Reklama

Reklama

Zamknęli im drogę do mistrzostwa. Teraz otworzą im oczy?

Wisła Płock to dla Pogoni Szczecin rywal szczególny. W zeszłym sezonie mecze z "Nafciarzami" były dla "Portowców" kamieniami milowymi - raz w pozytywnym tego słowa znaczeniu, a raz w negatywnym.

17 października 2021 roku, Płock. Chłodny, jesienny dzień, na termometrach niespełna 10 stopni Celsjusza. Na mecz z miejscową Wisłą przyjechała Pogoń Szczecin, która odzyskiwała rezon po fatalnym wrześniu. Podopieczni Kosty Runjaica zremisowali z Radomiakiem i Cracovią, a na domiar złego odpadli z Pucharu Polski, przegrywając 1:2 z II-ligowym KKS-em Kalisz. Po tej kompromitującej porażce wygrali dwa mecze z rzędu (1:0 z Wisłą Kraków i 4:1 z Górnikiem Łęczna) i wydawało się, że w Płocku pójdą za ciosem. Tymczasem po fatalnym meczu przegrali 0:1, a atmosfera wokół zespołu zrobiła się niezwykle napięta. Kilka miesięcy później Kamil Grosicki powie, że ta porażka stała się punktem zwrotnym sezonu 2021/2022. W szatni padło wiele cierpkich słów, a drużyna zrozumiała, że wkroczyła na bardzo złą drogą. Trzeba było czym prędzej z niej zawrócić. I tak faktycznie się stało: "Portowcy" nie przegrali już do końca roku. Po wznowieniu rozgrywek w lutym szczecinianie wygrali kolejne trzy spotkania, a ich seria zatrzymała się dopiero na spotkaniu z Lechem Poznań (0:3).

Reklama

Pogoń Szczecin - Wisła Płock: "Nafciarze" znów na drodze "Portowców"

Po 27 rozegranych kolejkach - na początku kwietnia - Pogoń była liderem Ekstraklasy. 8 kwietnia mierzyła się z Wisłą Płock i w zamyśle szczecińskich kibiców miało być to kolejne łatwe (po pokonaniu 4:1 Wisły Kraków i 4:0 Górnika Łęczna) zwycięstwo. Płocczanie znów popsuli jednak plany "Portowcom". Choć gospodarze jako pierwsi strzelili gola, goście z Mazowsza zdobyli później dwie bramki i wywieźli ze stolicy Pomorza Zachodniego komplet punktów. Pogoń spadła z pierwszego miejsca i osunęła się za plecy Lecha oraz Rakowa. Do końca sezonu nic się w tym temacie nie zmieniło - podopieczni Kosty Runjaica ukończyli sezon na najniższym stopniu podium. Dziś można tylko gdybać, ale kto wie, jak ułożyłaby się rywalizacja, gdyby "Portowcy" odskoczyli wówczas dwóm najgroźniejszym rywalom.

Sobotnia potyczka ma więc silny podtekst. Trener Jens Gustafsson zdaje sobie sprawę z tego, jak trudnym rywalem okazała się w zeszłym sezonie Wisła. A przecież nie może zapominać również o tym, że dziś to lider Ekstraklasy, który wygrał cztery pierwsze mecze. - Nie możemy za dużo myśleć o grze rywala, ponieważ to nie pomoże nam w odniesieniu zwycięstwa. Znamy jednak oczywiście zarówno mocne, jak i słabe punkty Wisły. Każdy przeciwnik takie ma. Jestem odpowiedzialny za to, aby pokazać naszym zawodnikom obie strony przeciwnika, co ma drużynie pomóc w odniesieniu zwycięstwa. Wiem, że w zeszłym sezonie Pogoń dwa razy przegrała z Wisłą. Wszyscy nasi piłkarze zdają sobie z tego sprawę. W tym tygodniu widziałem na treningach drużynę, która chce wygrać. Przeanalizowaliśmy dość dokładnie nasze ostatnie mecze i wiemy, co mamy robić. Jasne jest jedno: chcemy lepiej wyglądać na boisku - mówił Szwed podczas przedmeczowej konferencji prasowej.

Wydaje się, że szkoleniowiec trafił ostatnim zdaniem w samo sedno. Choć bowiem "Portowców" bronią wyniki, ich gra jest daleka od optymalnej. Trzy zwycięstwa w czterech ligowych kolejkach zakłamują rzeczywisty obraz sytuacji. Być może zarząd, trener i sama drużyna potrzebują więc zimnego prysznica. Czy w roli game-changera Pogoni znów wystąpi Wisła? W zeszłym sezonie płocczanie przyczynili się do utraty pozycji lidera przez "Portowców", teraz być może naprowadzą ich na właściwe tory. 

Jakub Żelepień, Interia 



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL