ostatnia dekada dla ekipy z Limanowskiego to ciężka walka o powrót do PKO BP Ekstraklasy. Jej budżet na transfery nigdy nie imponował. Jeszcze do niedawna drużyna nie miała nawet czynnego stadionu! A jednak wszystko to udało się zrekompensować kilkoma czynnikami. Piłkarze i działacze tego małego klubu pokazali, że szczyt można osiągnąć, jeśli tylko ma się ambicje, mądry plan i diabelską cierpliwość. I dzięki temu dla Rakowa jest nie tylko ta niedziela, ale także cały sezon.

Reklama

Po pierwsze: cierpliwość

Tu największy szacunek należy się Michałowi Świerczewskiemu, który w 2016 roku postawił na Marka Papszuna. A było to jeszcze w II lidze. I gdy Legia Warszawa czy Lech Poznań czekały na swojego Pepa Guardiolę albo Jose Mourinho (stawiając w międzyczasie na Ivana Đurđevicia, Romeo Jozaka czy Deana Klafuricia), Świerczewski po cichu stworzył sobie swojego... Papszuna; trenera, którego największym atutem nie są złotouste bonmoty wypowiadane po angielsku czy imponujące CV, ale warsztat pracy i zaangażowanie. I Świerczewski, tak jak cały Raków, wyszedł na tym świetnie.

Po drugie: plan

Nie ma przypadku w tym, że do Rakowa trafili tacy piłkarze jak Tomasz Petraszek, Ivi Lopez czy David Tijanić. Skauting klubu działa prężnie, a i marka powoli zaczęła robić swoje, bo właśnie na Raków postawili Jarosław Jach (choć miał ofertę Śląska Wrocław) czy Mateusz Wdowiak (chciała go połowa Ekstraklasy). I choć Papszun często chciałby dysponować kwotami większymi niż te, jakie daje mu do dyspozycji Świerczewski, to kiedy już to robi - robi to porządnie. A to trzeba docenić, bo w Częstochowie nikt nie toleruje przepalania kasy, które regularnie ma miejsce w wielu drużynach naszej ligi.

Po trzecie: ambicje

Prezes Wojciech Cygan, znany z energii i pogodnego usposobienia, idealnie wpasował się w pełen otwartości zespół. Wywiady z piłkarzami Rakowa nie są przywilejem, a częścią funkcjonowania drużyny. Tak samo jak rozmowy z prezesem Cyganem czy właścicielem Świerczewskim - obaj nie boją się odpowiadać na pytania. Okazuje się, że klub, który nie roztacza parasola ochronnego nad swoimi zawodnikami - jak Lech Poznań czy Zagłębie Lubin - jest nie tylko lubiany, ale i mocny mentalnie. Dołożyć do tego należy wielkie zaangażowanie graczy, którzy czują się częścią historii Rakowa - tak jak Petraszek i kapitan Andrzej Niewulis. I kiedy inni opadają z sił oczekując na ostatni gwizdek, Raków wrzuca drugi bieg. Tak jak w finale, w którym zwycięską bramka Tijanicia padła w 89. minucie, a wyrównujący gol Iviego - ledwie kilka chwil wcześniej.

Zwycięzcy sezonu

Raków już dziś jest największym wygranym sezonu. Po pierwsze: bo zdobył Puchar Polski. Po drugie: bo awansował do europejskich pucharów. Po trzecie: bo sezon ukończy na podium Ekstraklasy, wciąż mając szansę na wicemistrzostwo. Dziś to także wzór do naśladowania, jak w polskich warunkach można mądrze prowadzić silny klub.

I być może latem okaże się, że z pucharów wyrzuci częstochowian ktoś z Danii, ale nie będzie to powód do załamywania rąk. Bo nie od razu Kraków - i Raków - zbudowano. Dziś wiadomo natomiast jedno: że w Częstochowie budowa idzie zgodnie z planem.

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje