Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 6 .Warta Poznań (1 pkt.)
  • 7 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 8 .Cracovia (1 pkt.)

Piast Gliwice - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3-2 w 27. kolejce Ekstraklasy

Niesamowity mecz w Gliwicach! Podbeskidzie dwa razy prowadziło z Piastem, żeby ostatecznie przegrać 2-3. Gliwiczanie dwie bramki zdobyli w ostatnich dziesięciu minutach, a zwycięskie trafienie Kamila Vacka padło już w 90. minucie. Dzięki wygranej zespół trenera Radoslava Latala znowu jest liderem Ekstraklasy.

Ekstraklasa - sprawdź wyniki, terminarz, tabelę

Piast dość niespodziewanie rozpoczął mecz bez dotychczasowych pewniaków w składzie: Patrika Mraza i Bariszicia. Ten pierwszy nie mógł wystąpić z powodu urazu. Z kolei będący ostatnio w dobrej formie, a przede wszystkim regularnie trafiający do siatki Bariszić, niespodziewanie usiadł na ławce.  

Z drugiej strony z przodu wystąpiła dwójka Mateusz Szczepaniak - Robert Demjan. - Do Gliwic jedziemy po wygraną - mówił Interii przed spotkaniem Kohei Kato. I właśnie Japończyk był bohaterem pierwszych minut. W 9 minucie dopadł do piłki wybijanej przez Marcina Pietrowskiego i uderzył bez namysłu. Futbolówka odbiła się jeszcze od nogi Urosa Koruna, nieznacznie zmyliła Jakuba Szmatułę i wpadła do siatki. To pierwszy gol japońskiego pomocnika w naszej Ekstraklasie. 

Reklama

Po stracie bramki gospodarze rzucili się do odrabiania strat i na wyrównanie nie trzeba było długo czekać, a gliwiczanie zdobyli bramkę kuriozum. Gerard Badia zgrywał piłkę w pole karne, jej kierunek zmienił Paweł Baranowski i futbolówka, odbijając się jeszcze od słupka, przekroczyła linię bramkową.    

W 22 minucie aktywny Badia, grający pierwszy ligowy mecz w tym roku w podstawowym składzie, popisał się ładnym wolejem z około 20 metrów. Emilijus Zubas z problemami obronił jednak piłkę. 

Atakujący Górale odpowiedzieli szansą Damiana Chmiela (31 minuta), niecelnym uderzeniem Roberta Demjana (32 minuta) i "bombą" w wykonaniu obchodzącego dzisiaj 38 urodziny Marka Sokołowskiego. Po mocnym uderzeniu "Sokoła" piłka nieznacznie minęła jednak cel. Do przerwy bielszczanie oddali aż 10 strzałów na bramkę Szmatuły, ale tylko jeden z nich był celny. 

Piast miał swoją szansę w 43 minucie. O mało co drugiego samobójczego trafienia nie zanotował wtedy Baranowski. Środkowy obrońca bielszczan zmienił lot piłki po uderzeniu Kamila Vacka, ale na jego szczęście nie wylądowała ona w bramce, a skończyło się tylko na rzucie rożnym. 

Początek drugiej połowy również pokazał, że oba zespoły nie zamierzają murować bramki, a nastawiają się na ofensywę. W 48 minucie piłka po strzale Adama Mójty minęła prawy słupek bramki Szmatuły. W odpowiedzi, świetnie dziś grający Vacek, posłał ostre dośrodkowanie w pole karne przyjezdnych, ale Zubas był na miejscu.    

W 55 minucie boisko z powodu kontuzji musiał opuścił Kristijan Ipsza. W jego miejsce wszedł Paweł Moskwik, a trener Radoslav Latal musiał przemeblować defensywę, przesuwając z boku obrony do środka uniwersalnego Pietrowskiego. 

W 59 minucie było już 2-1 dla Podbeskidzia! Dał o o sobie znać doświadczony Jozef Piaczek. Zimą Słowak przez kilkanaście dni był testowany w Gliwicach. Ostatecznie trenerzy zdecydowali się zrezygnować z jego usług, a postawić na Ipszę. Dziś Piaczek zrewanżował się trenerowi Latalowi. Przejął piłkę na swojej połowie i, niczym klasyczny libero, ruszył do przodu. Świetnie znalazł się w polu karnym rywala, kropnął z kilkunastu metrów, a Szmatule nie pozostało nic innego, jak wyciągnąć futbolówkę z siatki. 

Pięć minut później doszło do scysji pomiędzy Zubasem, a Neszporem. Szarpanina skończyła się żółtymi kartkami dla jednego i drugiego. Dopiero w 73 minucie na boisku pojawił się Bariszić. Chorwacki napastnik miał ratować wicelidera. Piast, grający trzeci mecz w przeciągu tygodnia, nie radził sobie z dobrze fizycznie przygotowanym rywalem. 

Do kuriozalnej sytuacji doszło w 75 minucie, kiedy to żółtą kartkę otrzymał Maciej Jankowski. Piłkarz dostał ją jeszcze w momencie, kiedy był poza boiskiem i szykował się do zastąpienia Neszpora. Arbitrowi Tomaszowi Musiałowi nie spodobało się, że bez pozwolenia wbiegł na murawę. 

Pięć minut później to rezerwowi uratowali Piasta. Na bramkę Zubasa uderzał Jankowski. Piłka odbiła się od jednego z obrońców, wpadła pod nogi Barisziicia, a ten z kilku metrów wyrównał. To trzeci gol w trzecim kolejnym meczu Chorwata i już jego 9 trafienie w rozgrywkach. 

Gliwiczanie poszli za ciosem. W 85 minucie bliski wyrównania był Mak, ale futbolówka minęła cel. W 89 minucie znowu dał o sobie znać Mak. Po indywidualnej akcji został sfaulowany w polu karnym przez Adama Deję. Tomasz Musiał nie miał wątpliwości, jedenastka dla gospodarzy. Do piłki podszedł Vacek. Zubas zdołał obronić piłkę po jego uderzeniu, ale wobec dobitki Czecha był bezradny. 3-2 dla Piasta! Dzięki temu gliwiczanie po krókiej przerwie wracają na fotel lidera.

Z Gliwic Michał Zichlarz   

Piast Gliwice - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3-2 

Bramki: 0-1 Kohei Kato (9.) 1-1 Paweł Baranowski (17. samobójcza) 1-2 Jozef Piaczek (59.) 2-2 Josip Bariszić (80.) 3-2 Kamil Vacel (90. karny) 

Żółte kartki: Martin Neszpor, Maciej Jankowski, Kamil Vacek - Piast. Paweł Baranowski, Adam Deja, Emilijus Zubas - Podbeskidzie. 

Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków). Widzów: 4584 

Piast: Jakub Szmatuła - Kristijan Ipsza (55. Paweł Moskwik), Uros Korun, Hebert Silva Santos, Marcin Pietrowski (73. Josip Bariszić) - Tomasz Mokwa, Radosław Murawski, Kamil Vacek, Gerard Badia - Mateusz Mak, Martin Neszpor (75. Maciej Jankowski).

Podbeskidzie: Emilijus Zubas - Marek Sokołowski, Paweł Baranowski, Jozef Piaczek, Adam Mójta - Mateusz Szczepaniak, Kohei Kato, Adam Deja (90. Paweł Tarnowski), Mateusz Możdżeń, Damian Chmiel (85. Jakub Kowalski) - Robert Demjan (67. Samuel Sztefanik).

Dowiedz się więcej na temat: Piast Gliwice | Podbeskidzia Bielsko-Biała

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL