Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 6 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 7 .Wisła Kraków (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (10 pkt.)

Piłka nożna. Francuski właściciel Polonii Warszawa dla Interii: Planuję zainwestować 10 milionów złotych

- Największy strach wywołał list, który trafił na moje biurko. Grożono mi i mojej rodzinie. Wobec mojej firmy Sii Polska pojawił się masowy hejt w social mediach. Ale to młodzi ludzie. Trochę ich rozumiem. Sam byłem szalikowcem Paris Saint-Germain – mówi w rozmowie z Interią Gregoire Nitot nowy właściciel Polonii Warszawa.

Główny udziałowiec występującego obecnie w III lidze zespołu opowiada nie tylko o groźbach ze strony kibiców Legii, ale o tym jaki ma plan na Polonię. Chcę zainwestować w klub co najmniej 10 milionów złotych. Myśli o  Ekstraklasie, ale marzą mu się występy w europejskich pucharach. Aby ten cel zrealizować musi przeorganizować klub, porozumieć się z miastem w sprawie modernizacji stadionu. Nitot mówi też o swoich piłkarskich korzeniach i młodości, którą spędził na paryskiej "Żylecie", czyli trybunie Parc des Princes - Kop de Boulogne. Nadal kibicuje PSG, ale też  Rennes, od czasu do czasu chodzi na Legię, całym sercem jest teraz zaangażowany w odbudowę Polonii. 

Reklama

Olgierd Kwiatkowski, Interia.pl: Przed kilkoma dniami przedstawił pan plan rozwoju Polonii Warszawa. Zakłada pan powrót do Ekstraklasy do 2029 roku, walkę o mistrzostwo Polski, grę w europejskich pucharach. Czy to da się zrobić z klubem, który występuje obecnie w III lidze?

Grégoire Nitot, właściciel firmy Sii Polska, od lutego 2020 r. główny akcjonariusz Polonii Warszawa: Przedstawiłem pewną wizję. Moim celem jest przede wszystkim powrót Polonii do Ekstraklasy, moim marzeniem - występy Polonii w Lidze Europy i w Lidze Mistrzów. To jest jednak plan długoterminowy. Teraz koncentruję się na niezbędnych bieżących działaniach. Klub kupiłem w lutym i najpierw musiałem uporządkować stan prawny spółki, spłacić długi, na nowo zorganizować administrację, zadbać o pion sportowy i stworzyć silny dział marketingu. Dziś nad tym pracuję i na tym się skupiam. Buduję fundamenty. Wszystko to służy temu, żeby Polonia wróciła do Ekstraklasy.

Jakie są największe zagrożenie dla realizacji tego ambitnego planu - nieprzewidywalność piłki nożnej, brak nowoczesnego stadionu, obecna sytuacja w kraju?

- Polonia grając w III i II lidze musi liczyć tylko na mnie. Zapewniam jej finansowanie z własnej kieszeni i firma Sii Polska jako sponsor. Na tym poziomie klub nie jest w stanie żyć bez właściciela czy sponsora. Planuję zainwestować osobiście 10 milionów złotych. Łącznie z pieniędzmi Sii Polska - 15 milionów. Ryzyko polega na tym, że za pięć lat dalej będziemy nadal grać w II albo III lidze, a ja nie będę mieć więcej pieniędzy. W I lidze kluby mają już możliwość zarabiania, pojawia się więcej sponsorów, są pieniądze z telewizji. W Ekstraklasie mimo ogromnych wydatków są też duże dochody i takie kluby - mądrze zarządzane - mogą się utrzymać bez dofinansowania właściciela. W III i II lidze jest trudniej.

Chciałbym być całkowicie niezależny od miasta, ale miasta potrzebujemy, bo miasto Warszawa jest właścicielem stadionu. To kolejne ryzyko mojego projektu. Wynajem kosztuje nas 500 tys. zł rocznie, dodatkowo płacimy za możliwość treningu na naszym stadionie. To bardzo dużo w porównaniu z naszymi rywalami w III i II lidze, którzy mają do dyspozycji stadiony za darmo. Mogę jednak płacić taką sumę, ale nie więcej. Trzeba poprawić infrastrukturę na K6, żeby w końcu kibic miał do dyspozycji normalną toaletę.  Miasto w pewnym momencie może sobie pomyśleć, że nie ma co mieć takiego stadionu i zechce go zburzyć, a teren sprzeda pod budowę apartamentu. To byłby koniec Polonii, a wydaje mi się, że w mieście nikt tak nie myśli. Warszawa chce mieć stadion sportowy w tym miejscu.

Zagrożeniem zawsze są kibice, którzy nie akceptują moich wartości. Nagle ode mnie się odwrócą, wywołają wojnę, kłótnie, spory. To byłoby nieprzyjemne i mogłoby zniechęcić mnie do działania.

Z tych wszystkich niebezpieczeństw dla projektu największe jest ryzyko sportowe. Jeżeli za kilka lat Polonia nie wróci do piłkarskiej elity w Polsce, to będzie moja porażka.



Czy to pan teraz odpowiada za wszystko, co dzieje się w klubie?

- Mam 77 procent akcji. Mogę zwiększyć zaangażowanie poprzez nową emisję akcji, kiedy klub będzie potrzebował dodatkowego finansowania. Planuję tak zrobić, by zwiększyć kapitał zakładowy. To ja teraz decyduję o wszystkim w Polonii. Dążyłem do tego, inaczej nie zaangażowałbym się w Polonię. Statut klubu był bardzo skomplikowany. Były podmioty, które miały bardzo dużo władzy, choć nic nie inwestowały w klub. Moim warunkiem było, żeby nie mieli już mocy decyzyjnej. Negocjacje były trudne, trwały dwa miesiące. Wszystko jest już jasne - ja płacę, ja zarządzam.

Czy jakikolwiek wpływ na to co dzieje się w Polonii ma były selekcjoner reprezentacji Polski i dyrektor sportowy w klubie Jerzy Engel?

- Pan Jerzy Engel i jego rodzina nadal posiadają akcje Polonii, ale bez możliwości oddziaływania na klub.

Nie czuł się pan zagrożony i zniechęcony akcją kibiców Legii. Odradzali panu inwestycję w Polonię, na meczu ligowym z ŁKS-em Łódź wywiesili transparent grożący panu i pańskiej firmie.

- Na początku bałem się. Największy strach wywołał list, który trafił na moje biurko. Grożono mi i mojej rodzinie. Wobec mojej firmy Sii Polska pojawił się masowy hejt w social mediach. To była zorganizowana akcja. Wszyscy pracownicy, a mamy ich 4,5 tysiąca, byli zszokowani takim działaniem. Zaraz jednak nastąpił pozytywny odzew. Pojawiła się akcja #BonjourGregoire. Czułem wielkie wsparcie nawet ze strony kibiców Legii. Wielu z nich pracuje w mojej firmie, obok w pokoju zatrudniona jest dziewczyna, która od wielu lat ma karnet na "Żyletę". Wszyscy mówili mi, że ten projekt jest fantastyczny i trzymają za mnie kciuki. Znów chcą oglądać derby. Ta sytuacja i akcja #BonjourGregoire pomogła mi, bo dzięki temu dotychczasowi akcjonariusze łatwiej sprzedali mi swoje udziały. Dało mi to moc do negocjacji, bo zrobiło się o tej sprawie bardzo głośno.

Sam starałem się zrozumieć tę sytuację. Ci, co mi grozili to młodzi ludzie, fanatycy. Oni nie są największą grupą na Legii, ale głośną. Ja sam byłem fanatykiem, "szalikowcem". Miałem wykupiony karnet na "Żyletę" Parc des Princes w Paryżu - Kop de Boulogne. Siedziałem na trybunie najbardziej zagorzałych kibiców Paris Saint-Germain - Boulogne Boys. Miałem 18 lat, nie byłem zbyt mądry. Wiem, jak to działa. Wiem, że na młodych ludzi łatwiej działa fanatyzm i łatwiej wywołać takie akcje. To nie jest mądre, ale w większości wypadkach takie akcje nie są niebezpieczne, choć przyznaję - na początku przeżyłem szok.

Pisał pan na swoim blogu, że chodził pan na Legię.

- Lubię oglądać mecze piłkarskie, kocham piłkę nożną. Na Polonii byłem kilka razy, gdy kolega - wielki kibic "Czarnych Koszul" zaprowadził mnie na K6 w sezonie 2006/07. Ale potem chętniej kupowałem bilety na Legię. Tak minimum 10 razy w roku bywałem na stadionie na meczach Legii. Moja firma ma wykupione karnety na Legię.

Wśród pana pomysłów na Polonię pojawił się postulat budowy stadionu na 40 tys. miejsc. Miasto planowało do niedawna modernizację Konwiktorskiej i zwiększenie widowni do 15 tys. Czy to nie powinna być docelowa pojemność stadionu Polonii?

- Dziś stadion Polonii, kiedy gramy w III lidze, a potem - mam nadzieję - będziemy grać w II lidze, jest wystarczający. To wspaniały, kameralny obiekt położony w centrum miasta. Polubiłem go. Trzeba go wyremontować, poprawić infrastrukturę, przede wszystkim te nieszczęsne toalety. Do poziomu I ligi nie ma problemu z tym stadionem. Ale potem chcemy wrócić do Ekstraklasy i rywalizować z najlepszymi klubami w Polsce, a następnie próbować sił w Europie. Jeżeli mamy grać w Ekstraklasie potrzebny byłby nam stadion na 15 tys. miejsc, ale jeżeli mielibyśmy grać z Borussią Dortmund, Ajaksem Amsterdam potrzebujemy dwa razy większego obiektu. Potrzebujemy 30 tys. miejsc z czego 10 procent miałyby stanowić loże biznesowe, które duże firmy mogłyby wynająć na cały rok. To bardzo ważne z punktu widzenia rozwoju klubu. W lożach siedzieliby nasi potencjalni sponsorzy.

Pana rodak Arsene Wenger powiedział kiedyś właścicielom Paris FC, że jeżeli kiedykolwiek grając w takim mieście jak Paryż, gdzie istnieje taki potentat jak Paris Saint-Germain, muszą postawić na wychowanków i świetne szkolenie. Nie tak powinno to wyglądać w Polonii?

- Kluby piłkarskie mają dziś dwie możliwości, żeby stać się silnymi. Pierwsza to budowa silnej drużyn w oparciu o trafne transfery - kupno utalentowanego zawodnika i jego rozwój. Druga możliwość to korzystanie z zasobów własnej akademii. Idealnie mieć to i to. Chciałbym, żeby Polonia miała już teraz silną akademię, ale dziś nie mogę się na tym koncentrować. Mam ważniejsze rzeczy - administrację, marketing, stadion, dział sportowy. Akademia piłkarska to zawsze projekt długofalowy i dopiero po latach przynoszący korzyści. Szkółki piłkarskie - także we Francji, gdzie istnieje najlepszy na świecie system szkolenia - dają klubowi jednego albo dwóch zawodników z rocznika, może trzech. Ale pracowały na ich wychowanie wiele lat. Ważne jest też, że wychowankowie promują wartości klubu, zostają do końca życia jego kibicami. Będziemy tego pilnować, ale musimy najpierw uporządkować wiele innych - na dziś ważniejszych - spraw.

A nie obawia się pan, że Polonia Warszawa utkwi w niższych ligach jak Red Star Paryż albo Racing Paris, który w ogóle zniknął z horyzontu. Trudno im było żyć w cieniu PSG tak jak może Polonii trudno jest żyć w cieniu Legii?

- Trzeba dobrze zarządzać, dobrze dobrać trenerów i ludzi do działu marketingu, administracji, żeby pójść naprzód. Warszawa to duże miasto i większość takich miast ma silne kluby - Madryt, Rzym, Londyn ma ich kilka. W Warszawie jest miejsce na dwa kluby, a taka rywalizacja umacnia oba kluby. Warszawa wyróżnia się też w Polsce, jest największa, najbogatsza, tu są najwięksi sponsorzy. Legia dlatego ma przewagę nad Lechem, Wisłą Kraków, Cracovią i zawsze będzie się nią bardziej interesować, bo tutaj są siedziby wielkich firm, jest telewizja, jest bogactwo. Z tego powodu Legia powinna mieć nawet dwa razy większy budżet niż dziś. Polonia ma markę. To stuletni klub, dwukrotny mistrz Polski, z wspaniałą historią, ale to też Polonia Warszawa. Klub z największego miasta i jednego z najprężniej rozwijających się miast w Europie. Klub z takiego miasta powinien dzięki mądrej polityce marketingowej doprowadzić do takiej sytuacji jak na przykład w Turynie, gdzie na mecze Juventusu nie można dostać biletu. Do tego potrzebne są: gra na najwyższym poziomie, piękny stadion, piękne loże i właściwe zarządzanie.

Jakie jest pana doświadczenie piłkarskie?

- Grałem 10 lat we francuskich klubach niższych lig - w podparyskim Levallois-Perret (w tym klubie zaczynał karierę we Francji Didier Drogba - przyp. ok) i w regionalnym zespole z Rennes, gdzie studiowałem. Piłką nożną interesuję się od dzieciństwa. Mój pierwszy mecz, na który poszedłem z ojcem, to finał Pucharu Francji PSG- AS Monaco. W PSG grali wtedy Safet Susić, Luis Fernandez, Dominique Rocheteau. Klub wtedy dopiero budował swoją potęgę. Potem kupiłem karnet na Parc des Princes. Chodziłem na każdy mecz, siedząc na trybunie wśród najbardziej zagorzałych fanów PSG. Przynajmniej raz w roku jeżdżę i oglądam mecze PSG, dalej mam sentyment do Rennes. W Polsce chodziłem na mecze Legii.

Francuski model szkolenia piłkarzy jest uważany za jeden z najlepszych na świecie. Zamierza go pan wykorzystać w Polonii?

- Nie mam kontaktów we francuskich akademiach piłkarskich, ale mam dobrych znajomych w Rennes. Osobiście znam dyrektora marketingu. Prosiłem go, żeby mi przysłał plan działania klubu. No i przysłał... Rennes to francuski średniak, dopiero w tym sezonie po raz pierwszy zapewnił sobie udział w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, klub z 400 tysięcznego miasta. To nie jest PSG, Olympique Lyon, Marsylia, to nie jest Saint-Etienne. Ten budżet w takim przeciętnym klubie opiewa na kilka milionów euro! Przekazałem ten dokument naszej kierowniczce marketingu, ale tylko z ciekawości. Bo nie można zastosować tego modelu działania do naszych warunków, kiedy gramy w III lidze. Może wrócimy do tego projektu, kiedy będziemy grać w Ekstraklasie i mieć piękny przebudowany stadion.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje