Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Ekstraklasa. Pogoń Szczecin wróciła na dno. Jeden mecz i wszystko zmienią?

Tydzień temu piłkarze Pogoni Szczecin po wielu tygodniach zdołali opuścić ostatnie miejsce w tabeli, a teraz znów na nim się znaleźli. - Na pewno nie będziemy zwieszać głów. Nawet w tym meczu z Lechem mieliśmy lepsze momenty, a nie tylko gorsze - mówi pomocnik Pogoni Kamil Drygas.

"Portowcy" tylko po drugiej i szóstej kolejce znajdowali się w czołowej ósemce ligi, a później dopadł ich ogromny kryzys, który zepchnął drużynę na samo dno. Kosztowało to posadę trenera Macieja Skorżę, ale nawet pod wodzą Kosty Runjaicia drużynie początkowo nie szło zbyt dobrze. Przełom nastąpił w grudniu - Pogoń najpierw zremisowała z Zagłębiem Lubin (tracąc gola na 3-3 w doliczonym czasie), a później pokonała w Gdańsku Lechią, a w Szczecinie Arkę i Sandecję.

W niedzielę jednak nie zdołała wywieźć z Poznania choćby jednego punktu. Głównie z uwagi na słabszą postawę w pierwszej części meczu. - Mieliśmy jakieś straty, kiwki, proste indywidualne błędy, a to napędzało Lecha. Dlatego ta gra wyglądała w ten sposób - narzekał po spotkaniu Kamil Drygas, pomocnik Pogoni, a kiedyś gracz Lecha. To w barwach "Kolejorza" debiutował w ekstraklasie, a ze stolicy Wielkopolski wyjechał ostatecznie latem 2013 roku. - Dziś z tamtego Lecha został już tylko Jasiu Burić i Łukasz Trałka - mówi Drygas.

Pomocnik Pogoni nie wiedział, dlaczego goście zagrali dużo słabiej w pierwszej połowie. - Coś chyba zostało w głowach, bo przecież pokazaliśmy w pierwszym spotkaniu, że grać w piłkę potrafimy. Dopiero w drugiej części, gdy nie było już nic do stracenia, ruszyliśmy, staraliśmy się przy stanie 0-1 odwrócić wynik. Mieliśmy sytuację, przewagę w grze, ale dostaliśmy gola na 0-2 i to podcięło skrzydła. Nie będziemy zwieszać głów, bo za tydzień jest kolejny ważny mecz. Przeanalizujemy tylko tę pierwszą połowę, wyciągniemy wnioski i na pewno za tydzień będzie lepiej - powiedział Drygas. Kolejnym rywalem "Portowców" będzie Wisła Płock, która ostatnio też jest na fali wznoszącej.

Reklama

W Poznaniu Pogoń miała jedną wyśmienitą sytuację do wyrównania - właśnie po zagraniu głową Drygasa. - Chciałem uderzyć przy dalszym słupku, ale piłka zrobiła za duży kozioł. Łukasz Zwoliński próbował dobijać, ale Jasiu Burić świetnie skrócił kąt, piłka była na wysokości jego rąk - analizował pomocnik Pogoni.  - Druga połowa pokazała, że potrafimy grać w piłkę, stworzyć sytuacje. Były lepsze i gorsze momenty, będziemy dalej pracować by za tydzień wywalczyć trzy punkty - zapewnił Drygas.

Pogoń spadła po tym meczu na ostatnie miejsce w Ekstraklasie, ale do Bruk-Betu Termaliki traci tylko jeden punkt, do Sandecji dwa, a Piasta Gliwice - zaledwie trzy. - Ta nasza liga jest bardzo nieprzewidywalna. Piast wygrał na Lechii, my chcieliśmy zrobić to samo w Poznaniu ale nie udało się. Mam nadzieję, że walczące z nami zespoły pogubią punkty, a my dostaniemy się w końcu z tej strefy spadkowej. A "Duma Pomorza" jest w niej od połowy października i przegranego 0-3 meczu z Cracovią.

Andrzej Grupa

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy