Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (12 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 7 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (11 pkt.)

Niebałkański doping na Bałkanach. Dlaczego kibice NK Osijek protestują?

Pogoń Szczecin zagra dziś z NK Osijek. Za każdym razem, kiedy polska drużyna wpada w europejskich pucharach na rywala z Bałkanów, przed oczami stają nam fanatyczni kibice, kłęby dymu i burdy pod stadionem. W przypadku rywala Portowców wszystko wskazuje na to, że będzie jednak inaczej. Dlaczego?

Grupa najbardziej fanatycznych kibiców NK Osijek - Kohorta - od kilku lat była na celowniku lokalnych władz. Członkowie ruchu ultras masowo trafiali za kratki, dostawali zakazy stadionowe lub wysokie kary finansowe. Z ogromnej grupy została tylko garstka. A nowych nie przybywa. - Jesteśmy małym miastem. NK nie ma kibiców poza Osijekiem, cały region kibicuje innym drużynom - Hajdukowi Split czy Dinamo Zagrzeb - tłumaczy w rozmowie z Interią Dalibor Keler, dziennikarz Glas Slavonije, który przed laty był...jednym z założycieli Kohorty.

Pogoń Szczecin zagra z NK Osijek

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu Kohorta opublikowała oświadczenie, w którym można było przeczytać, że grupa strajkuje przeciwko wprowadzonym w Chorwacji obostrzeniom covidowym. Polegają one na tym, że aby wejść na stadion, należy być albo zaszczepionym, albo okazać negatywny wynik testu na koronawirusa. Ultrasi, nie zgadzając się z tym, postanowili zbojkotować mecze. - To tylko wymówka. Obostrzenia są zasłoną dla problemów, które trawią tę organizację kibicowską. Im po prostu brakuje członków. Pandemia nie ma nic do rzeczy - przekonuje Keler.

Reklama

Do kibicowania Osijekowi nie zachęca też przestarzała, wyciągnięta żywcem z lat osiemdziesiątych i pamiętająca wojnę bałkańską, infrastruktura. - Nie mamy takiego fanshopu, jak choćby wy w Szczecinie. Poza tym Slawonia i Osijek to jedna z biedniejszych części kraju. Mało kto może sobie pozwolić na kupienie koszulki meczowej - mówi dziennikarz.

Być może otwarcie nowego stadionu - już będącego w budowie - przyciągnie do NK nieco więcej nowych kibiców. Obiekt powstaje zresztą dzięki ogromnemu wsparciu, którego klubowi udziela rząd węgierski. Gdyby nie to, od 2016 roku w Osijeku mogłoby nie być futbolu na najwyższym ligowym poziomie.

Osijek to etniczny i kulturowy miks

Oprócz tego, że w jednej z najbiedniejszych, Osijek leży też w jednej z najmniej atrakcyjnych turystycznie części Chorwacji. Poza tym - jak przekonuje Keler - regionowi brakuje tożsamości.  - Po II wojnie, a później po wojnie bałkańskiej ludzie stąd wyjeżdżali, inni przyjeżdżali. Mało kto zostawał na stałe. Pojawiali się ludzie z różnych części Bałkanów, sporo było też Węgrów. Nie mamy jednej wspólnej historii, z którą moglibyśmy się identyfikować - tłumaczy Dalibor Keler.

W kontekście NK Osijek bardzo ciekawe jest również to, że klub jest w pełni uzależniony od węgierskiego wsparcia. Choć formalnie należy do prywatnego inwestora, dla nikogo nie jest tajemnicą, że tak naprawdę o wszystkim decyduje premier Węgier, Viktor Orbán. Czy sympatycy klubu nie boją się, że kiedyś zabawa w sponsorowanie obcych zespołów znudzi się politykowi? Albo że zmieni się władza na Węgrzech i wszystko będzie robić inaczej niż poprzednicy? - To trudne pytanie. My tak naprawdę nie wiemy, co planują Węgrzy. Kluby piłkarskie to jednak ich wielki kapitał, więc nie sądzę, żeby rozważali rezygnację z tego projektu - mówi chorwacki dziennikarz.

Celem węgierskich właścicieli jest przejęcie dominacji od Dinama Zagrzeb. Faza grupowa europejskich pucharów też by ich jednak bardzo ucieszyła. Aby wciąż mieć szansę na dotarcie do niej, piłkarze NK Osijek muszą dziś pokonać Pogoń Szczecin. A to nie będzie łatwe.

Jakub Żelepień
 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje