Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (27 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (22 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (19 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Radomiak (16 pkt.)
  • 7 .Cracovia (16 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (16 pkt.)

Brosz: Nastawiamy się na trzy punkty

Dobre wiadomości napłynęły ze sztabu szkoleniowego Piasta Gliwice. Pozwolenie na grę otrzymał Wojciech Kędziora i Marcin Brosz potwierdził dzisiaj tę informację. Szkoleniowiec "Piastunek" przyznał również, że najlepszym sposobem na zapomnienie o meczu z Lechem będzie wygrana w Bielsku-Białej z Podbeskidziem.

Sytuacja zdrowotna niebiesko-czerwonych przedstawia się optymistycznie, jedynym zawodnikiem niezdolnym do występu jest Krzysztof Król.

- Na piątkowe spotkanie większość kadry jest gotowa. Wypada nam Krzysztof Król, który w pełne treningi wejdzie od poniedziałku. Reszta zawodników normalnie przygotowuje się do meczu. Jest to dla nas ważne spotkanie, nie ma lepszej metody na rehabilitację jak zdobycie w Bielsku kompletu punktów - zaznacza Marcin Brosz.

Gliwickich kibiców może ucieszyć fakt powrotu nieobecnego od około ośmiu miesięcy "Kędiego". - We wtorek minął bezpieczny termin sześciu miesięcy, których wiązadło krzyżowe potrzebowało na regenerację i Wojtek jest do naszej dyspozycji - potwierdza trener.

Niewykluczone, że w meczowej "osiemnastce" znajdzie się również miejsce dla Radosława Murawskiego. - Po dwóch reprezentacyjnych ciężkich występach i podróży, uznaliśmy wspólne z fizjologami, że młody organizm Radka powinien odpocząć. Nie wystawialiśmy go do gry i nie chcieliśmy go angażować - mimo tego, że "Muraś" bardzo tego chciał - również w meczu II zespołu. Obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy skorzystali z jego usług - zapewnia szkoleniowiec Piasta.

Brosz pamięta swój okres przepracowany w ekipie "Górali", ale uznaje to za zamknięty rozdział kariery. - W piłce nożnej jest tak, że żyje się ostatnim meczem, my teraz myślimy tylko o Podbeskidziu. Każdą chwilę i bieżącą pracę poświęcamy kolejnemu przeciwnikowi. A czas spędzony w Bielsku oceniam na duży plus - twierdzi.

- Jedziemy na ciężki teren. Zespół Podbeskidzia słynie z ambicji i zaangażowania. W ostatnim starciu z Pogonią pokazali walkę od pierwszej do ostatniej minuty i na taki mecz właśnie się przygotowujemy. Sytuacja w tabeli nasza i bielszczan nie jest komfortowa i nastawiamy się na trzy punkty - dodaje.

Martwić może postawa napastników Piasta, których w bieżących rozgrywkach "wyręczają" defensorzy. - W tamtym sezonie nie było sytuacji, w której nasi obrońcy zdobywali tak dużą liczbę bramek. My straciliśmy napastnika, podobnie w Bielsku, gdzie odszedł Demjan, będący kluczową postacią. To pokazuje, że są to rzeczy odczuwalne i nie da się od razu takich graczy zastąpić. Na to potrzeba czasu i postaramy się tę dziurę zrekompensować, ale nie jest ją łatwo załatać - mówi szkoleniowiec niebiesko-czerwonych.

Reklama

Krzysztof Król w drużynie z Bielska-Białej spędził półtora roku i jak sam mówi zna mankamenty tego zespołu. Defensor żałuje, że z powodu kontuzji nie będzie mógł wystąpić w piątek przeciwko swoim byłym kolegom i pomóc niebiesko-czerwonym w walce o zwycięstwo.

Król jest przekonany, że Piast dysponuje silniejszym składem i powinien przede wszystkim wykorzystać słabą postawę Podbeskidzia. - Jedziemy do Bielska po trzy "oczka" i jeśli zagramy to, co nam powie trener, to osiągniemy zamierzony cel. Występowałem w tym zespole i znam jego słabe punkty, którymi są m.in. boki obrony. Kluczem do zwycięstwa może się więc okazać gra skrzydłami. Patrząc na kadrę obu zespołów mogę zdecydowanie powiedzieć, ze Piast w swoich szerach ma bardziej wartościowych piłkarzy - uważa.
 
26-letni zawodnik zdaje sobie sprawę, że rywale za wszelką cenę będą chcieli pokazać się z dobrej strony przed własną publicznością. - Nie będzie łatwo zgarnąć tam kompletu punktów. Podbeskidzie jest w dołku, z siedmioma punktami na koncie i postarają się wywalczyć chociaż remis. Myślę jednak, że ostatecznie się pogubią. Pamiętam jak grając w Bielsku potrafiliśmy prowadzić praktycznie cały mecz, by w końcówce zmarnować szansę na wygraną. Musimy strzelić jedną bramkę więcej. W końcowym rozrachunku nie jest ważna liczba strzelonych i straconych goli, jeśli my wygrywamy mecz - wyjaśnia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama