Reklama

Reklama

Arka - Raków 3-2. Goncalo Feio: Nie zejdziemy z naszej drogi

Mimo prowadzenia 2-0 i pełnej dominacji na boisku, Rakowowi Częstochowa jakimś cudem udało się przegrać mecz z Arką w Gdyni 2-3. Trener Marek Papszun został zdyskwalifikowany przez Komisję Ligi na dwa mecze, dlatego z ławki rezerwowych częstochowian prowadził jego asystent Goncalo Feio, który na konferencji prasowej nie krył rozgoryczenia:

- To był mecz, który mogliśmy, a wręcz powinniśmy zamknąć w pierwszej połowie. Tak się nie stało, ale mniej więcej do 70 minuty umiejętnie przenosiliśmy ciężar gry na połowę rywala - powiedział Feio.

Portugalski szkoleniowiec podkreślił rolę niezbyt licznej, ale głośno dopingującej gdyńskiej publiki:

- Znamy ten stadion, tutaj kibice mocno pomagają swemu zespołowi, pchają go do przodu. Wiedzieliśmy że Arka nie ma nic do stracenia i rzuci się do nas. Pierwsza bramka spowodowała, że gospodarze poszli za ciosem. Wyrównanie w 88. minucie, piękny strzał trzeba gratulować zawodnikowi Arki, Vejinoviciowi - powiedział.

Reklama

Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na świecie, a to dlatego, że w ułamku sekundy sytuacja na boisku może się diametralnie odwrócić. Tak stało się tym razem w Gdyni: - Zaraz po wyrównaniu mamy słupek po strzale Piotra Malinowskiego. Mogło być 3:2 dla nas. Ten strzał który nie wpadł od słupka dla Rakowa, chwilę później wpadł dla Arki. Tak to czasem jest...

Mimo niekorzystnego wyniku spotkania i punktów straconych w dramatycznych okolicznościach Goncalo Feio zachował ciepłe słowa dla swojej drużyny: - Dziś frajersko przegraliśmy, ale ten zespół dobrze gra, ten zespół się nie chowa, idzie do pressingu, tak graliśmy z Lechem, z Legią i dziś tak samo. Jesteśmy przekonani że znajdujemy się na dobrej drodze, jesteśmy ludźmi z charakterem przyjmujemy dzisiejszy wynik na klatę, ale z wybranej drogi nie zejdziemy - zakończył portugalski asystent Marka Papszuna.

MS

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL