Reklama

Reklama

Artūrs Karašausks miał problemy z dyscypliną. Teraz ma strzelać dla Piasta

Lider Ekstraklasy z Gliwic poinformował wczoraj, że półroczny kontrakt z klubem podpisał 23-letni Artūrs Karašausks. W reprezentacji Łotwy zadebiutował, jako nastolatek. W przeszłości napastnik Skonto Ryga miał jednak problemy z dyscypliną.

W przerwie letniej trener Radoslav Latal idealnie trafił z transferami. Czeski szkoleniowiec zbudował zupełnie nowy zespół, w który z miejsca świetnie wkomponowali się sprowadzeni gracze, jak Kamil Vacek, Martin Neszpor, Marcin Pietrowski czy Uros Korun. Teraz ma być podobnie. Zimą Piast zakontraktował słowackiego pomocnika Martina Bukatę, słoweńskiego obrońcę Kristijana Ipsę, Macieja Jankowskiego z Wisły, a teraz też Karašausksa.  

Napastnik z Łotwy ma ciekawą przeszłość. W reprezentacji w latach 90. grał jego ojciec Jurijs. Sam Artūrs jest z kolei pierwszym zawodnikiem urodzonym po 1990 roku, po tym, jak jego kraj odzyskał niepodległość, który zagrał w piłkarskiej reprezentacji. W narodowych barwach zadebiutował w czerwcu 2010 roku w meczu z Ghaną. 

Reklama

Za sobą ma występy w dobrych zagranicznych klubach. Terminował w młodzieżowym zespole ukraińskiego Dnipro Dniepropietrowsk, a wiosną dwa lata temu był w kadrze rosyjskiego Rubina Kazań. Na swoim koncie ma tytuł mistrza i zdobycie pucharu kraju ze Skonto. 

Oprócz tego, że potrafi zdobywać bramki, to sprawia też problemy wychowawcze. W 2012 roku przebywał na zesłaniu ze Skonto w zespole FB Gulbene. Nie potrafił dogadać się z działaczami. Rok później, razem z Denissem Rakelsem i trzema innymi kolegami, zawieszony został za nieodpowiednie zachowanie po meczu w młodzieżowej reprezentacji kraju przeciwko Liechtensteinowi. Teraz ma pomóc Piastowi w zdobyciu mistrzostwa Polski.    

Pozyskanie Karašausksa nie kończy zmian w kadrze lidera Ekstraklasy. Przed wyjazdem na obóz do Alicante, gdzie gliwiczanie od kilku dni przebywają, trener Latal mówił Interii. - Mam nadzieję, że dojdzie do nas jeszcze dwóch piłkarzy. To zagraniczni zawodnicy. Zobaczymy, jak będzie - mówił czeski szkoleniowiec.

Karašausks już jest. Teraz być może dojdzie jeszcze ktoś. 

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL