Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 2 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 3 .Cracovia (1 pkt.)
  • 4 .Górnik Łęczna (1 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (1 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (1 pkt.)
  • 7 .Stal Mielec (1 pkt.)
  • 8 .Lech Poznań (1 pkt.)

Piłkarz Ekstraklasy przyznaje: Od wyjaśniania wszystkiego jest szatnia

Michał Kucharczyk rozpocznie w lipcu drugi sezon w barwach Pogoni Szczecin. Kibice mają w stosunku do doświadczonego skrzydłowego bardzo wysokie oczekiwania. Wiosną "Kuchy" potwierdził, że może im sprostać. – Mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze lepiej i będę sprawiał radość sobie, a także wszystkim osobom związanym z Pogonią – mówi Kucharczyk w rozmowie z Interią.

Jakub Żelepień, Interia: W zakończonym sezonie byliście jednym z większych pozytywnych zaskoczeń, więc teraz będziecie musieli częściej liczyć się pewnie z rolą faworyta. Coś się w związku z tym zmieni w waszym podejściu?

Michał Kucharczyk, Pogoń Szczecin: - Nie powiedziałbym. Od dłuższego czasu Pogoń jest budowana rozsądnie. Widać, że przynosi to efekty. Z roku na rok drużyna była coraz lepsza, pięła się w górę tabeli, a medal był tak naprawdę zwieńczeniem tego wszystkiego. Teraz na pewno będziemy chcieli przynajmniej powtórzyć to trzecie miejsce.

Reklama

Czy prawdą jest, że pan aż tak bardzo z tego trzeciego miejsca się nie cieszył? Czuł pan niedosyt?

- Nie mogę się oszukiwać, że trzecie miejsce jest jakimś wielkim osiągnięciem, ale z drugiej strony - tutaj będę w pełni szczery - przychodząc do Pogoni, nie spodziewałem się, że od razu w pierwszym sezonie zajmiemy miejsce na podium. Udało się to nam, więc oczywiście cieszę się z tego. Zresztą z każdego medalu się zawsze cieszyłem. Wiem, jak wiele pracy i wyrzeczeń za nim stoi.

Medal to jedno, ale Pogoń po ponad dwudziestu latach wróci do europejskich pucharów. Zła informacja jest natomiast taka, że pan nie zagra. Liczył pan na to, że uda się  odwołać od decyzji UEFA?

- Raczej nie. Byłem pogodzony z tym, że nie zagram w pięciu meczach europejskich. Nie jestem jednak jakoś szczególnie smutny. Klub wraca do pucharów po 20 latach, to samo w sobie cieszy. Kiedyś wróciłem z Legią do fazy grupowej Ligi Mistrzów, teraz z Pogonią do eliminacji. Będę dopingował kolegów, aby udało się zajść jak najdalej.

Jeśli szukalibyśmy pozytywów, to przynajmniej będzie pan wypoczęty w meczach ligowych, a to może się przydać przy maratonie spotkań co trzy dni.

- Mam doświadczenie z Legii, że zawsze przyda się świeży piłkarz. Tam w zasadzie były dwa składy - jeden na ligę, a jeden na puchary. Kadra była szeroka, więc trenerzy mogli sobie na to pozwolić. W Pogoni tak raczej nie będzie, ale po to teraz wylewamy siódme poty na treningach, żeby dać radę kondycyjnie w meczach. Chcemy, żeby granie co trzy dni sprawiało nam przyjemność, a nie ból. Jeśli poprawnie przepracujemy obóz przygotowawczy, wierzę, że będzie dobrze.

Poruszył pan kwestię przygotowań fizycznych. To niezwykle ważne w pańskim przypadku - bez odpowiedniej podbudowy kondycyjnej nie jest pan w stanie dać drużynie tak wiele. Wystarczy zresztą porównać sobie pańską dyspozycję z jesieni i wiosny.

- Gdy przyszedłem do Pogoni z Rosji, mój organizm odczuł bardzo drastycznie różnicę w sposobie przygotowania do sezonu. Trenerzy w Szczecinie pracują inaczej niż w Jekaterynburgu. Mój organizm dostał wiele nowych bodźców i nie byłem w stanie pokazać pełni swoich możliwości. Po kilku miesiącach, kiedy się zaaklimatyzowałem, wszystko wróciło do normy. Lepiej mi się grało, miałem dużo siły. Mam nadzieję, że po obecnym okresie przygotowawczym będzie jeszcze lepiej i będę sprawiał radość sobie, a także wszystkim osobom związanym z Pogonią.

Nie przechodziło panu przez głowę myśli, że przerasta pan Pogoń i ta przygoda powinna zakończyć się po zaledwie roku?

- Nie, absolutnie. Nie ma takich pomysłów. Moja umowa z Pogonią będzie obowiązywać jeszcze przez dwa lata. Przez ten czas chcę dawać z siebie wszystko dla tego klubu, żeby odpłacić za zaufanie, którym zostałem obdarzony. Skupiam się wyłącznie na jak najlepszym przygotowaniu do sezonu. Mogę teraz zadeklarować, że celem jest minimum trzecie miejsce.

Zobacz nasz codzienny program o Euro - Sprawdź!

Czuł pan presję ze strony kibiców? Jesienią niektórzy kręcili nosem, bo statystyki nie przemawiały za panem.

- Tyle w życiu przyjąłem krytyki, że jeden czy dwa komentarze naprawdę nie robią na mnie wrażenia. Mogę już w pełni świadomie powiedzieć, że odciąłem się od tego wszystkiego. Ja muszę patrzeć wyłącznie na siebie i drużynę. Nie mogę słuchać osób, które sprzed komputera napiszą kilka komentarzy. Dajmy sobie spokój z analizowaniem komentarzy w sieci. To nie pomaga zawodnikom, a tylko dodatkowo nakręca tych, którzy je piszą.

Czyli najlepszą reakcję jest brak reakcji.

- Tak. Od wyjaśniania wszystkiego jest szatnia. Tam jeden drugiego może krytykować, trener może mówić, co uważa o naszej grze. Najważniejsze, żeby wszystko zostało między nami. Tak było w tym sezonie. Nic, co nie powinno, nie wyszło do mediów i mam nadzieję, że tak zostanie. A ludzi z boku nie ma sensu słuchać. Każdy może zostać trenerem albo piłkarzem i robić tak, jak uważa. Przecież to nie jest zabronione.

Taka świadomość musi przyjść wraz z wiekiem. Kiedyś bardziej pan brał wszystko do siebie.

- To prawda. Po latach przychodzi umiejętność odcięcia się. Nam, starszym piłkarzom, jest trochę łatwiej zdystansować się od zarówno negatywnych, ale i pozytywnych komentarzy. Młodsi mają trochę trudniej, bo internet jest dla nich najważniejszy. Muszą zrozumieć, że nie trzeba czytać wszystkiego, co media napiszą na ich temat, bo dzisiaj napiszą dobrze, a za dwa dni napiszą źle. Jesteśmy osobami publicznymi, narażonymi na krytykę i musimy się z tym liczyć. Uważam, że starsi piłkarze powinni strzec tych młodszych i nie pozwalać im zamartwiać się komentarzami. Najważniejsze jest to, co mówi trener. I to należy sobie zapamiętać.

Zrobiło się bardzo refleksyjnie. Czy czuje się pan przewodnikiem dla młodszych?

- Nie, nie uważam siebie za żadnego mentora czy guru. Staram się żyć z młodszymi chłopakami normalnie, jak kolega z kolegą. Nie chcę, żeby myśleli, że skoro oni mają 17 lat, a ja 30, to nie mogą ze mną pogadać. To nie doprowadziłoby do niczego dobrego. Kiedyś już były takie czasy, w których młodsi musieli pytać starszych, czy mogą usiąść.

Wiemy zatem już, że dobrze czuje się pan w szatni Pogoni. A jak pan i pańska rodzina czujecie się w Szczecinie?

- Jest spokojniej niż w Warszawie. Nie ma takiego pędu życia. Co ważne, nie tracę też dużo czasu na dojazdy na treningi, bo w Szczecinie nie ma korków.

Oj, szczecinianie by się z panem nie zgodzili.

- No tak, ale w Szczecinie stoi się w korku jakieś 15 minut, a w Warszawie spokojnie może to być godzina albo półtorej. To jest jednak różnica. A kończąc wątek Szczecina - tutaj więcej czasu spędzam z rodziną, co mnie bardzo cieszy. Uważam, że to dobrze wpływa na nas, piłkarzy. 

Rozmawiał Jakub Żelepień

Dowiedz się więcej na temat: Pogoń Szczecin | Michał Kucharczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje