Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

​Finał Pucharu Polski. Muniek Staszczyk: Szansa na dublet

Sezon 2020/21 jest najlepszy w historii Rakowa Częstochowa. Może być również najlepszy w życiu wokalisty T. Love Muńka Staszczyka, który jest wiernym kibicem Rakowa i Legii.

Maciej Słomiński, Interia: 2 maja Raków Częstochowa zagra w finale Pucharu Polski z Arką Gdynia. Jak pan zamierza spędzić ten dzień?

Muniek Staszczyk, wokalista T.Love: - Moje serce będzie mocno biło dla Rakowa, tam się wychowałem. Mój blok prawie sąsiadował ze stadionem, choć muszę przyznać, że częściej niż na futbol chodziłem na żużel, Włókniarz miał wtedy sukcesy. W wieku 19 lat wyprowadziłem się do Warszawy. W połowie lat 90. Raków po latach posuchy awansował do Ekstraklasy, przyjeżdżał na Łazienkowską. Serce miałem wtedy rozdarte między dwa moje miasta i kluby, schizofreniczne uczucie. Mój wujek Celestyn Dzięciołowski grał w Legii w latach 50., dlatego już wtedy ten klub był mi bliski, nawet na odległość.

Reklama

Może pan zatem ustrzelić dublet, Legia jest już mistrzem, Raków z pucharem.

- To będzie miód na moje serce. Raków zagra w europejskich pucharach, po raz pierwszy w historii. To ogromny sukces, w dodatku na stulecie klubu. W Częstochowie nikt nie marzył o Europie kilka lat temu. Pamiętam taki mecz, koledzy mnie zabrali, Raków grał z Bytovią, to była II liga, rywali prowadził Paweł Janas, a naszą drużynę Jerzy Brzęczek. Zaproszono mnie po meczu na "after party", działacze mówili, że mają w planach budowę Rakowa na poważnym poziomie. Krzysiek Kołaczyk, były świetny piłkarz był wiceprezesem, słuchałem ich, ale nie dowierzałem. Dziś to o czym oni mówili, staje się faktem. Dziś Rakowa każdy się boi, każdy go szanuje.

Jaka jest tajemnica sukcesu Rakowa?

- Raków na tle Ekstraklasy wyróżnia się mądrością, jest zaprzeczeniem trendów obowiązujących w polskiej piłce, nie ma pochopnych decyzji i zwalniania trenera po jednym niepowodzeniu. Trener Marek Papszun prowadzi klub już od pięciu lat, wyprowadził go z II ligi. Obserwuję uważnie jego pracę, od 2019 r., gdy Raków jeszcze jako klub I-ligowy, doszedł do półfinału Pucharu Polski, pokonując po drodze Lecha i Legię. Widziałem te mecze na żywo w Częstochowie.

Zobacz skróty półfinałowych spotkań LM

Sprawdź teraz!

Pan przeprowadził się z Częstochowy do Warszawy, Papszun odwrotnie - ze stolicy pod Jasną Górę.

- Mogę być nieobiektywny, ale chłopaki grają ładną piłkę. Oprócz kibicowania Rakowowi i Legii jestem kibicem futbolu, potrafię odróżnić piłkę ładną od beznadziejnej. Mecze naszej Ekstraklasy to przeważnie flaki z olejem, natomiast gdy gra Raków, widać jakiś pomysł, to drużyna ofensywna, którą przyjemnie się ogląda.

Raków po raz pierwszy zagra w pucharach, nie boi się pan kompromitacji?

- Nie ma co kryć, Raków wykorzystał słabość ligowej konkurencji. Ekstraklasa jest strasznie słaba, w porównaniu nawet do ligi czeskiej czy bałkańskich. Robert Lewandowski, którego wydała ta ziemia, dla mnie jest kosmitą. Na puchary potrzebne są wzmocnienia, tam będzie zupełnie inna gra. Oprócz trenera, brawa także dla prezesa, udało się pozyskać fajnych zawodników, transfer Iviego Lopeza to strzał w dziesiątkę. Nie ma palenia pieniędzmi w piecu, transferów za miliony, gracze są znajdywani okazyjnie. Cieszę się, że Raków nie podzielił losu beniaminków, którzy potupią nogami, a potem grzecznie wracają na swoje miejsce. Ten sezon to dla Rakowa wielka sprawa. A jeśli zostanie ukoronowany Pucharem Polski, to będzie jeszcze większa.

Jak się panu ogląda mecze bez publiczności?

- To jest straszne. Bardzo lubię skoki narciarskie, to sport indywidualny, można od biedy oglądać go bez kibiców. Ale piłka bez fanów? To jest tragedia!

Mecze piłki nożnej bez publiczności są jak koncerty bez widzów. Przecież nie gracie dla siebie, tylko dla kogoś.

- Nie grałem koncertu dwa lata, cholernie mi tego brakuje. Latem mamy grać pod chmurką, to ze względów sanitarnych bardziej bezpieczne. Chcę, by jak najszybciej wróciła normalność. Powie to każdy sportowiec, a przede wszystkim widz. Oprawa i emocje to nieodłączna część widowiska. Każdy fan futbolu się zgodzi - piłka nożna bez kibiców to jak, przepraszam za określenie, seks uprawiany przez 15 prezerwatyw. To jest jakiś żart.

Piłka nożna jest stale obecna w pana życiu. Jeszcze za komuny był pan na saksach w Londynie i był tam wątek futbolowy.

- Mieszkałem w północnym Londynie, to był rok 1989. Pracowałem w knajpce, nieopodal starego stadionu Arsenalu - Highbury. Angielscy kibice kojarzyli Legię i Widzew, to dziś nie do pomyślenia. Zawsze w sobotę przed meczem w pubie robiło się gęsto od kibiców, fani "Kanonierów" uchodzili za spokojnych, Arsenal był bardzo mocny, non stop wygrywał, więc nikt nie był nerwowy. Udało mi się po znajomości pójść na bardzo ważny mecz z Manchesterem United. To był czas jeszcze przed Premier League, nie było aż takiego ciśnienia jak dziś. Bilet kosztował 5 funtów, najtańsza wejściówka, napisane było "ground admission", co oznaczało miejsce stojące przy siatce. Niesamowity klimat i przeżycie.

Dziś za tyle nie kupimy nawet browara w pubie.

- Nie ma szans. Podobał mi się Man Utd, lubiłem drużynę Fergusona. Pamiętam mecz z Legią przy Łazienkowskiej, zresztą świetny w wykonaniu warszawskiej drużyny. O piłce można gadać i gadać (śmiech).

Nie pytam jak zdrowie, słyszę po głosie, że forma jest. To cieszy, zwłaszcza że w internecie już pana uśmiercono.

- Trudno żyć bez internetu, ale to jednocześnie straszny śmietnik. Nie będę się kreował na ambasadora szczepień, niech przemówi fakt, że jestem już po pierwszej dawce. Nie kupuję tych teorii spiskowych, chociaż z pewnością trudno tak szybko wynaleźć szczepionkę. Słucham sensownych ludzi, jak papież Franciszek, ludzi kultury i przede wszystkim lekarzy, którzy mówią, żeby się szczepić.

Jak się czuje człowiek, który przeczytał o własnej śmierci? Tomek Sawyer sfingował własny pogrzeb, żeby zobaczyć, ilu ludzi przyjdzie.

- Zobaczyłem swój czarny portret (westchnienie)... Trochę mi było smutno, z drugiej strony się śmiałem. Byłem wtedy po wylewie, przeżyłem dużym cudem, ale już w coraz lepszej formie fizycznej i psychicznej, nie miałem żadnych niedowładów. Moi rodzice są już po osiemdziesiątce, nie używają internetu, dlatego tego nie widzieli. Jak się może czuć mama człowieka, która zobaczy, że jej dziecko nie żyje? Śmietnik internetu to straszna rzecz, zapycha ludziom głowy. Panuje dezinformacja, wzmocniona przez pandemię. Poziom dziennikarstwa bardzo spadł, dziś żeby być dziennikarzem niewiele trzeba. Nie jestem przeciw młodzieży, ale niektórym młodym ludziom z mediów kompletnie się wszystko pomyliło. 

Sport też nie jest wolny od dezinformacji.

- Sport jest i tak najzdrowszą rzeczą, która jest w tzw. wiadomościach. Nie ma tylu ściem i fake newsów. Cieszę się z sukcesów polskich sportowców, ostatnio z Igi Świątek. Na co dzień kibicuję Legii i Rakowowi, ale gdy Wisła Kraków grała w pucharach, też trzymałem kciuki. Jak w zeszłym roku Lech Poznań, który nie jest mi bliski, dostał się do fazy grupowej Ligi Europy napisałem gratulacje Grabażowi z "Piżama Porno", który jest totalnym fanem "Kolejorza". Kibicuję każdej polskiej drużynie, która gra w Lidze Europy, nie jestem głupcem i o Lidze Mistrzów nie mówię.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama